1.11.14

"Wszyscy święci balują w niebie..."

1 listopada to w naszej kulturze czas melancholii i zadumy. Ludzie zbierają się w swoich rodzinnych stronach, by wspólnie zapalić znicze i pomodlić się przed grobem swoich przodków. W teorii jest to dzień przepełniony patosem, acz z doświadczenia wiem, że wygląda on nieco inaczej (w szczególności wielkie zjazdy rodzinne, komentowanie i wydziwianie wszystkiego naokoło). Mimo iż jest to jeden dzień z kalendarza, całość trwa raczej koło tygodnia. Jednakże nie o tym chciałam poświęcić dzisiejszy post, a jego japońskiemu odpowiednikowi. 


"Obon - czyli japońskie święto zmarłych"
w pigułce

Tradycja japońskiego święta zmarłych sięga już pięćset lat, a towarzyszące jej liczne festiwale, trwają od 3 do 4 dni (w zależności od regionu). W większości regionach, święto obon (także bon lub o-bon; jap. お盆) przypada na połowę sierpnia. Według kalendarza księżycowego, przypadało ono na "każdy piętnasty dzień siódmego miesiąca". 
Nie są to dni wolne od pracy, aczkolwiek Japończycy bardzo często dostają urlop, by udać się w rodzinne strony. Na wierzenia dotyczące życia pozagrobowego dominujący wpływ miał buddyzm, który przejawia się chociażby w wyglądzie cmentarzy, usadowionych blisko buddyjskich świątyń. Podczas obon, skromne kamienne nagrobki przyozdabiane są kwiatami oraz kadzidłami.

W wierzeniach Japończyków, dusze zmarłych wracają na Ziemię, aby spotkać swoich żyjących krewnych. Z tej okazji wszystkie domy zostają specjalnie przygotowane: na domowych ołtarzach (tzw. butsudan) umieszczane są drobne podarki, np. jedzenie, a wnętrza pomieszczeń rozświetlają papierowe lampiony, które mają wskazać duszom drogę. W jeszcze bardziej tradycyjnych rodzinach, pierwszego dnia święta ustawia się przed domem proste figury zwierząt użytkowych, zrobionych z warzyw i patyków, których zadaniem jest transport między zaświatami, a następnie przenosi się je na butsudany.


Oprócz oddania czci przodkom, festiwale są dobrym pretekstem do wspólnej zabawy i spotkań ze znajomymi. Wiele uroczystości obon wlicza w siebie ogromne karnawały, połączone z procesją oraz licznymi zabawami, a także spożywanie letnich przysmaków, jak arbuz z dodatkiem soli. Poza terenem świątyń, zwykle panuje hałas i zgiełk, przypominający nasze odpusty. Wzdłuż murów ustawiane są liczne stragany, na których sprzedawane są rękodzieła, zabawki, ale przede wszystkim jedzenie.


Kiedy u nas są to chwile zadumy, tam na ulice wychodzą radosne korowody wiernych, ubranych w kolorowe yukaty, by zatańczyć tradycyjny taniec, zwany bon-odori ("taniec dla duchów zmarłych"). Podobno tradycja tańców wywodzi się z buddyjskiej opowieści o uczniu Buddy, który użył wszelkich mocy, aby uratować swoją zmarłą matkę z królestwa "głodnych duchów". Budda polecił mu złożyć ofiarę mnichom, którzy właśnie ukończyli letnią wyprawę w piętnastym dniu siódmego miesiąca. Matka została uwolniona, a on zatańczył z radości. Sam taniec wykonuje się przy akompaniamencie muzyki i rytmu bębnów taiko. Co również ciekawe, kroki tańca są rożne dla poszczególnych regionów państwa. 

Ostatniego dnia święta, zwanym Toro Nagashi (Festiwal Latarni), nad rzekami i morzem puszcza się na wodę lampiony (pierwsze zdjęcie), które mają odprowadzić dusze z powrotem do swojej krainy. Na lampionach często pisze się życzenia lub po prostu imiona zmarłych.

Najbardziej efektownym miastem, a zarazem najsłynniejszym widokiem, cieszy się Kioto, gdzie momentem kulminacyjnym jest zapalenie ognisk na otaczających miasto pięciu wzgórzach, w tym najważniejszym - Daimonoji-yama. Ogniska te układa się w kształt chińskiego znaku 大 (dai – wielki). Ceremonia ta nazywa się Gozan-no okuri-bi, a popularnie znana jest jako Daimonji-yaki.


Miałam na tym zakończyć, ale pokusiłam się jeszcze, by dodać coś a pro po wczorajszego dnia. 31 października to dosyć kontrowersyjny dzień, który dzieli wiele osób. W tym temacie zaskoczyła mnie jedna dziewczyna z mojej grupy, która obwiesiła się wizerunkami świętych, stwierdzając, że walczy z "halołin", jako fakt, iż nie jest to nasze święto. Po części przytaknęłam jej rację, w końcu mamy swoje tradycje, jednakże zmieniłam nieco nastawienie, oddając wczoraj swoje cukierachy (schowane na czarną godzinę) dziesięciorgu małym przebierańcom. Tym samym przeglądając coroczne wpisy, dotyczące święta Halloween w Japonii, stwierdziłam, że.. w zasadzie nic w tym złego. Zaraz odezwą się głosy, że mamy ostatki, ale - jak to się coraz częściej mówi - każdy powód jest dobry, by się bawić!

"Halloween - daj pieniądze albo psikus"

A będąc w japońskim klimacie warto dodać, że chyba nikt nie traktuje tego na poważnie. Jest to kolejny powód, by producenci mogli upchać swoje makabryczne produkty, by Kit Katy i Pocky miały dyniowe smaki, by Hello Kitty została kocią wiedźmą i w końcu, by zagorzali otaku ujrzeli swoje ukochane postacie w upiornych kostiumach.

Warto zauważyć, że cała halloweenowa jatka zaczyna się tam już z początkiem października. W sklepach pojawia się coraz więcej dyniowych akcentów, a z każdego rogu wyłania się coraz to bardziej wymyślna ozdoba. Nie da się ukryć, że całość jest zupełnie komercyjna i nastawiona na zarobek.


Świadczyć o tym mogą chociażby wielkie eventy, organizowane przez Tokyo Disneyland lub Universal Studios Japan w Osace, w tematyce Halloween. Ten pierwszy zupełnie przekształca bajkowe królestwo, które zaskakuje ilością dyń (skąd oni je przetransportowani do Japonii?). Także znane sieci żywnościowe zyskują z tej okazji. Można np. kupić sezonowe Pumpkin Burgery, sprzedawane w Burger King czy dyniowe McFlurry z Mcdonald's.


Ponadto, skoro Japonia słynie jako ojczyzna cosplay'u, jest to kolejny powód, by przyjąć owe święto z otwartymi rękoma, w którym głównym motywem są przebieranki. Największa parada, od szesnastu lat odbywa się w Kawasaki (prefektura Kanagawa), gdzie liczba uczestników w ubiegłym roku wynosiła 3,5 tysiąca! A jeszcze jedna znana atrakcja to tzw. obake-yashiki, czyli nawiedzone domy, które cieszą się ogromną popularnością.

Jeśli macie chwile wolnego czasu i chcecie choć troszkę poczuć ten klimat to na pomoc przychodzą producenci anime! Można zrobić sobie seans Yamato Nadeshiko lub króciutkiego Nyanpire. Ostatnio na jednym forum było głośno w tym temacie i zrobiła się lista polecanych anime: Soul EaterHigurashi no Naku Koro niVampire Knight, Karin, Rosario + Vampire, Rozen Maiden, BLOOD: The Last Vampire (movie), Cowboy Bebop Movie, Sugar Sugar Rune.

W wielu znanych seriach motyw ten został zawarty, chociażby poświęcając im fragment lub cały odcinek. Ujrzymy go np. w Hetalii [link] czy Ouran High School Host Club (odcinek 21). 

11 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy wpis, lubię czytać jak dane święta wyglądają w Japonii :) Do samego halloween nic nie mam, póki nie jest to jakoś rozdmuchiwane i jakoś mocno kultywowane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety nie miałam okazji w tym roku na 1 listopada wrócić do domu, więc mój stan melancholii i zadumy skupiał się na kolejnej partii kanji do ogarnięcia. >.<' Obon ma bardzo ciekawe obrzędy, jedno z moich ulubionych świąt w Japonii. <3 Co do Halloween to masz absolutna rację, Japończycy traktują to wyłącznie jako zabawę i kolejny powód do przebieranek, zresztą wydaje mi się, że w Polsce jest podobnie, a przynajmniej ja i ludzie wokół mnie zawsze tak traktowali ten dzień. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również nie byłam w domu. W dodatku były to moje urodziny, więc ostatnie "naste" spędziłam sama w mieszkaniu ^^
      Również dobry powód do wypicia i zrobienia kolejnej imprezy. Przynajmniej tak zawsze było w moim rodzinnym mieście. Dobry chwyt marketingowy, który jak zwykle działa bez zarzutów (chyba, że z wątami starych bab ^^).

      Usuń
  3. W ogóle nie obchodzę świąt. Jakichkolwiek. ;-;
    Obon wygląda niesamowicie, u nas to nie jest już niestety takie śliczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo u nas mało kto rozumie sens owych świąt.
      Nie jestem szczególnie wierzącą osobą, ale przez ileś tam lat ciągania po rodzinnych grobowcach, zdołałam zapisać sobie obraz marudzenia, zrzędzenia i owalania wszystkiego naokoło... A to znicz źle stoi, a to kwiatki nieładne, a to tamto itd.. Brr

      Usuń
  4. Obon wygląda naprawdę ślicznie i chętnie zobaczyłabym z bliska jak to wszystko wygląda :) Halloween nie praktykuję w ogóle, więc generalnie nie wiem jak się do całej sprawy odnieść. Wszystko zależy od nastawienia :) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja... znalazłam dziś twój blog i spodobał mi się *^*
    Zauważyłam, że do jednej z notek mam taki sam tytuł.. heł, heł! XDD
    Ogólnie to ciekawa notka O.O Nigdy nie słyszałam o Obonie! Ale wole nasze polskie święto zmarłych :33
    Hallowen nie praktykuje, ale muszę przyznać, że fajnie pooglądać co ludzie robią - te wszystkie dynie są cudne ^^
    Pozdrawiam i obserwujem ^^
    http://czakao-no-sekai.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i zapraszam częściej ^^
      Hmm, miły zbieg okoliczności :D

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy post!
    Co do dnia zmarłych w jakiejś książce o Japonii czytałam ("Japonia w sześciu smakach" bodajże), że ów święto obchodzi się 13 lipca (w moje urodziny :3), ale to pewnie zależy od prefektury i tak dalej ;). Tokijskie ulice wyglądają magicznie podczas Halloween! W Europie to się wszyscy za upiory przebieramy, a niektóre Japonki widzą okazję, żeby się rozebrać i pokazać trochę ciałka haha :D.
    Pozdrawiam i na pewno będę tu wpadać! ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak dużo tego *Q* Ale ile wiedzy więcej w głowie! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Japońskie obchodzenie tego święta wydaje się być o wiele bardziej radośniejsze, ładniejsze czy po prostu efektowniejsze niż to nasze. Nie muszę mówić, ze mi 1 listopada kojarzy się głównie z komentarzami rodziny w sprawie cudzych grobów. Tamto lepsze, tamto brzydsze. No ludzie! Aż szkoda :\

    OdpowiedzUsuń

slider