9.1.16

Po drugiej stronie lustra.

Witajcie!

     Rzecz straszna, ale jak najbardziej przewidziana, nie pisałam już na blogu od ponad miesiąca. Aktualnie jestem w najbardziej "gorącym" zimowym miesiącu - wszelkie kolokwia, projekty, zaliczenia, aż w końcu sesja. Nie jest tak źle, jak zakładałam kilka tygodni temu, ale fajerwerków nie będzie. Niestety mój czarny scenariusz odnośnie programowania najprawdopodobniej wejdzie w życie. O ile nie przeszkadza mi fakt warunku, o tyle irytuje mnie, że będę mogła poprawiać przedmiot dopiero na szóstym semestrze. Pięknie nas załatwili. Pocieszam się tylko faktem, że prawdopodobnie będę powtarzać z niemalże nienaruszonym składem  z obecnego roku ^^. 
Liczę, piszę do was, liczę, piszę do was...
     Z rzeczy bardziej optymistycznych: jeśli napiszę czwartkowe kolokwium z algebry na 60% będę zwolniona z egzaminu (bardzo bardzo bym chciała), zaś z analizy 4/5 zadań i mogę być wolna od pisemnego. Niestety zostaje się ten przeklęty ustny... czasu coraz mniej, a ja jeszcze nic nie ruszyłam :c 
     A, opowiem wam o dosyć zabawnej sytuacji. W mojej grupie na analizie wektorowej jest ponad 40 osób, to bardzo dużo. Facet co zajęcia bierze nas do robienia zadań na tablicy, acz jakoś od trzecich zajęć za każdym razem bierze... ostatni rząd. Gdybyśmy się chociaż jakoś przesiadali czy coś, ale zawsze siedzimy na tych samym miejscach. Już powstało kilka teorii spiskowych:

1. Facet ma totalną sklerozę (choć matematykom rzadko się to zdarza), 
2. Podobamy się mu (niewinne, wciąż młode studentki),
3. Uznał, że na pewno zrobimy te zadania,
4. Ma coś do mojej osoby (raz nie wziął naszego rzędu - jak byłam nieobecna na zajęciach. Przypadek? Nie sądzę :D).

Było to upierdliwe, ale ostatecznie mamy już z tego niezły ubaw. Wczoraj śmiałam się, żebyśmy się nie rozsiadały, bo i tak zaraz polecimy pod tablicę. nie pomyliłam się. Są jednak spore plusy: faktycznie mój rządek (a raczej nasza czwóreczka) lepiej ogarnia przedmiot. Może też pójdą jakieś profity na ustnym? ;> Dobra, coś za bardzo się rozpisałam, a przyszłam tu z konkretnym postem.
     Na systemach operacyjnych dostaliśmy zadanie stworzenia dowolnej prezentacji (ambitnie). Długo zastanawiałam się, co zrobić, gdyż mamy tylko 5 minut na jej przedstawienie. Wybrałam w końcu temat, który chcę wam poniżej przedstawić. 
     Moja prezentacja dotyczy niemieckiego zespołu Blind Guardian. Jeśli jesteście ze mną od początku to doskonale wiecie jak wielką mam obsesję na punkcie muzyki. Mój gust muzyczny od lat się nie zmienił, bardziej rozszerzyła się skala słuchanych zespołów. Kapela, o której dziś piszę, jest wyjątkowa w swoim gatunku. Uważa się ją nawet za protoplastów europejskiego power metalu. Jednak zanim przejdę dalej, zatrzymam się na chwilę przy tym pojęciu. 

     Ogólnie power metal dzielimy na dwa podgatunki: amerykański ("klasyczny") i europejski. Przedstawicielem tego pierwszego może być chociażby mój ukochany zespół Iced Earth. Zasadniczo są do siebie bardzo podobne, różni je natomiast "sposób podania". W amerykańskim bardzo ważna jest szybkość, perkusje mają aż dwie stopy, by nadać odpowiednio szybkie tępo. Charakterystyczne jest niskie strojenie gitar oraz bardzo wysoki wokal. Stosuje się tu również tzw. power chordy ("akord mocy" - dwudźwięk). Dla przykładu świetny utwór "Dracula".


Europejski power metal cechuje się:
  • bardzo melodyjny i czysty wokal (często falset),
  • szybka praca sekcji muzycznej,
  • teksty utworów najczęściej są związane z mitologią, fantasy, religią, science fiction, 
  • motywy często opierają się o „wzniosłe” hasła, odnoszące się do filozofii, religii, honoru,
  • muzycy często tworzą „concept albumy” oparte zazwyczaj na książkach.
Są też oczywiście kapele amerykańskie, które przynależą do tego drugiego podgatunku, jak chociażby Kamelot, więc nazwa jest jak najbardziej mylna (chodzi o miejsce narodzin). Ale my zajmiemy się europejskim power metalem. Aby przybliżyć Wam trochę sytuacje: inne sławne zespoły grające ten rodzaj muzyki to m.in Rhapsody, Helloween, Sabaton czy HammerFall. Jednakże bez wątpienia najsłynniejszym zespołem jest właśnie Blind Guardian


Podstawowe informacje
     Zespół został założony w 1985 roku w niemieckim Krefeld przez wokalistę i basistę Hansi Kursha oraz gitarzystę Andre Olbricha. W latach 1985-1986 działali pod nazwą Lucifer's Heritage, wydając dwa dema "Symphonies of Doom" i "Battalions of Fear". Dopiero po podpisaniu kontraktu z wytwórnią No Remorse Records znamy ich jako Blind Guardian. Grupa w 1988 roku wydała swój debiutancki album dokładnie o tym samym tytule, co ich drugie demo. 

     Przełom nastąpił w roku 1991, kiedy nagrali album "Somewhere Far Beyond" pod skrzydłami nowej wytwórni Virgin Records. To ugruntowało im pozycje na powermetalowej scenie w Europie i.. w Japonii (ogromny sukces europejskiego zespołu). Kolejnym znaczącym albumem stał się "Imagination from the other side", wyprodukowany przez byłego producenta Metalliki Flemminga Rasmussena. 

Concept Album
Grupa wydała album "Nightfall in Middle-Earth", który jest muzyczną interpretacją powieści "Silmarillion" J.R.R Tolkiena. Wykorzystano w nim: elementy folk rocka, chórki inspirowane twórczością Queen, a także trzymające w napięciu narracje. Po dzień dzisiejszy płyta pozostaje jedną z najbardziej znanych i cenionych produkcji w dyskografii zespołu. Poniżej sztandarowy utwór "Mirror Mirror".

Tolkien a Martin
     Zespół od wielu lat pracują nad muzyczną interpretacją „Władcy Pierścieni” Tolkiena. Utwory są komponowane z myślą o orkiestrze symfonicznej, choć całość ma być wydana pod szyldem Blind Guardian. Projekt był rozważany jako soundtrack do filmowej trylogii „The Lord of the Rings”. 


    Blind Guardian ma na swoim koncie także utwory związane z inną słynną sagą „Pieśń lodu i ognia” (znana jako Gra o tron) Martina. Powyżej genialny utwór "A voice in the dark" z mojej ulubionej płyty "At the Edge of Time", nawiązujący do postaci Brana Starka.

Zespół, nieprzerwanie od 1985 do teraz (31 lat!) wydał 11 albumów studyjnych, 10 singli, 3 albumy koncertowe, 2 dema. Niezły wynik, nieprawdaż? Warto dodać, że można nabyć cudowne edycje kolekcjonerskie, które są imponujące, intrygujące i wyglądają po prostu zajebiście na półce. Najciężej jednak zdobyć pierwsze płyty, gdyż nakład był niewielki, a ceny na aukcjach z roku na rok są coraz wyższe. Ale dla chcącego wszystko jest wykonalne. 

Wraz z Elentharem szalejemy, jeśli chodzi o kupowanie albumów naszych ulubionych kapel, ale to Blind Guardian najbardziej wyzerował nasze portfele. Jednakże to nic, kiedy możesz popatrzeć na te wszystkie cudeńka, odwracając tylko głowę.  #prawdziwy_syndrom_kolekcjonera.

pełna kolekcja + live + wydanie japońskie

     Jak wspomniałam wyżej, moim ulubionym albumem jest "At the Edge of Time" (piramidka na zdjęciu). Jest spójna, świetnie się ją odbiera jako całość, baaardzo klimatyczna. Nie da się wybrać ulubionego utworu, choć w moim przypadku na przód wybija się otwierający "Sacred Worlds" z iście epickim wstępem!


     Zostawię Was z moim ukochanym utworem. Jeśli ktoś czuje podobne klimaty, a jeszcze nie zna tego zespołu, to zachęcam do zapoznania się. Natomiast jeśli znajdzie się ktoś, kto podobnie wielbi BD to koniecznie napiszcie, jaki jest wasz ulubiony utwór (: 

"The Bard's song"

10 komentarzy:

  1. Ech, studia, nic, tylko zabijają człowieka. :/ No ale powodzenia we wszystkim, na pewno Ci się uda, wszak mądra z Ciebie dziewczyna! :) Swoją drogą, fajnie masz, że w ogóle na jakiejkolwiek zasadzie możesz być zwolniona z egzaminu. Fantastyczna sprawa, u mnie czegoś takiego nie ma.

    Metalowe rytmy jakoś do mnie nie trafiają, ale dobrze mieć pasję, jakakolwiek by ona nie była. :)

    Pozdrawiam i jeszcze raz życzę powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że w moim przypadku egzamin to powielenie kolokwiów. Skoro poszły one bardzo dobrze to egzamin też by poszedł. Są to po prostu te same zadania, tylko z całego semestru (:

      To jest akurat specyficzna odmiana metalu, nie taka jak każdy myśli "szarpi druty" i "darcie mordy" (słowa mojego ojca), ale właśnie bardzo melodyjna, często symfoniczna muzyka, opowiadająca o jakichś mitycznych stworzeniach i fantastycznych przygodach. Póki się nie przesłucha to się tego nie uświadczy (:

      Usuń
  2. Powodzenia w zdawaniu ;).
    Niestety nie znam tego zespołu, a power metal to dla mnie czarna magia, no ale może kiedyś się przekonam :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. powodzenia w zdawaniu warunku, znam ten ból T^T musimy kiedyś ze sobą popisać, bo widzę, że mamy dużo wspólnego xD

    OdpowiedzUsuń
  4. NIe przewiduj tak czarnych scenariuszy. Nie będzie tak źle. A z rewszta... w najgorszym wypadku jak sama piszesz mozesz poprawic to w 6 semestrze. Tak czy inaczej powodzenia i kciuksy trzymam :D
    NIe znalam tego zespolu. Power metal to dla mnie troche czarna magia. Wole jakiś haevy. Uwazam jednak, ze jak sie czegos oslucha to mozna zmienic zdanie ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ale trzy stówki droga nie chodzą i niestety mam wtedy licencjat :<

      Usuń
  5. skoro studiowanie nie przynosi ci radości ani satysfakcji, z jakiej przyczyny studiujesz? spokojnie, tym pytaniem gaszę wszystkich, mieszają się i milkną, ale taka już jestem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe komu przynosi radość sesja, hmmm?
      Nigdy nie powiedziałam, że mi mój kierunek nie przynosi satysfakcji, wręcz przeciwnie. Studiuję na prawdę bardzo ciężki kierunek i pomimo zmęczenia oraz trudu, nie zamieniłabym go na inny. Był to mój świadomy wybór, nie przymuszony. Studiuję bo to lubię, tyle. Marudzić też mam prawo :v

      Usuń

slider