15.8.15

W imię miłości - Ookami Kodomo no Ame to Yuki

Reżyser Miyazaki? - nie. Studio Ghibli? - nie, choć reżyser filmu, Mamoru Hosoda, to wychowanek studia Ghibli to jednak mistrz Miyazaki nie wsadził nawet palca do tejże produkcji. Moi mili, oto kilka słów o filmie "nie-Ghibli". 


Dokładnie rok temu, wracając z Tatr, wstąpiliśmy z Elentharem do Krakowa, gdzie postanowiliśmy udać się na kina, by obejrzeć Wilcze Dzieci na dużym ekranie. Była to niedziela, ale ku mojemu zaskoczeniu - centrum Kijów widniało pustkami. Powiem szczerze, że nawet się ucieszyłam. Do czasu, gdy wesołym krokiem wparowały dwie małe dziewczynki! Przerażona współwidzami, zaopatrzona w zimny popcorn i pianki owocowe, ruszyłam na podbój kinowej sali...

Wilcze Dzieci
portret matki idealnej

...która okazała się ciemnym pomieszczonkiem z leżakami i wytartymi kanapami (te bliżej ekranu bez oparcia). Jako, że matka natura poskąpiła mi wzrostu, a na leżakach usadowił się dwumetrowy tatuś wspomnianych wyżej dziewczynek, praktycznie nie widziałam napisów. Okej, przesiadłam się, lecz mimo to musiałam siedzieć z przekrzywioną głową. Dodatkowy drażniący element był w postaci drugiego ekranu, który usadowiony po mojej prawej stronie, non stop mnie rozpraszał. Jak już tak sobie marudzę to dodam, że dzieciaki były grzeczne.. dopóki nie wypiły hektolitrów napojów i nie biegły w kółko do kibelka.. Ale po kolei.
Młoda studentka zwraca uwagę na chłopaka słuchającego uniwersyteckich wykładów. Jest zdeterminowana aby lepiej go poznać i wkrótce stają się sobie bliscy. Wybranek Hany zdradza, że jest wilkołakiem, co dziewczyna akceptuje w imię rodzącej się miłości. Ich uczucie daje narodziny dwójce dzieci, które jak ojciec rodzą się w połowie wilkami. Zanim jednak kobieta nauczy się od męża, jak radzić sobie z ciężkim do wychowania potomstwem, ten ginie wiedziony zwierzęcym zewem. Pragnąc chronić swoje dzieci Hana przeprowadza się na wieś, gdzie ciężką pracą zdobywa sympatię lokalnych rolników.
Wbrew pozorom, pierwsze skrzypce wcale nie grają tytułowe dzieci, a ich rodzicielka - Hana. Anime, mniej lub bardziej wiarygodnie, przedstawia obraz idealnej, dalekowschodniej matki. W moim odczuciu jest on mocno wyolbrzymiony, nieco przerysowany i ciut za bardzo wyidealizowany. Owszem, prawdziwa matka jest w stanie zrobić wszystko dla swoich pociech, by zapewnić im jak najlepszy byt, minimalizując wszelkie braki. Tak jest i tutaj. Hana, postawiona w bardzo krytycznym położeniu, musi zadecydować jaki los obrać dzieciakom. W końcu podejmuje drastyczną decyzję: chce, aby dzieci same wybrały, która natura jest im bliższa. Przeprowadzają się więc w wiejskie góry, lecz to wcale nie pomniejsza ich problemów. Zmuszona jest podjąć ciężką pracę na roli, a to wyzwanie dla kogoś, kto nie ma o tym bladego pojęcia. Nieprzychylność sąsiadów, a nawet ich wrogość to kolejna przeciwność, której dzielnie stawia czoła. Hana wyzbywa się przy tym wszystkich swoich pragnień, bezgranicznie poświęcając się wychowywaniu swoich dzieci. Taka "wielka matczyna miłość" - pięknie to brzmi - niestety w praktyce bywa zawodna, bo to podejście często jest wyniszczające dla tej osoby, która próbuje żyć tylko i wyłącznie dla innych. Nie żąda nic w zamian, co dla mnie jest trochę niepokojące. Tymczasem ona ani razu nie narzeka na swój los! W pełni akceptuje każdy wybór swoich pociech, nigdy też nie mówi o swoich potrzebach. Słowem - oddała całą siebie. Odrobina sprzeciwu i szczypta egoizmu byłaby zdrowym, i jakże naturalnym odruchem. Nie odbierajcie mnie źle, film na prawdę mi się podobał. Niestety kłóci się nieco z moimi poglądami.

Brak ojca dodatkowo komplikuje sprawę, tym bardziej, kiedy ma się do czynienia ze zwierzęcą naturą maluchów. Mimo skutecznego ukrywania, wilczki w końcu zaczynają dojrzewać, sprawiając wiele problemów. A trzeba zaznaczyć, że są swoim całkowitym przeciwieństwem. Yuki nie tylko jest starsza, ale wyjątkowo ciekawska i w przeciwieństwie to bojaźliwego Ame, bardzo energiczna. Uwielbia odkrywać świat, zarówno w ludzkiej jak i w wilczej formie. Ame woli być zawsze blisko matki, wtedy czuje się bezpiecznie. Dzieci zmuszone są same odkrywać swoją wilczą naturę, w tym aspekcie nie mogą liczyć na żadną pomoc. Bardzo ciekawie pokazali tu wewnętrzne konflikty oraz nieumiejętność pogodzenia dwóch sprzecznych natur. Z biegiem lat ich charaktery,a przede wszystkim poglądy bardzo się zmieniają, szczególnie ciekawa postać wykluwa się ze strachliwego Ame - ale takie smaczne kąski trzeba uświadczyć samemu (:

Zaś postacie poboczne - sąsiedzi i koledzy ze szkoły - zostali bardzo wyraziście przedstawieni i po spełnieniu swoich ról, odgrywają bardzo dobre tło dla naszych głównych bohaterów.


Wilcze dzieci to także dwugodzinna uczta dla oczu i uszu. Po raz kolejny Hosoda (Toki wo kakeru shoujo) zaprezentował nam bogactwo w iście prostych formach. Przepięknie namalowane wielkomiejskie oraz wiejskie pejzaże, wyjątkowo malownicze lasy - wszystko to dopracowane do perfekcji. Nie ma tutaj tzw. efekciarstwa. Na oklaski zasługuje również płynna animacja. Jej wielkość zauważymy w tych najbardziej dynamicznych scenach - nie mogłam wtedy oderwać oczu od ekranu. Dodatkowe uzupełnienie stanowi piękna, acz nie zapadająca w pamieć ścieżka dźwiękowa. W ciągu seansu towarzyszyć nam będą klasycznie dźwięki fortepianu, fletu czy skrzypiec. Jedynym wybijającym się utworem jest melancholijny ending "Okaasan no Uta" w wykonaniu Ann Sally. Doskonale utrzymuje motyw filmu, dzięki czemu już na zawsze będzie nam się kojarzyła z Wilczymi dziećmi.


Wielu stawia sobie również pytanie, czy aby to w końcu nie ten czas, by przestać patrzeć na japońskie produkcje tylko przez pryzmat Miyazakiego i Ghibli? "Wilcze dzieci" powstały w stworzonym przez Hosodę Studiu Chizu, tylko czy dane im będzie odciąć się od ciągłych porównań?

Film z całą pewnością podbije serca wielu ludzi. Jest w nim coś niezwykle urokliwego i magicznego. Pomimo tego, że nie do końca zgadzam się z wizją autorów, "Wilcze dzieci" jak najbardziej mi się podobały, choć nie zostaną moją ulubioną produkcją. Niemniej warto obejrzeć, gdyż są to wyjątkowe okruchy życia, zgrane w zgrabną całość, pozbawione chaotycznego dysonansu, który często towarzyszy w tego typu produkcjach. Film bawi, wzrusza, składnia do refleksji. Tak po prostu, zupełnie zwyczajnie.


PS - ten post czekał na publikację aż rok, ułał.

13 komentarzy:

  1. Wielu ludzi z otoczenia się tym zachwycało, więc postanowiłam obejrzeć i szczerze - zawiodłam się. Liczyłam na coś, co faktycznie chwyci za serce i wydusi ze mnie łzy, a bajka... ni mnie ziębi, ni grzeje. Nijaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam wielkie oczekiwania, ale po seansie wyszłam z jakimś niesmakiem. Skłamałabym mówiąc, że film mi się nie podobał, ale na pewno mnie szczególnie nie poruszył. Więc ja także się tym nie zachwycam. Ot ciekawa odskocznia od Ghibli (:

      Usuń
  2. Ja znowu obejrzałam jeszcze zanim pojawił się na niego taki szał w Polsce (w ogóle łoo dżapoński film animowany w naszych kinach!), więc bez większych wymagań podeszłam do seansu i produkcja z miejsca mnie kupiła. Bardzo ciepła i bardzo wzruszająca animacja. Ja ogólnie jestem beksa, więc łatwo mnie wzruszyć, ale i tak brawa dla tego tytułu.
    Szczerze mówiąc to nie pamiętam, czy swoją świadomą przygodę z japońskimi filmami zaczęłam od Ghibli, czy od Hosody właśnie, ale było to mniej więcej w tym samym czasie. I o ile u Ghibli mam tak, że niektóre produkcje uważam za przeciętne, niektóre mi się podobają, a inne zupełnie nie, tak Hosoda bardzo trafia do mnie swoim klimatem i kocham jego i Dziewczynę Skaczącą przez czas, i Wilcze dzieci, i przede wszystkim nieco niedoceniane Summer Wars! xD Tak więc po 3 tytułach, które bardzo przypadły mi do gustu z nieco większymi wymaganiami niż w stosunku do Wilczych Dzieci czekam na najnowszy film. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No łoo, w dodatku nie pierwszy :D Bardzo żałuję, że nie udało mi się w ubiegłym roku dotrzeć na projekcję filmów Ghibli - w kinie to jednak co innego!
      Też czekam ;)

      Usuń
  3. Przyznam się, że nie oglądałam, a wszyscy o tym mówią... wstyd!
    Po Twojej notce na pewno nadrobię zaległości! :3
    Iris

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja na mało czym placzę, ale na tym płakałam. Byłam uprzedzona, że ludzie na tym płaczą, ale ja jestem niewrażliwa kompletnie, więc nie byłam przygotowana, że też zawyję. Na szczęście obejrzałam go zaraz po tym jak wyszedł, więc kiedy szłam na to do kina byłam uodporniona :D A w kinie był cały przekrój pokoleń i widziałam, że jakiś na oko 40-50latek płakał na końcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei miałam odwrotnie - zwykle wzrusza mnie nawet nie-zmuszająca-do-tego-scena, a tu nic. Jak drąg. Aż mnie zabolało :< Ale może to przez klimat, bo dzieciaki na sali na prawdę mocno mnie irytowały >.<

      Usuń
  5. Kilka razy leciał w tv, więc się obejrzało :D. Podobał mi się nawet bardzo, głòwnie końcówka. Była całkiem wzruszająca. Teraz zastanawiam się czy kupować mangę, ale chyba jeszcze trochę poczekam bo sporą część filmu dobrze pamiętam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mangę na pewno zakupię - tylko czekam, aż będę mieć do tego dostęp :D

      Usuń
  6. Żałuję, że nie miałam okazji obejrzeć go w kinie... Tak czy inaczej, film bardzo mi się podobał, chociaż to bezgraniczne oddanie Hany rzeczywiście było trochę odrealnione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kinie są zupełnie inne warunki niż w domowym zaciszu - fajnie jest coś takiego choć raz przeżyć - anime na wielkim ekranie! :D

      Usuń
  7. Moja opinia na temat tego filmu jest bardzo podobna do Twojej. Postawa jak i zachowanie Hany wydało mi się nienaturalne i bardzo przerysowane. Nawet mały kryzys, szczypta egoizmu (jak sama napisałaś) wyszłaby temu tytułowi na plus. Odniosłam wrażenie, jakby Hana wyzbyła się wszystkich innych rol w życiu, oprócz byciem matką. Mimo to, tytuł wspominam jak najbardziej pozytywnie :).

    OdpowiedzUsuń

slider