12.8.14

Zakazany owoc - Sembikiya.

W Japonii ważna jest prezencja oraz wysoka jakość sprzedawanych produktów. Owoce są najczęściej ofiarowywane na uroczystych okolicznościach, jak ślub czy wizyta w szpitalu. Bynajmniej nie chodzi tu o kosz zakupiony na miejscowym bazarku czy warzywniaku, o nie. Od tego powstały specjalne sklepy. 

Sieć sklepów Sembikiya specjalizuje się w luksusowej sprzedaży.. owoców. Cena jednego, idealnego jabłka wynosi mniej-więcej 20 dolarów, a jeśli naszłaby was ochota na paczuszkę soczystych truskawek (12 sztuk), musicie się liczyć z kosztem 70 dolarów (!). Zastanawiacie się skąd takie horrendalne ceny? Sekret tkwi w specjalistycznej hodowli owych owoców, które słyną z wysublimowanego smaku, idealnego kształtu oraz struktury. 

Towar z wyższej półki

Sembikiya to najstarszy japoński sklep, powstały w 1834 roku w Koshigayi (na północ od Tokio). Podobno został założony przez samuraja Benzo Ohshima i przeniesiony w 1867 roku do dzielnicy kupieckiej. W roku 1887 powstaje pierwsza restauracja, która była prekursorem nowoczesnych lokali, oferujących sprzedaż produktów ze świeżych owoców.

Najsłynniejszym produktem Sembikiy'i jest muskmelon Yubari King, ceniony przez koneserów za sprawą piżmowego zapachu. Królewski owoc, jak przystało na monarchę, hodowany jest jedynie w Shizuoce, gdzie otrzymuje specjalne traktowanie. Region ten oferuje najbardziej dogodne warunki wzrostowe, gdyż jest bardziej słoneczny od innych. Owoce zawieszane są nad ziemią (za pewne by się nie uszkodziły lub po to, aby równomiernie dojrzewały) w specjalnych szklarniach, a temperaturę, w zależności od sezonu, kontroluje się za pomocą grzejników oraz klimatyzatorów. Cena tej przyjemności to bagatela 160 dolarów od osoby. 


Japońskie salony wyglądają jak ekskluzywne sklepy z biżuterią. Cóż, ceny także nie odstają od brylancików i innych świecidełek. Każdy owoc jest oddzielnie pakowany i układany na zaszklonej oraz podświetlanej ladzie. Ten na powyższym zdjęciu to najbardziej unikalny salon, znajdujący się w Nihonbashi Mitsui Tower (Ginza). Przy zakupie prezentu, sprzedawca ma prawo zapytać się o datę konsumpcji owocu, aby wybrać najbardziej dogodny produkt, który będzie w szczytowej formie do spożycia tego samego dnia. Instruuje także jak go przechowywać, by przetrwał w idealnym stanie. Jego zadaniem będzie również poczęstunek, w celu wybrania odpowiedniego smaku, a także wszelakie doradztwo konsumenckie - zwłaszcza przy zakupie owoców nie będących w swoim sezonie. 


Przepraszam, że od dawna nie było nowego wpisu, ale mimo wakacji - brak czasu miesza się z brakiem chęci, a gdy mam chwilę wolnego, jakoś nie mogę sklecić nic sensownego. Byłam po raz pierwszy na Niuconie, niestety nieudanym dla mnie wypadzie. Gorąc walił drzwiami i oknami, a chyba nawet przechodził przez podłogę. Duchota, smród przepoconych ciał, walące się ludzkie złogi na korytarzach (niektórym prawie na twarz weszłam!), pomieszane sale, jakieś nagłe zmiany w organizacji.. jednym słowem - porażka. Jak tylko się dało tak opuszczałam budynek szkolny, przez co większość czasu spędziłam w pobliskiej galerii. I chyba jedynie warto było jechać ten kawał drogi, by zobaczyć wpadkę kumpla, który zatrzasnął się w tramwaju. Wraz z Elem mamy z niego ubaw po dzień dzisiejszy i na każde wspomnienie miny Pina, na nowo wybucham głośnym śmiechem. Brakowało tylko kanara, a byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie :DDDDD. Ostatecznie stwierdziłam, że wolę mniejsze, nieoficjalne konwenty jak warszawski Ezkon i chyba tylko na takie będę się wybierać (:

16 komentarzy:

  1. Czytając Twój tekst przypomniało mi się o czarnym arbuzie hodowanym na Hokkaido i osiągającym niebagatelne ceny. Zastanawiam się, kto kupuje takie drogie owoce i czy rzeczywiście smak jest tak wyjątkowy, czy po prostu ludzie sobie go wmawiają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko stwierdzić, ale tak samo jak herbata pita z porcelany smakuje lepiej od tej w kubku, tak możliwie owoce są smaczniejsze od zwykłych. Myślę, że to kwestia estetyki i świadomości spożywania czegoś "luksusowego". A czy specjalnie się czymś różni? Niestety nie wiem..

      Usuń
  2. Słyszałam kiedyś o tych owocach i osobiście nawet jakbym była bogata raczej bym się nie skusiła... No chyba, że byłabym naprawdę baaaaardzo bogata. hah
    Co do Niuconu to masz absolutną rację - porażka, generalnie miałam 2 letnią przerwę od konwentów a tu coś takiego, szkoda. Nie przekreślaj dużych imprez, duże imprezy też potrafią być fajne np. na Balcony nie ma na co narzekać, bardzo dobrze zorganizowane konwenty. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mam zamiar spróbować z krakowskimi konwentami, ale na tym koniec. Zresztą jak się już wyprowadzę do Warszawy to nie będę już tak jeździć po Polsce :D

      Usuń
  3. Nie słyszałam o tych owocach, ale raczej nigdy ich nie kupię XD Co do Niuconu, to myślałam, że fajnie by było pojechć, ale to za daleko, a tutaj okazuję się, że to była totalna porażka ;)
    Za każdy komentarz się odwdzięczam!
    http://otaku-okaeri.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja też miałam 4-godzinny wypad i niestety bardzo żałuję wyjazdu. Totalna strata czasu i pieniędzy.

      Usuń
  4. Jestem ciekawa, czy smak arbuza ze Sembikiya jest inny od normalnego... Ach, Japonia! :) Dużo ludzi mając do wyboru normalny owoc, a owoc doskonały, wybrałoby pewnie doskonały.
    Zdziwił mnie wygląd tego sklepu. Jubilerski warzywniak. ;3

    japanese--child.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę tego spróbować kiedyś! Koniecznie :3
    Skoro to takie uosobienie owocowej perfekcji :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie słyszałam o takich owocach i szczerze mówiąc, jestem w szoku że ktoś je kupuje za tyle pieniędzy. Jakoś wątpię żeby naprawdę smak odpowiadał tej cenie, tu chyba chodzi o psychikę po prostu...
    Co do konwentów, ja w swoim życiu byłam w sumie na trzech (dwa otakony + jakiś konwent w warszawie). Pierwszy otakon był fajny, ale pozostałe dwa mnie zniechęciły... Miałam w tym roku jechać na animatsuri ale jak na złość sie rozchorowałam :( A już miałam bilety! Ech... Może to taki znak żeby sobie odpuścić? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cena w dużej mierze jest uzależniona od hodowli takich owoców, bo ta jest wyjątkowo kosztowna. Podejrzewam, ze bardziej chodzi o prezencję aniżeli sam smak.
      Powiem Ci, że tegoroczne animatsuri również wiało nudą.. bardzo wielu ludzi zwinęło się po kilku godzinach, bo zwyczajnie w świecie nie było nic ciekawego.

      Usuń
  7. Nawet nigdy wczesniej o nim nie slyszalam :o Dzięki tobie dowiedzialam sie czegos nowego :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Elegancja, szyk, pomysłowość i oryginalność... za to się płaci surowe pieniądze, taka jest prawda. Choć faktycznie kosze z owocami, prezenty "owocowe" są popularne nie tylko w Japonii, ale ogólnie w Azji, Korei również. Aczkolwiek nie sądziłam, że to aż tak kosztowne prezenty!
    Nasz europejski zwyczaj dawania kwiatów jest jednak tańszym rozwiązaniem, ale mniej smacznym z kolei. :D
    Wszyscy narzekają na niucon, chyba faktycznie było fatalnie, może za rok będzie lepiej i organizatorzy wezmą sobie opinie internatów do serca.

    OdpowiedzUsuń
  9. Po kwadratowym arbuzie już chyba nic mnie zdziwi jeśli chodzi o Japonię i owoce xD
    Btw, ja też byłam na Niuconie, ale tylko jeden dzień (sobota) a dokładniej kilka godzin. Byłam przeszczęśliwa kiedy udało mi się zgrać czas mojego pobytu w Polsce z konwentem. Szkoda tylko, że moje ogólne wyobrażenie bardzo myliło się z rzeczywistością. To był mój pierwszy konwent, więc nie mam porównania. Niemniej jednak śpiwory ludzi, które były wszędzie, okropny zaduch i ogólnie brak dobrej organizacji, nie pomogły mi się dobrze bawić :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fizycznie też byłam tylko w sobotę na kilka godzin :D Może gdzieś się minęłyśmy :3
      Szkoda, że swój pierwszy konwent będziesz kojarzyć z nieudaną zabawą :<

      Usuń
    2. Możliwe :3 No cóż, mówi się trudno. Nie mam zamiaru się poddać i mój następny konwent ma być sto razy lepszy x)

      Usuń

slider