30.12.14

Ładna dziewczyna z tego chłopca! - Kuroshitsuji.

Ostatnio powstaje coraz więcej filmów live action na podstawie mang. Niedawno dotarło do nas Sukitte ii nayo (obejrzane w oryginale - natrudziłam się, ale na szczęście przy romansach nie trzeba większej znajomości języka, by wiedzieć o co chodzi :D), a w produkcji czeka już Strobe Edge (na które czekam przez wzgląd głównego aktora, hihi) czy Shingeki no Kyojin. W tym poście postanowiłam pokrótce skomentować inny kasowy tytuł, jakim jest Kuroshitsuji

Rzecz dzieje się sto trzydzieści lat po tym, jak Ciel Phantomhive zawarł pakt z demonem, Sebastianem Michaelisem (Hiiro Mizushima). Potomkini rodu - Shiori Genpo (Ayame Goriki) - w męskim przebraniu i pod imieniem "Kiyoharu" zasiada jako spadkobierca rodu. 

W podzielonym na wschód i zachód świecie, dziewczyna działa jako tajny agent królowej. Musi zbadać serię niewyjaśnionych porwań młodych kobiet oraz tajemniczych zgonów, w których ofiary zostały zmumifikowane. W dochodzeniu pomaga jej lokaj Sebastian. Zawierając z nim pakt, zgodnie z którym będzie jej służył do momentu spełnienia wszelkich warunków umowy, godzi się na sprzedanie duszy. 

Film live action został diametralnie zmieniony. Ci, którzy znają pierwowzór historii mogą być bardzo zdziwieni. Po pierwsze, postanowiono umieścić fabułę w przyszłości, dokładniej w 2020 roku, a więc w czasach odległych także nam. Przyznam szczerze, że nawet spodobała mi się owa wizja, jednakże w całości nie wyszło to najlepiej. Przede wszystkim: z jednej strony mamy współczesne budynki, samochody czy broń, a osiągnięcia farmakologiczne ocierają się niczym o science fiction, gdzie za chwilę widzimy głównych bohaterów, którzy wyciągnięci niczym z poprzedniego stulecia wciąż noszą starodawne ubrania i posługują się korespondencją, pieczętowaną woskiem. Wygląda to na prawdę komicznie, zważywszy, że mamy się wczuć w przyszłość, a nie powracać do czasów wiktoriańskich. Następna sprawa to straszne, ale to straszne luki fabularne. Okej, zamieniono głównego bohatera na bohaterkę, nie wiem, może w celu uniknięcia podtekstów homoseksualnych, ale żadnego słowa wyjaśnienia, co stało się z przodkami rodu Phantomhive, dlaczego zmieniono nazwisko i kim dla Ciela jest owa Shiori? A nawet jeśli starano się przekazać takie informacje, to były tak ubogie, że po seansie dalej nic nie wiemy. Trochę razi także fakt, że spadkobiercą rodu musi być mężczyzna. Czyżby przyszłość nie znała słowa równouprawnienie
Idąc dalej, zastanawiające jest dlaczego demon dalej nazywa się Sebastian (bo przecież mógł inaczej..), co u licha robi tam Tanaka? Czy każdy jego potomek wygląda i zachowuje się tak samo? To samo tyczy się pokojówki Rin - każda kolejna jest fajtłapą z wadą wzroku i niebywałą umiejętnością posługiwania się bronią? A w rodzinie Phantom..Genpo (sama już nie wiem) wszystkie siostry matki bohatera kochają jej męża, mordują rodzinę, a potomka porywają... Skoro film jest jakąś tam swego rodzaju kontynuacją historii z mangi to te rzeczy kompletnie nie trzymają się kupy. Bo albo robi się porządną adaptację mangi, bez fantazji reżyserskiej, albo tworzy nową historię z oryginalnym pomysłem!
Wątek kryminalny jako taki jest. Mamy jakaś zagadkę, dochodzenie, zwrot akcji i rozwiązanie. Z tym najgorzej nie wyszło. (Jednak gdybym zagłębiała się w detale to ten post byłby stanowczo zbyt długi). Można tu mówić o jakiejś fabule, która przynajmniej udaje, że ma ręce i nogi. Mimo wielu braków, dziur i niedociągnięć, powstał całkiem ciekawy pomysł, lecz spartolone wykonanie. Główny "czarny charakter" bardzo nijaki, a wręcz żałosny. Nie zabrakło dramatycznego śmiechu, długiego monologu "wyjaśnię ci co i jak, bo i tak cię zabiję" i retrospekcji z traumatycznego wydarzenia z przeszłości - swoją drogą tandetnie pokazanego. Także kompletnie nie rozumiem motywacji mafiozów, zabijają, bo.. bo tak! Bo mogą! Razi również głupota gości odwiedzających ekskluzywny lokal, gdzie co chwile uczestnicy baletów giną.. Dlaczego nie wszczęto postępowania, a pozwolili się  tam panoszyć nieletniemu dzieciakowi?
Film ratują rewelacyjne sceny walki! Jestem pod ogromnym wrażeniem profesjonalizmu, jak na miałkie LA. Nie mamy wrażenia, że oglądamy kolejną dramę, a iście hollywoodzki film akcji. I nie mówię tego złośliwie czy ironicznie. Scena pokonywania mafiozów przy użyciu srebrnego nożyka może spokojnie przejść do historii.
Nie chcę rozwijać się w tym temacie, ponieważ wszystko jest tak połączone, że zaspiolerowałabym cały film! 

W przypadku live action ciężko mówić o grze aktorskiej, ale chociaż spróbuję. W rolę Sebastiana zaangażowano Mizushimę, którego już mieliśmy okazję oglądać w roli lokaja (Mei no Shitsuji). Osobiście lubię tego aktora, ale gdy go zobaczyłam w obsadzie nie byłam do końca przekonana. Nie wiem, czy tylko ja mam takie wrażenie, ale jest on nieco zbyt.. seksowny do roli. Taki mało męski demon, z ponętnymi, mięsistymi ustami, chodzący jak modelka po wybiegu, stawiając jedną nóżkę dokładnie przed drugą. W ogólnym rozrachunku wyszedł poprawnie, ale zabrakło mu pazura oraz charyzmy.
Inaczej jest w przypadku protagonistki. Dla mnie była zbyt drewniana. Jedyne, co mnie przekonało to niski głos aktorki - przynajmniej nie była to kolejna piszcząca dziewczynka :D - i bucowatość paniczyka. Charakter Ciela Shiori oddała dobrze, aczkolwiek był on za bardzo wystylizowany.
Gdyby odczepić mangę i anime to film byłby całkiem dobry! Niestety niszczą go braki w scenariuszu fabularnym. Wszystko jest nie tak. Osobiście odniosłam wrażenie "zlepku kilku scen", przy czym każda z nich reprezentuje inny poziom: od świetnych scen walki po ocierające się o kicz i parodię pobudki antagonistów. Jednocześnie jest to swego rodzaju miszmasz, jakby twórcy nie mogli zdecydować się, czy stawiają na pierwotne realia, czy własną inwencję. Gdyby porównywać LA do oryginalnego Kuroshitsuji to wypada ona jak parodia historii, układana przez fandom fanatyczek serii.


21 komentarzy:

  1. Ja się wychowałam na musicalu "Kuroshitsuji" (mangi czytałam tylko 1 tom, a anime 1 ep obejrzałam), więc nie sądzę, żeby inna wersja niż musical w tym przypadku była dla mnie strawna. Ale może kiedyś obejrzę i film XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film ma mało wspólnego z oryginalnym pomysłem, także możesz zerknąć, ale przy musicalu to jest jakby o 180 stopni inny klimat :D

      Usuń
  2. To niezdecydowanie między przyszłością a przeszłością rzeczywiście wydaje się jakieś dziwne. Podobnie jak to całe zamieszanie związane z zachowaniem podobieństwa do oryginału, jednocześnie zmieniając wiele szczegółów. Mimo to może obejrzę w wolnej chwili, chociażby z ciekawości. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawość to jedyny motyw chęci obejrzenia dramy :D

      Usuń
  3. Nie przepadam jakoś szczególnie za anime, mangi nie czytałam i co jak co,a le filmu w planach nie mam. Ja ogólnie lubię jak np. adaptacja nie jest w 100% idealnym odtworzeniem mangi itp. jakieś dodatkowe sceny, nieco inne rozwiązania... no wiadomo, nie lubimy czytać i oglądać dwa razy tego samego, ale w tym przypadku masz absolutną rację, że twórcy nieco przegięli. ^^"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku nie jest to ani adaptacja, ani hmm kontynuacja, a jakaś hybryda. Prosiloby się o nie przypisywanie go w ogole do serii, ale..

      Usuń
  4. O, miałam w planach rzucić kiedyś okiem na ten film. Patrząc na grafikę w Twoim poście nigdy bym się nie domyśliła, że akcja rozgrywa się w przyszłości :P Nie rozumiem też czemu zmienili postać Ciela na dziewczynę, skoro reszta pozostała bez większych zmian.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak przypuszczam chodzi tu o przypisywanie homoseksualnych treści. Albo ból w wypowiadaniu "fantomohajwuu" :D

      Usuń
  5. Sama nie przepadam zbytnio za live-action. A jako, że fanką perfekcyjnego kamerdynera nie jestem, wątpię abym sięgnęła po ten film. Dodatkowo recenzja zachęcająca nie jest x)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LA jakie jest to kazdy wie, ale Kuro trochę się wybija ze schematów i w porownaniu do innych to stoi na nieco wyzszym poziomie. Mimo to, to dalej nic specjalnego :D

      Usuń
  6. Zaczęłam oglądać ten film, ale sobie odpuściłam. Może nie jestem nie wiadomo jaką fanką Kurosza, ale fakt faktem lubię tą serię. Przeraziły mnie te tanio wyglądające kostiumy... Masakra ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kostiumy to akurat najmniejszy problem dramy :D

      Usuń
  7. Przyznam, że przez pewien czas miałam ochotę obejrzeć to live action (ba, byłoby to moje pierwsze live action w życiu). Jednak... No właśnie, po przeczytaniu recenzji stwierdzam, że raczej nie przypadłoby mi do gustu. Chyba sobie podaruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest wiele ciekawszych i bardziej wartościowych dram (:

      Usuń
  8. Nie oglądałam, ale... Sama nie wiem, może warto dać mu szansę? Spróbuję ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć, ale spróbować to chyba zawsze warto. A może akurat Tobie się spodoba? Kto wie!

      Usuń
  9. Chyba spojrzę tylko po to, by zobaczyć co z tym namieszali... Bo druga opinia o tym filmie, którą słyszałam brzmiała, że dno prawie totalne i koleżanka oglądała do końca tylko dlatego, że nie mogła uwierzyć, że naprawdę mogli uczynić coś... takiego...
    Ty jednak próbujesz trochę bronić całości, więc pewnie, jeśli nie jest się ortodoksyjnie przywiązanym do koncepcji, że adaptacja musi być wierna, to można się nawet pobawić ;) Choć widzę, że główny problem polegał na tym, że twórcy nie umieli się zdecydować na to, czy zrobić uwspółcześnioną wersję Kuroshita czy tylko do niego nawiązywać? Ech...
    Well, na razie jestem zaintrygowana, a to dużo, bo po trailerze chciałam nie mieć z filmem nic do czynienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głównym problemem jest podejście widza, którym w 90% jest fan Kuroshitsuji. Taki z miejsca ma inne wymagania i jakiś ukształtowany już obraz. Patrząc z perspektywy tego, który nie widział oryginalnej serii, zatem nie przywiązując wagi do fabuły, otrzymuje całkiem dobry film. Zatem wszystko zależy od podejscia :D

      Usuń
  10. Nie wiem kiedy, ale kiedyś jak nie będę miała co robić i będę w odpowiednim nastroju, to włączę sobie to coś :P Generalnie nie oglądam dram i filmów, ale to co widziałam za każdym razem powalało mnie na deski głupotą i tym, co tylko Japończycy potrafią zrobić z filmem live action myśląc, że to anime więc i wszystkie efekty pasujące do anime będą pasowały też i tutaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że LA wychodzą im najgorzej (choć wierz mi, są wyjątki). Niemniej nie warto się zniechęcać ku dramom, niektóre ogląda się bardzo bardzo dobrze i w niczym szczególnym nie odbiegają od standardowych naszych seriali ;D

      Usuń
  11. Mangi nie czytałam, pojęcie zaś o seriach Kuroshitsuji mam z anime. Ogólnie, historia sama w sobie ciekawa, ale niestety, live action tego nie pociągnął. Ja w ogóle mam ten problem z LA, że prawie nigdy nie przypadają mi do gustu, bo są, krótko mówiąc, bardzo złe (chyba tylko Paradise Kiss znośny). Słaba gra aktorska, co stwierdzam ze smutkiem, bo lubię Hiro. I jak mogli zrobić z Ciela kobietę. W sumie, to nawet nie tyle, że go przerobili na babkę, co stworzyli sobie własną wersję tej historii, mało trzymając się oryginału. Nie będę ukrywać, że jak zwykle jestem super zawiedziona, ale czego się można było spodziewać? ;__;

    OdpowiedzUsuń

slider