28.7.17

Anime opowieści.

Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, ile mam tutaj na blogu zaczętych postów. Niektóre z nich są nawet z 2014 roku ( ◞・౪・). W wolnej chwili przejrzałam, co w ogóle chciałam w nich przekazać i wtedy wpadł mi do głowy jeszcze jeden pomysł na notkę. 

Jak wiecie (a jeśli nie to przypomnę), swojego pierwszego bloga o tematyce m&a prowadziłam z kolegą i koleżanką, kiedy to byliśmy jeszcze w gimnazjum. Co za tym idzie, były to nasze najbardziej szalone czasy, jeśli chodzi o wybór anime. Każde z nas raczkowało w tym temacie, czuliśmy się jak poszukiwacze na nieznanych lądach. Hah, a jak prężyliśmy się z dumy, gdy poznaliśmy daną serię jako pierwszy, albo obejrzeliśmy większą ilość anime niż pozostali. No i wiecie, to szlachetne słowo: "widziałem/am". Mina współtowarzysza - bezcenna. 

Poza perłami, które odkryliśmy i towarzyszą nam one po dzień dzisiejszy jako top ulubionych serii, zdarzały się też maksymalnie durne i absurdalne anime, które prawdopodobnie powinno się przemilczeć. Ale znacie mnie i wiecie doskonale, że tego nie zrobię. Stąd, gdy zobaczycie wpis sygnowany "anime opowieści" na moim blogu, szykujcie się na dawkę porażających tytułów. Chciałabym, aby seria tych postów nie była recenzjami, a raczej moją subiektywną opinią, którą mogę wyrazić po kilku(nastu) latach, tudzież potraktować je jako wspominki z tamtych czasów. 

W trakcie pisania stwierdziłam, że fajniej będzie, jeśli podzielę poszczególne wpisy tematycznie. Zamiast chamsko wciskać kompletnie niezwiązane ze sobą tytuły, postaram się nadać im jakąś metkę, która zaprowadzi porządek i utoruje drogę moim wspomnieniom. Wiecie, trzeba oddzielić te dobre od tych złych(*^∇゜)Z tego powodu czasem wpis będzie bardziej obszerny, bo uda mi się dopasować więcej tytułów. Dodam jeszcze, że specjalnie nie chcę zaglądać na opisy lub inne recenzje, co by sprawdzić te bardziej techniczne rzeczy, które na pewno umknęły w mojej pamięci. Wydaje mi się, że większy ubaw będzie z pośmiania się z moich zapamiętanych odczuć, związanych z danym tytułem. W tym poście postanowiłam zacząć od niezbyt tradycyjnej strony i wziąć na pierwszy rzut serie, które powinniście polecić znajomym, jeśli chcecie ich za coś ukarać. To co, zaczynamy!

Akikan!

Najprawdopodobniej jest to najdurniejsze anime jakie moje oczy widziały! Doskonale pamiętam, jak około ośmiu lat temu, gdy seria miała swoją premierę, poleciłam wspomnianym wyżej znajomym, aby koniecznie ją obejrzeli. Podczas gdy oni wiernie śledzili rozwój wydarzeń, ja sama schowałam dumę w kieszeń i zakończyłam seans po trzech, a może czterech odcinkach. Dokończyłam całość dopiero po kilku miesiącach (przewijając odcinki, serio inaczej się nie dało), śmiejąc się do siebie, jak bardzo się wówczas pomyliłam...

Wiecie o czym to anime jest? Niejaki Kakeru to samotnie mieszkający prawiczek. Źle mu szczególnie z tym ostatnim, więc bardzo chciałby to zmienić. Niespodziewanie los zsyła mu blond dupencję o imieniu Melon (nie, to nie od biustu). Ale owa Melon to niezwykła dziewoja, gdyż jest.. puszką, a ludzką postać przyjmuje, gdy jej właściciel chce "ugasić swoje pragnienie". Bez totalnych podtekstów, gościu po prostu wypija napój z puszki o smaku melonowym. Wówczas zwykłe picie z puszki przeobraża się w namiętny pocałunek. A ponieważ Kakeru był w stroju Adama, to dziewoja potraktowała go świetlistym, melonowym ... czymś.

"Dziewczyna-puszka" to było za dużo dla mojego młodocianego umysłu. Dodatkowo tandetny humor i grafika z odzysku degradują resztki zdrowego rozsądku. Po pierwszym odcinku wspólnie stwierdzimy, że trafiliśmy na całkiem miłą, niezobowiązującą komedyjkę. Jednakże im dalej, tym intensywniej zaczęliśmy się zastanawiać, co to w ogóle jest i czemu to sobie robimy, by w końcu dojść do ostatecznego wniosku, że ani to śmieszne, ani ciekawe, a wręcz ogłupiające. Przynajmniej dzisiaj mam niezły ubaw za wkopanie znajomych, haha. 

Chocotto Sister

Nie mogę sobie kompletnie przypomnieć, które z nas wygrzebało to coś, ale biada tej osobie! Chocotto Sister jest dowodem na to, że niektóre anime powinno się bezwzględnie zabronić. 

Fabuła opowiada o gościu, (którego imienia już nie pamiętam, a nie odważę się sprawdzić w necie, bo może mi się coś złego stać) co pragnął mieć malutką siostrzyczkę. Rodzice, choć intensywnie się o to starali to nie mogli sprostać jego oczekiwaniom, więc malec poprosił o swój prezent Mikołaja. Lata mijają, nasz bohater jest już na studiach. Pewnego dnia, pod uczelnią zjawia się zmotoryzowana Pani Mikołaj i podrzuca mu swój upragniony prezent z dzieciństwa - słodką, małą dziewczynkę o imieniu Choko. Wtem, pod opieką nowego, starszego braciszka, poznaje otaczający ją świat. 

Z pozoru brzmi niewinnie, prawda? Ale pod fałszywą przykrywką "miłej obyczajówki" czai się obrzydliwie niesmaczne anime, z milionem podtekstów i treści zahaczających o pedofilię. Sama fabuła zdaje się być tylko pretekstem do przekazania owych treści, siejąc z odcinka na odcinek coraz to bardziej odważne sceny. Najbardziej przerażające jest tu oczywiście centralne umieszczenie małego, nieświadomego niczego dziecka. Scenę, gdy trzyma w ręku wibrator, zastanawiając się, czym jest ów przedmiot powinno się uczcić chwilą milczenia... Poza tym twórcy postanowili uraczyć widza "sielskimi" scenami, typu wyprawa po stanik do sklepu (jakby dziecku był on potrzebny), wynaturzoną dramaturgią pobocznych bohaterów i oczywiście toną bielizny, wypraw na basen, czy gorących źródeł. 

Aaaa, zapomniałabym.  Jednak jest jedyna pozytywna rzecz, jaką zapamiętałam z tego cuda. Taniec! I to taki charakterystyczny, jak na tamte czasy, coś a la "Suzumiya Haruhi no Yuuutsu" czy "Lucky Star". Jejuniu, własnie mi się przypomniało jak tańczyliśmy ten układ (i co gorsza -  śpiewaliśmy) na klatce schodowej (「・ω・)「. A tak poza tym to historia o klatce schodowej zapewne przejawi się nie raz w tych postach, więc za pamięci mogę Wam ją pokrótce opisać. Ale najpierw neko nyan dansuuuu ~.


Okej, ochłonęliście? To teraz dowalę Wam bardziej, opisując słynną upokarzającą historię z klatki schodowej. Sama nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że naszym stałym, codziennym rytuałem po szkole, był wspólny powrót do domu. Jako, że każde z nas mieszkało zupełnie w innym kierunku, tradycją stało się przesiadywanie pod moim blokiem. W repertuarze mieliśmy nie inaczej jak spojlerowanie obejrzanych rzeczy, przechwalanie się znajomością japońskich słówek oraz zwrotów (dzień w dzień powtarzaliśmy, ile już ich znamy) i wspomniane wyżej śpiewanie piosenek tematycznych z animców. Raz na jakiś czas trafiał się układ taneczny (w tym nawet mieliśmy autorski do utworu Nightwisha "Bye bye beautiful", ale o tym kiedy indziej). I żeby było jasne: robiliśmy to publicznie. Nie raz i nie dwa przechodnie spoglądali na nas jak na chorych umysłowo. Za każdym razem towarzyszyła nam ogromna paczka czipsów. Więc nie dość, że poniżenie umysłowe to jeszcze widok tańczących grubasków musiał zwalać z nóg (ᗒᗜᗕ)՛̵̖. Najbardziej żenująca historia z tego właśnie miejsca będzie przy Vampire Knight - to jedno mogę obiecać!

Jeśli kogoś zainteresowała forma postów i chciałby poczytać o jakimś konkretnym temacie to śmiało proponujcie swoje :).

PS - z góry przepraszam za chaotycznie skonstruowany tekst, ale: a) dawno nie pisałam, a nie jestem mistrzem piśmiennictwa, b) piszę bezpośrednio to, co mi ślina na język przyniesie :). 

11 komentarzy:

  1. Znam oba tytuły, ale tylko gdzieś ze słyszenia (albo czytałam kiedyś ich recenzje w jakimś Kawaii), chociaż to chyba dobrze, że ich nie widziałam ;) W sumie teraz też wychodzi sporo takich dziwnych rzeczy np. Skirt no Naka wa Kedamono Deshita (o facecie, który przebiera się za biuściastą laskę i molestuje swoją koleżankę wszędzie gdzie się da).
    Lubię takie luźne notki, więc czekam na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, ale to wcale nie musi być takie złe! Hahaha, powiem Ci szczerze, że nawet mnie zaciekawiłaś :D.

      Będą, bo musiałam wyciąć kilka z tego postu, więc przynajmniej druga część na pewno się wkrótce pojawi.

      Usuń
  2. Przede wszystkim zazdroszczę Wam przyjaźni, posiadana wspólnych zainteresowań, a w wyniku tego i wspaniałych wspomnieć. Wiem, że powyższe pozycje powinnaś mi kategorycznie wybić z głowy, ale wydają one mi się bardzo dziwne, a co za tym idzie - ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety (chociaż może i stety) to było jakieś 6 lat temu. Dzisiaj nasze drogi całkowicie się rozeszły, a przynajmniej ja nie utrzymuję już z tymi osobami kontaktu. Jednak w jednym masz rację, w tamtych czasach sama sobie zazdrościłam, że udało nam się stworzyć aż tak zgraną paczkę. Na prawdę miło wspominam tamte czasy, zresztą chyba to czuć :).

      Usuń
  3. "Dears" sprawdziłoby się też świetnie jako kara XD Anime o pięknych kosmitkach, które zeszły na Ziemię i zamieszkały u głównego bohatera serii. Mnóstwo ecchi, głupot i tandety. Jednym słowem- NIE.
    Posty o różnych śmiesznych akcjach byłyby fajne XD
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich tytułów dałoby się znaleźć sporo więcej, chociażby GreenGreen czy School Days, ale te dwa z postu tak totalnie wżarły mi się w umysł xD.

      I kompromitujące :P.

      Usuń
  4. Nie znam tych tytułów nawet ze słyszenia i raczej wolę nie poznawać bliżej. Co do innych serii za karę, jakoś nic nie przychodzi mi od razu na myśl, ale może to i lepiej. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im mniej człowiek wie o istnieniu takich badziewi, tym lepiej dla jego duszy :D.

      Usuń
  5. Hahaha, dla mnie, żeby coś było karą musiałoby zawierac duże ilości robaków, ale takich pod ludzką skórą, obrzydliwych pasożytów ;___;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to obejrzyj sobie jeden z moich ulubionych programów "Obcy wewnątrz nas" :P.

      Usuń
  6. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za autoreklamę, lecz nie znalazłam innej zakładki. Wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń

slider