25.7.15

Last Cinderella - historia wspólczesnego Kopciuszka.

Toyama Sakura (Shinohara Ryoko) to 39-letnia kobieta, rozwijająca swoją karierę jako stylistka w salonie fryzjerskim Happy go Lucky. Jest wyjątkowo pogodna, wiecznie uśmiechnięta i przede wszystkim całkowicie oddana swojemu zawodowi. Klientów traktuje jak najlepszych przyjaciół, wysłuchuje, doradza oraz pomaga, gdy ci mają problemy. Jednakże to, co wyróżnia ją spośród tłumu to totalny brak seksapilu i kobiecości - od 10ciu lat nie była w żadnym związku. 
Będąc u progu swych czterdziestych urodzin, postanawia znaleźć sobie faceta, z którym stworzy wspaniałe wspomnienia. Chcąc-nie chcąc, trafia na młodziutkiego Hiroto (Miura Haruma), zawodowca w jeździe na BMXach. Między nimi szybko rozwija się gorący romans, ale czy intencje chłopaka są aby na pewno szczere?


Krótko i na nie temat.
Początkowo sceptycznie podchodziłam to serialu. No bo romansidło, dodatkowo opis wskazywał na jakiegoś ckliwego harlekina z trójkątem. Nah, postanowiłam, że zaryzykuję. Włączyłam, jakoś bez przekonania patrzyłam na kolejne minuty, aż w końcu wszedł ON! Przed seansem nie byłam fanką umiejętności Miury, jego Kazehaya z Kimi ni Todoke nie przypadł mi do gustu, może po prostu miałam inne wyobrażenie postaci. Ale tutaj to już co innego. Burza rozczochranych włosów, nonszalancki chód i ten zabójczy uśmiech. Moi drodzy, Sumire wpadła. Poczułam się znów jak nastolatka (●♡∀♡). Więc jak już się domyślacie, moim głównym motywem było pogapienie się na Harumę w roli Hiroto. Niestety nie mogłam ocenić jego gry obiektywnie, zaczarował mnie jego urok i miałam to całkowicie gdzieś. Myślę, że moja platoniczna miłość szybko zniknie, jak tylko zobaczę Shingeki no kyojin live action (teraz do Erena ni cholery mi nie pasuje :O).
No dobra, ale to nie jedyny atut dramy. Podobny motyw odnajdziemy w nowszej pozycji Kyô wa Kaisha Yasumimasu, czyli dojrzała kobieta i chłopak, których dzieli kolosalna różnica wieku. Ten drugi tytuł widziałam wcześniej, zatem wiedziałam, z czym to się mniej-więcej je. Pomysł mało oryginalny, fabuła niezbyt wyszukana, całkowicie przewidywalna, ale Last Cinderella o wiele bardziej mi się podobała. Osobiście uważam, że jest spójniejsza i wszystko ma ręce i nogi, a każdy kolejny wątek gładko przechodzi i zgrabnie łączy się w całość. Nie ma zbędnego wydłużania fabuły, przez co bardzo szybko dowiadujemy się o motywach naszych bohaterów.

Widzę, że zabrałam się od dupy strony, więc napisze coś o postaciach. Spodobała mi się Shinohara, jak dla mnie idealnie oddała charakter swojej bohaterki. Rozwalała mnie, gdy mówiła w "starczym języku", czasem nieco irytowała, a w duchu i tak jej kibicowałam. To taki typ postaci, dla której życzy się jak najlepiej, wzbudza jakieś delikatne, subtelne uczucia i zgarnia sympatię widza. Jest dosyć skrajnym charakterem - z jednej strony mało kobieca, bliżej jej chwilami do mężczyzny, nie szczędzi też języka, nie dba o swój wygląd, mimo uprawianego zawodu, ale z drugiej zaś jest bardzo wrażliwa, empatyczna i mocno zagubiona. Sprawia wrażenie, że boi się miłości, boi się poddać emocjom i pozwolić im popłynąć. Podobnie jest w przypadku dwojga protagonistów: Rintary Tachibany (Naohito Fujiki) i wspomnianego wyżej Saeki'ego Hiroto. Każde z nich ma za sobą nieudane związki, są też wyposażeni w bagaż nieprzyjemnych wspomnień, co doskwiera im w życiu codziennym. Poza tym bardzo dobrze rozwinięto historie bohaterów drugoplanowych. W tym prym wiodą dwie przyjaciółki Sakury - Hasegawa Shima (Naoko Iijima) oraz Miki Takenouchi (Nene Otsuka), gdzie każda z nich jest skrajnie różna.

Oglądając dramę trzeba się przygotować na całkiem sporą dawkę erotyki, zarówno w słowach jak i czynach. Oczywiście nie będziemy napastowani scenami łóżkowymi, ale pojawiają się one w łagodniejszym wydaniu. Co za tym też idzie, Last Cinderella skierowana jest do dorosłego widza.


Wyjątkowo pasuje tutaj myśl przewodnia "Nie ważne jak zaczynasz, ważne jak kończysz" - piękne przesłanie. Miłości się nie wybiera, ona (często) przychodzi sama i potrafi uderzyć jak grom z jasnego nieba. Nie mamy na nią wpływu, ani na tego, kto znajdzie się w naszym sercu. Potrafi być ślepa, nie znać bariery wiekowej, ani nie odróżniać płci. Bywa też tak, że to uczucie nie pojawi się od razu, czasami trzeba na nie poczekać, nim człowiek sobie to uzmysłowi.

Zawsze w tego typu produkcjach najbardziej drażni gra aktorska. Po kilku seriach przestaje ona robić wrażenie, ale tym razem zwróciłam na to uwagę, gdyż jest to nieliczny tytuł, w którym aktorzy są naprawdę naturalni - oczywiście jak na japońskie standardy (: Choć na przykład mam wrażenie, że Naohito jest aktorem jednej roli (a przynajmniej jest w niej doskonały). Podobną postać gra w dramie Hotaru no hikari, którą zresztą także serdecznie polecam.
Fajne jest również to, że obsada jest faktycznie w tym wieku, bądź bardzo podobnym, co dodatkowo wzmacnia wiarygodność - no i wrażenia są zupełnie inne.


Efektownie wyglądają sceny z zawodów w jeździe na BMX'ach. Warto zobaczyć jakie cuda wykonują zawodowcy. Potrafią przyśpieszyć bicie serca i wstrzymać oddech na kilka sekund.

Nie zwróciłam większej uwagi na oprawę dźwiękową dramy. Widocznie nie była ona jakoś szczególnie zapadająca w pamięci. Jedyne, co doskonale mi utkwiło w głowie to jedna z kluczowych scen, podczas której nasi główni bohaterowie się zapoznają. Tam doskonale dopasowali efekty dźwiękowe, przez co całość była jeszcze bardziej zabawna!


Podsumowując powyższe wypociny. Dramę w pierwszej kolejności polecam fanom (fanką) romansu oraz komedii romantycznych. W grupie tej na pewno odnajdą się osoby, które docenią scenariusz serialu. Następnie mogę polecić tym, którzy lubią pogapić się na pięknych, młodziutkich Japończyków, zawsze to jakieś doznania wzrokowo-słuchowe. Ostatnia grupa docelowa, w której zawarłam się ja, to osoby znudzone, szukające czegoś lekkiego i nie obcujących w romansach zbyt często. Możliwe, że dopiero wtedy idzie docenić ich fenomen, a także nie zwymiotować przy pierwszej lepszej scenie miłosnej. A i od czasu do czasu miło spojrzeć na taką produkcję.


PS - Pisząc tego posta, zauważyłam, że po wpisaniu frazy Last Cinderella w wyszukiwarce google grafika, jakieś 99% kadrów są z Miurą. To coś chyba znaczy :DD

22 komentarze:

  1. A ja lubię takie romansidła, to też mój ulubiony gatunek anime. Idealny sposób na połączenie rozrywki i wzruszeń w jedno <3
    Iris

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zaprzeczam, ale osobiście mam tak, że przy większej ilości tego gatunku mam przesyt i efekt jest całkowicie odwrotny od zamierzanego. Dlatego sięgam po romansidła od czasu do czasu, wtedy mam największy fun z oglądania (:

      Usuń
  2. Haha, chyba już wiem co będziemy oglądać następnym razem z koleżanką ;D Lubię komedie romantyczne, koreańskie dobrze wypadają ;) Dram co prawda nie oglądam prawie wcale, ale co tam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja mam dokładnie odwrotnie, bo oglądam tylko produkcje japońskie. Powód prosty - nie lubię koreańskiego :P Ale oglądajcie, cieszcie się i wzdychajcie do Miury :D

      Usuń
  3. No patrz! Sama obejrzałam tę dramkę kilka dni temu, więc widząc Twoją recenzję od razu zabrałam się do czytania ^ ^ Więc może zacznę od początku... Faktycznie "Last Cinderella" nie ma wyszukanej fabuły i tak jak Ty podchodziłam do niego trochę sceptycznie. Bałam się, że będzie to zbyt głupawe, główna bohaterka będzie wkurzająca i tak dalej, i tak dalej. Ale obawy przeszły bardzo szybko, bo historia w niej przedstawiana jest przyjemna, całkiem realistyczna (jak na Japończyków ;)) i momentami naprawdę urocza *-* ! No i przede wszystkim zabawna, bo Sakura pomimo iż czasami faktycznie potrafi człowieka zirytować, jest tak pozytywną postacią, że chyba nie da się jej nie lubić i jej nie kibicować. Miura Haruma jest przystojny, fakt, ale do jego umiejętności aktorskich zawsze doszukiwałam się jakiegoś "ale" i rzadko potrafiłam być w 100% zadowolona z jego gry (póki co "Taisetsu na koto wa subete kimi ga oshiete kureta" wyszło mu według mnie najlepiej - swoją drogą polecam dramę ;)), wobec tego pozostawałam czujna. Niepotrzebnie. Mogę powiedzieć, że Miura poradził sobie bardzo dobrze i oby tak dalej ;) (w "Shingeki no Kyoujin" również trochę mi nie pasuję, ale bądźmy dobrej myśli xd) Oczywiście ja, choć obu panów bardzo polubiłam, należałam do team Hiroto ^ ^ Miło, że do samego końca nie było wiadome, a przynajmniej dla mnie, kogo Sakura wybierze ;) Pozdrawiam
    Kusonoki Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pochłonęłam w jedną noc i ranek, nie mogłam się oderwać :D
      Od początku do końca wiedziałam jak to się skończy, bo jak już wspominałam, jest to bardo podobny tytuł do "Kyô wa Kaisha Yasumimasu" i zresztą jestem bardzo bardzo zadowolona z tego zakończenia.
      Myślę, że po Shingeki.. Miura będzie top 1 wśród młodych, japońskich aktorów, jeszcze nie raz go zobaczymy. Jednak dla mnie jest wygrany jako Hiroto, nie wymarzę już z pamięci tej postaci, no bo wiesz :D Dla mnie aktor jednej (cudownej) roli. Ale dzięki za tytuł, rzucę okiem (aktualnie zabrałam się za kilka dram i oglądam na przemian). A co do Rintary, jemu kibicowałam w "Hotaru no Hikari", tutaj był u mnie na przegranej pozycji :D
      Czyli w sumie podzielasz moje zdanie, cieszę się :D

      Usuń
  4. Ty to potrafisz człowiek zachęcić do oglądania ^^
    Teraz będzie mnie męczyło kiedy to pooglądam haha

    http://asaminach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej rzuć wszystko, co masz do zrobienia i leć oglądać :DD

      Usuń
  5. Nie przepadam za komediami romantycznymi, ale może dam tej szansę, czemu by nie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Akurat mi się podoba gra aktorska w bardzo wielu tytułach i nie różni się ona niczym od Last Cindirelli, więc może po prostu źle trafiasz?

    W SnK jest taki motyw, że tam oprócz Satomiśki nikt raczej nie pasuje i nie wygląda jak odgrywana przez siebie postać, a to dlatego, że jest to bardzo luźna adaptacja, chyba tylko pomysł i głównych bohaterów zostawią. Ta Mikasa całująca się z Erenem na trailerze to istny mindfuck (chociaż kto wie, może tak naprawdę dawał jej z główki, albo sprawdzał gorączkę, a ja taka uprzedzona?)

    W sumie postacie są fajnie napisane i zagrane, ale cała drama wyjątkowo mnie męczyła, więc potraktowałam ją jako "jedna z wielu" i poszła w niepamięć jako taki zwyczajny serialik do obejrzenia na raz i zapomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, że źle trafiam, wybieram raczej niezobowiązujące rzeczy. Zresztą prawdę mówiąc ja ogółem nie jestem fanką kina (w szeroko rozumianym pojęciu). Nie oglądam zbytnio filmów, seriali itp.

      A tu chyba mnie nie zrozumiałaś. W takim znaczeniu mi nie pasuje, bo już sobie w swoim malutkim móżdżku utrwaliłam Miurę jako Hiroto, a ten nie ma nic wspólnego z Erenem. Wiem, że to złe z mojej strony (zaszufladkowałam go jako aktora jednej roli), ale na tyle mi się ta postać spodobała, że takiego chcę go zapamiętać (:

      Może i tak być. Też wyszłam z założenia, że mnie znuży, aczkolwiek mile się zaskoczyłam. Wchłonęłam dramkę "na raz" i myślę, że wrócę do niej za jakiś czas. Brakowało mi tego typu historii, nie wiem, może ostatnio sięgałam za zbyt poważne tytuły? Albo mam jakieś chore, ukryte pragnienia :D
      Dzięki niej znów wróciłam do oglądania tych seriali, to też jakiś plus.

      Usuń
  7. Dram, przyznaję szczerze, nie oglądam. Od lat mam zamiar zabrać się w końcu za jakąś, ale, no cóż, nie wychodzi. Za romansami, przynajmniej w wersji książkowo-mangowo-animcowej nie przepadam, chociaż akurat ta historia mnie zaciekawiła. No i ten młodziutki Japończyk! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miura podbija serca moich czytelniczek, hahah <3

      Usuń
  8. Ja ogólnie nie oglądam za dużo japońskich produkcji autorskich z wiadomych powodów. Jeśli już coś oglądam to zazwyczaj są to filmy, albo musicale, chociaż to drugie ostatnio też rzadko, kiedyś więcej oglądałam. Przyznaję jednak, że czasami mam ochotę na jakąś dramę, zazwyczaj ochota mi już przechodzi, gdy ją zacznę, ale może kiedyś się w końcu do tych Japończyków przekonam. >.< hah

    OdpowiedzUsuń
  9. Dotychczas oglądnęłam mało dram i azjatyckie kino raczej nie jest dla mnie. Chwyty wykorzystywane często w anime bądź w mangach wyglądają zupełnie inaczej jak grają je aktorzy z krwi i kości. Nie mówiąc o Japończykach xd (z całym szacunkiem do nich)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zwykle wybieram te tytuły, które nie są w oparciu o mangę czy anime (:

      Usuń
  10. Nie oglądałam nigdy dram ale może się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Chyba muszę powrócić do oglądania dram, zachęciłaś mnie mocno tym tytułem. No i słodcy aktorzy <3
    Fabuła nie jest jakaś wyszukana, ale hej, ładni ludzie wszystko rekompensują. Uwielbiam patrzeć się na ślicznych azjatów, bojku. Fangirl mode on *---*
    Lekka drama, taka na wieczory, kiedy jest już się totalnie odmóżdżonym :D Biorę się dzisiaj za oglądanie, dziękuje! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie daj znać, czy się podoba (:

      Usuń
  12. Już kilka razy próbowałam się zabrać za jakieś dramy, ale nieszczególnie mi to wychodziło. W najlepszym wypadku brakowało mi motywacji do obejrzenia kolejnych odcinków. Może tym razem się uda... ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż za ładny Pan na tych gifach :3. Chyba znajduję się w drugiej grupie XD. Niedawno szukałam jakiejś nowej dramy do obejrzenia, więc może zerknę :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lekka, z przystojniakami - polecam :D Choć nie wiem, czy to dobry pomysł na te upały - tyle gorrrących aktorów :D

      Usuń

slider