1.3.15

Studencka burżuja..

Ach, jakże mnie tu długo nie było.. Miałam kilka podejść do napisania posta, ale gdy już wchodziłam na bloga, to kompletnie nie potrafiłam sklecić ani jednego zdania. W rezultacie mam sporo zaczętych recenzji, które czekają w kolejce do skończenia. Jednakże domyślam się, iż prędko to nie nadejdzie.. Pierwszy semestr się skończył, lepiej niż oczekiwałam, acz i tak z jednym potknięciem, w postaci niezaliczonej algebry. Nie mam o to do siebie pretensji, gdyż prawda jest taka, że egzamin poszedł mi całkiem dobrze. Problem w tym, że moja grupa jako jedyna miała innego ćwiczeniowa, kiedy dwie pozostałe miały z wykładowcą, który zaliczał tylko i wyłącznie zadania, rozwiązane "jego" metodami.. Szkoda rozwijać się w tym temacie. Pozostało mi już tylko ogarnąć te "jego" metody do 10 marca, wtedy mam poprawkę. Choć w cuda nie wierzę :D


Także przyznam szczerze, że przez te ostatnie tygodnie miałam dużo do roboty i pisanie było gdzieś pod koniec listy "do zrobienia". W odreagowaniu na stres, wybraliśmy się z Elem do Kołobrzegu (o ile pamiętam, było to 9-ego lutego). Nad morzem można poczuć wiosnę! Wszędzie zielono, ani deka śniegu, słonecznie i nawet nie tak zimno. Z racji tego, że nie ma sezonu, zabukowaliśmy sobie apartament (burżuja studencka!). Udało nam się dotrzeć przez zlotem emerytów, więc było wyjątkowo spokojnie. Spacerowaliśmy po mieście (kilkukrotnie się gubiąc i nadrabiając kilometrów), brzegiem morza (na samej plaży niestety mocno wiało, więc nie dało się długo wytrzymać), zwiedziliśmy akwarium, gdzie zwierzaki były przecudaczne (właśnie, gdy o tym wspominam, przypomniało mi się, że nagrałam je..) no i jedliśmy najpyszniejsze pizze, robione przez Włochów *q* 

A skoro tytuł postu jest, jaki jest, czas pokazać moje ostatnie zakupy. Niestety nie udało mi się zrobić spisu mang, gdyż większość siedzi sobie u mnie w rodzinnym mieście i aktualnie nie mam do nich dostępu. Także z mang pokażę Wam tylko zagraniczne tomiacze:


Na Shingeki czekaliśmy bardzo długo, gdyż El stwierdził, że zamówimy od razu czternasty tom. Trochę się wyjaśnia, acz wciąż wiele nie wiemy. Byłam troszkę zawiedziona tomem trzynastym, dlatego ociągam się z przeczytaniem kolejnego. Następnie padło na Kimi ni Todoke, jako zapychacz koszyka do darmowej wysyłki. Na razie dzieje się wszystko to, co mogliśmy już zobaczyć w anime, więc nic mnie nowego nie zaskoczyło, aczkolwiek wkraczamy w wątek, który bardzo lubię (z Kurumi na czele). Mangę czyta się na prawdę lekko, a towarzyszą temu same pozytywne odczucia. Nie wiem, jak długo to potrwa, ale miejmy nadzieje, że jak najdłużej ^^ 
Ostatnia seria to prezent od Ela. Dłuuuuugo się czaiłam na zakup K-ON'a, a tu proszę, sam do mnie przyszedł! Kilka dni po tym, jak dostałam swoje tomiki w łapki, dowiedziałam się, że tytuł ten będzie wychodził w Polsce. Mimo to cieszę się, że mam anglojęzyczną wersję. Uwielbiam tą serię i podczas czytania bawiłam się równie dobrze, co przy oglądaniu wersji animowanej. Cóż tu dużo prawić, Yui i jej ferajna rządzą!


Kolejny zakup, którym się jaram do tej pory i zazdroszczę samej sobie. Kilka tygodni temu, podczas randomowego przeglądania ebay'a (na który nota bene mam szlaban :D) trafiłam na promocję -50% na tego oto pluszowego gościa. Uwielbiam japońskie maskotki, a Rilakkuma należy do czołówki ulubieńców. Gdy paczuszka do mnie dotarła - oniemiałam. Autentycznie. Pluszak jest świetnej jakości, uszyty z miłego materiału i po prostu cieszy oko. Nie jest to mała maskotka, ma dobre 50cm, więc to tylko i wyłącznie dodatkowy atut. Jak na realia azjatyckich zabawek, misio nie był jakoś bardzo drogi, ale było się liczyć z upływem przynajmniej sześćdziesięciu złotych.


Jak szastać kasą to na całego. Z Azjatyckiego Zakątka przyszły mi takie cuda, jak na pierwszym zdjęciu. Pierwszy z nich to mgiełka do twarzy, o cudnym zapachu i jeszcze cudniejszym opakowaniu. Buteleczka w kształcie białego królika z miejsca podbiła moje małe serduszko i wiedziałam, że muszę je mieć. Samego produktu nie mogę obiektywnie ocenić, gdyż użyłam do tylko raz, stwierdzając, że przyda mi się na cieplejsze dni. 
Następnie skusiłam się na krem BB z firmy It's skin. Długo się na niego czaiłam, ale niestety był cały czas w brakach. W końcu się pojawił, więc automatycznie zrobiłam zamówienie. To, co mi się przede wszystkim podoba w produkcie to odcień. Ciężko w Polsce o jasny krem BB, gdyż nawet te, przeznaczone do jasnej cery, są dosyć ciemne i odcinają się kolorystycznie od reszty ciała. Krem bardzo szybko się wchłania, ładnie wyrównuje koloryt buzi, na czym mi zależało, oraz pozostawia gładką w dotyku skórę. 
Kolejnym produktem jest krem wodny, również od It's skin, który dostałam na święta. Wybrałam sobie wersję, przeznaczoną do cery z zatkanymi porami i nie sprawdził się w tym, w czym miał. Może lekko zwęził pory i oczyścił z nich nieco, ale? Ale za to okazał się najlepszym kremem matującym, jaki kiedykolwiek posiadałam w swojej kosmetyczce. Wystarczy, że wklepię go sobie rano i mam cały dzień z głowy o to, że moja buzia się świeci niczym latarnia morska. 
Ostatnim produktem, akurat nie azjatyckim, ale związanym z ich popkulturą, jest woda toaletowa Hello Kitty od Avon. Wiem, że jest to seria kosmetyków przeznaczona dla małych dziewczynek, ale dorosła kobieta też może sobie pozwolić na taki słodki zakup ^^ Zapach perfum jest bardzo delikatnie kwiatowo-owocowy i nadzwyczajnie długo się utrzymujący. Gdybym miała okazję ponownego zakupu, na pewno bym z niej skorzystała. 


Z Azjatyckiego Zakątka przyszedł mi jeszcze oto taki totorowy długopis. Jak dobrze wiecie, jestem ogromną fanką studia Ghibli, a jeśli chodzi o totorowe gadżety to mam ich już całkiem pokaźną kolekcję. Oprócz cudnego designu, długopisem niezwykle lekko się kreśli po kartce, nie przerywa, nie brudzi i ma ładny, mocny odcień. Mimo iż jest żelowy to zbytnio nie przebija na drugą stronę. 
Będąc w Kołobrzegu i błądząc po mieście, natrafiliśmy na niewielki sklep chiński, w którym znalazłam ten oto notesik z Shugo Chara. Żal było nie brać, mimo, iż nie jestem fanką serii.


W tym samym sklepie kupiłam jeszcze te oto kocie korektory "myszki". W ogóle czy Wy też uwielbiacie chińskie sklepy? Znalazłam też śliczny termofor z misiowym pokrowcem, ale zapomniałam umieścić go na zdjęciu :<


Hit ostatniego pobytu w chińczyku! Napój mogu mogu, oprócz świetnej nazwy i ludka-galaretki ma przepyszny smak. Udało mi się złapać ostatnią sztukę. Nawet się ucieszyłam, gdy zobaczyłam smak ananasowy, gdyż własnie na niego miałam ochotę. Napój zawiera nata de coco, co w wolnym rozumowaniu jest po prostu kokosową galaretką. Jeśli ciekawi Was więcej informacji, to odsyłam na stronę.  


Ostatnie już zakupy to pandowa koszulka z chińczyka (kij, że z działu dziecięcego) i sukienka z Little Chili Shop. Sukienka przyszła mi z aukcji, więc zapłaciłam za nią znacznie mniej niż za poprzednie z tego sklepu. Bałam się, że będzie na mnie trochę za mała, gdyż z wymiarów na stronie wskazywało to na taką mniejszą S-kę. Okazało się, że sukienka jest na mnie nieco za duża, więc nie wiem, jak oni ją wymierzyli. Na szczęście nie jest to jakaś rażąca wada.. Z tego sklepu mam już trzy inne sukienki, więc ta będzie czwarta, co bardzo mnie cieszy. Dobra jakość oraz wykonanie, piękny, kwiecisty wzór, no i te koronki z falbankami :3 :3 coś czuję, że na niej się nie skończy...

21 komentarzy:

  1. Więc...wow. Dużo tego w tym miesiącu, pozazdrościć! :D
    Chińskie sklepy są cudowne, kiedyś znalazłam w jednym jakiegoś cośka na szyję o niewiadomym sposobie użytkowania z Chopperem z OP. XD
    Notesik który kupiłaś jest prześliczny! Teraz naszło mnie, że też powinnam sobie jakiś sprawić. ^^
    Coraz większą ochotę mam też wzbogacić się w serie niewydane do tej pory w Polsce... pewnie w ogóle nie zostaną wydane, bo są to dość niszowe tytuły, a ja jako wierna fanka powinnam je mieć. Oczywiście minie sporo czasu, zanim faktycznie za to się zabiorę, ale powoli się przymierzam. ;D
    Bluzka jest urocza, korektory również. Kurczę, aż sama chyba się wybiorę w najbliższym czasie do jakiegoś chińskiego sklepu.
    Pozdrawiam cieplutko i życzę zdania algebry!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chińskie markety górą! Najfajniejsze w nich to, że znajdzie się tam mnóstwo pierdół za grosze! Żal nie brać (:
      Mangi anglojęzyczne mają ten atut, że później, w razie czego, bardzo łatwo je sprzedać. Oryginalne japońskie, owszem, fajne, ale znacznie ciężej je upchać. Bardziej gratka kolekcjonerska :3

      Usuń
  2. Ja mam miśka Rilakkumę, który ma w łapkach wmontowane... głośniki. Kupiłam 10 lat temu w jakimś markecie chińskim za grosze, a co najśmieszniejsze to oryginał... teraz pewnie zapłaciłabym miliony, ale kto by się tam przejmował wtedy markami haha XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczęściara :D
      Mnie też udało się znalezc sporo oryginalnych rzeczy. Dobrze jest korzystac na niewiedzy sprzedających, hah :D

      Usuń
  3. Zainteresowałaś mnie kremem BB - również mam ten sam problem co ty. Wybór koloru jest bardzo trudny i równa się z niemożliwym. Zwłaszcza tutaj gdzie wszyscy mają ciemną karnację :(.
    Długopis i bluzeczka są przeurocze x) Ile ja bym dala, abym mieściła się jeszcze w niektóre ubrania z działu dziecięcego! Czemu tylu ładnych ubrań nie było, kiedy mogłam się w nie zmieścić?! To nie fair.

    ps. powodzenia z algebra! : D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kremów BB jest cała masa i ciezko bylo mi wybrac. Ale ten podbił moje serducho opakowaniem. Jest lekki, dobrze sie wtapia w kolor skory, ale nie jest jakis super kryjący. Nadaje ladny koloryt, wyrównuje go (:
      O tak! Ostatnio w pepco widzialam przesliczne kurteczki np. w kropeczki, w kroliczki czy Hello Kitty, za smieszne pieniadze. Szkoda, ze nie ma takich na wieksze osoby xD

      Usuń
    2. Opakowanie to jednak ważna rzecz! Sama nieraz przyłapałam się na kupowaniu czegoś tylko z powodu opakowania -_- A na polecony przez ciebie krem BB czaję się już od pewnego czasu. W końcu muszę złapać gagatka! xD

      Usuń
    3. Aktualnie jestem zdania, że ten krem będzie lepszy na okres wiosenny, gdyż zimą mam bardzo przesuszoną skórę, z tendencją do jej hmm "rollowania" (nie wiem, czy wiesz o co mi chodzi :D) i bardzo to podkreśla, co nie wygląda estetycznie. Zostawiłam go sobie na czas, kiedy podgoi mi się skóra : )

      Usuń
    4. Jak tak wygląda sprawa z kremem to może nawet lepiej, że jeszcze go nie ma w sklepie. A co do "rollowania" skory (jak ty to ładnie ujęłaś xD) to przynajmniej mnie ten problem nie dotyczy. Tu mi się fuksło xd

      Usuń
  4. Akurat po kim, jak po kim, ale po Tobie zawsze spodziewam się burżuazyjnych zakupów. xD hah Zazdroszczę wszystkich słodkich rzeczy. Pokaż się w sukience, bo bardzo ładnie ci w tego typu ciuszkach. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslalam juz nad takim postem, by pokazac te azjatyckie ubrania, ale nie wiedzialam, czy kogos by to w ogole interesowalo :3

      Usuń
  5. Tyle cudownych rzeczy! Przymierzam się właśnie do jakiegoś zakupu z Azjatyckiego Zakątka <3

    OdpowiedzUsuń
  6. tak to jest, że tyle chce się napisać, tyle jest do napisania, ale.. nie ma na to czasu. a jak jest czas, to.. nie ma weny, ekhm. uwielbiam to zdjęcie z psem. zupełnie jakby jednym kadrem - uchwycona pełnia psiego szczęścia. :) a totorowy długopis rządzi światem wszystkich długopisów! ♥

    http://dead-moth.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie by było zobaczyć Kimi ni Todoke u naszym rynku, ale chyba się nie zapowiada :< Uwielbiam taki słodki design opakować, w sumie tylko dla nich mogłabym kupić produkt XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja coś czuję, że tytuł ma szansę się ukazać, aczkolwiek nie wróżę, aby to było w najbliższych latach. Kiedyś pomyślałam, że może jpf, po zakończeniu Służącej, zabierze się za ten tytuł, ale chyba bardziej pasuje mi on do Waneko :O

      Usuń
  8. Jejku, fajniutkie te zakupy! Szczególnie azjatyckie kosmetyki i długopis z Totoro, też uwielbiam Studio Ghibli. :3

    rozowykwiatlotosu.blogpost.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow zazdroszczę Ci *o*
    Też niedługo zamawiam z Azjatyckiego Zakątka, może się skuszę na ten długopis z Totoro >w<
    http://solidscript.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze fajniejsze długopisy był z Rilakkumą, ale niestety nie było ich, gdy robiłam zamówienie :<

      Usuń
  10. Ojeej, ale świetne zakupy! Tak Ci zazdroszcze szczególnie pluszaka z Rilakkumy, jest przeuroczy :3. Kołobrzeg jest tak blisko mnie :O. Ta sukieneczka taka malusia haha x3. Super jest Twój blog, szkoda, że nie weszłam na niego wcześniej, muszę go częściej odwiedzać :D. Fajny ten chiński market *^*. Pozdrawiam :3!

    http://otaku-noo-sekaii.blogspot.com/2015/03/cukierek-schrodingera-japonski.html#comment-form

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że Ci się tutaj podoba :3
      Myślę, że do Kołobrzegu zawitam jeszcze nie raz, bardzo mi się tam podoba (:

      Usuń
  11. Miałam ochotę kupić sobie te perfumy Hello Kitty ale nigdy nie mam okazji zobaczyć jak pachną. Świetne zakupy :)

    OdpowiedzUsuń

slider