14.5.14

Panda Kopanda - pierwowzór Totoro?

Co może się wydarzyć, gdy zostawimy małe dziecko same w domu? Praktycznie wszystko. Włamywacze, najazd kosmitów czy gadające pandy. Tak, pandy! A w następstwach otrzymujemy list od dziecka, że zostało mamą... Super niania miałaby ręce pełne roboty! Chyba, że po zobaczeniu Papandy by uciekła, pozostawiając cudaczne trio całkiem same. Mimo to nie narzekają na nudę - wręcz przeciwnie - z radości skaczą do góry jak kangury, demolując przy tym połowę domku, który w następnym kadrze (w jakiś magiczny sposób) pozostał w jednym kawałku. Logiko, gdzieś się podziała?!

Panda Kopanda to dzieło z 1972 roku, którego twórcą jest znamienity duet Hayao Miyazaki-Isao Takahata. Oś fabuły skupia się na małoletniej Mimiko, która po śmierci rodziców zamieszkała ze swoją babcią. Poznajemy ją, gdy wysyła swą opiekunkę do Nagasaki, naciskając, że poradzi sobie z domem i obowiązkami sama. Szybko okazuje się, że nuda nie będzie jej doskwierać, a towarzystwa dotrzymają jej mała panda z tatą, który zobowiązuje się zostać także ojcem Mimiko. A w zamian za to dziewczynka pragnie być najlepszą mamą dla jego synka Kopandy. Także z niecodziennego scenariusza obejrzymy perypetie dziwacznej rodzinki, w której tata ma dwoje dzieci, z czego jedno jest matką drugiego. Oprócz tego w anime nie dzieje się praktycznie nic, choć zapowiadało się na prawdę dobrze. Miałam cichą nadzieję, że Papanda, po okazaniu nadmiernego zainteresowania bambusowym laskiem, będzie miał przypisaną większą rolę. Niestety postacie są dziwaczne, mogą nawet odstraszać. Ale o nich po kolei.

Płomienna włosa Mimiko nosi wiele cech późniejszych postaci Ghibli, choć nie może się z nimi równać. Jest bardzo samodzielna, odważna, optymistyczna i zaraża każdego swym energicznym usposobieniem. Zdaje się mieć ADHD, co jesteśmy w stanie jej wybaczyć, ale w pewnym momencie wkurzające stało się stawanie na rękach ku okazaniu radości. Nie obyło się bez pokazania swoich gustownych majteczek. Ot taki niewinny fanserwis. Bez wątpienia przypisane jej cechy zostały bardzo mocno naciągnięte, stawiając dziewczynkę na równi (a może i wyżej) z dorosłymi.

Projekt Papandy zadziwiająco przypomina Totora (recenzja) i zdaje się być jego pierwowzorem. Ta sama wielkość, ten sam psychopatyczny uśmiech i wzrok, a i nawet nos znajdzie odzwierciedlenie. Jest na pewno bardziej upierdliwy (to gada!). Mimiko chce, aby udawał on typowego Japończyka: palił fajkę, nosił kapelusz i chodził co dzień do pracy. Tego ostatniego nie udaje się osiągnąć, w końcu Pandy nie pracują. Papanda jest też super silny, przy nim Superman może mu co najwyżej czyścić kapelutek lub wymiatać popiół. Moc tę przekazał swemu synowi, który jedną ręką może powalić pięć razy większego od siebie psa. Ma też mocny łeb, co w naszych regionach byłoby niewątpliwie zaletą. Od Mimiko przechwycił zwyczaj stawania na rękach, lecz ten nie może pochwalić się piękną bielizną.

Dzieląc anime na dwa odcinki poznajemy także kolejne postacie, również nietypowe. Do miasteczka przyjeżdża cyrk, z którego zbiega mały tygrysek i - oczywiście - trafia do naszych głównych bohaterów. Ten odcinek jest jeszcze bardziej pokręcony od swego poprzednika, wypełniony absurdem po same brzegi. O co chodzi? Chociażby o nieprawdopodobnie beznadziejnych reakcjach dorosłych, w których króluje dialog między Mimiko, a funkcjonariuszem policji, który wyglądał mniej więcej tak:
- A co zrobisz, jeśli do domu wtargnie włamywacz?
- Super! Jeszcze nigdy nie widziałam włamywacza!
Po czym mężczyzna zaczął się śmiać, olewając totalnie to, że mała, kilkuletnia dziewczynka została sama w domu, w dodatku oddalonego od miasteczka i będącego w środku lasu. A takich sytuacji jest dużo więcej, skwitowanych przygłupim śmiechem, np. konduktora pociągu. Zauważcie, że w żadnym innych filmie spod sygnatury Ghibli nie doczekaliśmy się takich sytuacji. W Moim sąsiedzie Totoro, Mei nie zostawała bez opieki, nawet starsze dzieci jak Rikako z Szumu morza jest pod kontrolą rodziców. Tutaj twórcy wychodzą z założenia, że kilkulatka może spokojnie wychowywać się sama i spraszać do domu wszystkie możliwe istoty, łącznie z włamywaczami.

Zarzutów jest dużo więcej, jak chociażby magiczna lokomotywa, która nie potrzebuje torów, ale szkoda ich wymieniać, by nie zdradzając i tak szczątkową fabułę. Warto tylko dodać, że nie utrafimy tu na żaden poważny wątek, a wieczne uśmieszki, chichoty i gadki-szmatki o pewnej części ciała Maryny.
Nuda, nuda, nuda. Jedyna ciekawa rzecz to piosenka przewodnia, która jest żywa, skoczna i energiczna. Pomijając głupiutki tekst - wpada do ucha. I ciekawostka: melodia została w dużej mierze użyta do stworzenia Sanpo, czyli mamy kolejne nawiązanie do Totora. 

Czego oczekiwać od Pandy Kopandy? Absolutnie niczego, poza pogodnym nastawieniem. Umywa się to do późniejszych produkcji Miyazakiego. Czy możliwe, że ten zapomniany przez większość tytuł został umyślnie schowany, gdyż był tak bardzo nieudany? Hmm, nie sądzę, w końcu stał się pobudką dla wielu innych dzieł, które odniosły sukces. Panda Kopanda to gratka dla miłośników studia Ghibli, bowiem mogą tu ujrzeć prototyp ich ukochanych serii i odszukać w nim podobieństw. 




13 komentarzy:

  1. Jak dla mnie to Kopanda była lepsza od Totoro, serio! xD Bo w Totoro jest tylko nuda (no bo co się tam dzieje niby?), a tutaj jest nuda + randomowy zabawny debilizm, wiec dodatkowy walor ze można się pośmiać xD Jedynie można się sprzeczać która postać jest lepsza (albo jest lepszym psychopatą xD) - Totoro czy Papanda. Ale pewnie się nie znam bo oba filmy we mnie zachwytu ogromnego nie wywołały, więc pewnie nie dojrzałem co jest takiego w Totoro lepszego...
    Jeżeli miałbym porównywać to wyszłoby coś takiego:
    Cechy wspólne: szczątkowa fabuła, postaci Papandy i Totoro, mała dziewczynka z ADHD
    Oryginalne elementy Totoro: Kocibus, logika
    Oryginalne elementy Kopandy: podejrzewam że dziewczynka ma też autyzm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, uśmiałam się :D

      Widzę, że musimy obejrzeć więcej filmów byś zaczął rozumieć :D

      Usuń
    2. "zaczął rozumieć" to brzmi trochę jak sekta xd Może o to w tym wszystkim chodzi? Miyazaki w każdym filmie załącza przekaz podprogowy i oplata się wokół duszy biednych nic tego nie świadomych jego przyszłych wyznawców :D

      Usuń
    3. Hahahah :D
      Ale w sumie.. W ten sposób jeszcze nigdy nie pomyślałam :D możesz nawet mieć racje!

      Usuń
  2. Czekaj, to nie jest przypadkiem ten facet od Księżniczki Mononoke? Coś mi się o uszy obiło...
    Nie gustuję w starszych anime (pytanie: to jest anime? xd), ale to wydaje się przeklęte. Przez tą małą. D:

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "ten facet od.." ranisz ;_;
      Ale tak, Hayao jest odpowiedzialny za Księżniczkę Mononoke.
      A ja właśnie lubię odgrzebywać stare anime, mają w sobie taką magię. Może trudno Ci to wyobrazić, ale kiedyś wszystkie serie miały taką oprawę graficzną :D zatem tak, to jest anime (:

      Bardziej irytującą postacią jest Bia (anime z 74 roku xD).

      Usuń
  3. Matko, nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje D: panda jest straszniejsza niż Totoro. I czemu to dziecko pokazuje cały czas gacie XD? Karma dla pedofilów. Dziwna fabuła D: ja bym chyba tego nie oglądnęła, zresztą.. sama mówisz, ze nuda, więc XDD...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego Elowi-pedofilowi się podobało *patrz wyżej* :D:D

      Usuń
  4. haha Obecnie też twórcą niektórych anime zdarza się robić takie absurdalne rozwiązania, jak, kto by się przejmował samotnym dzieckiem, więc jakoś mnie to nie dziwi. Ogólnie o tytule nie słyszałam, ale z opisy wynika, że raczej nie mam po co go oglądać no chyba, ze dla absurdu, bo absurd lubię, ale chyba niekoniecznie taki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w tym przypadku absurd jest równy nieudanemu scenariuszowi. Panda jest tylko ciekawostką jak zaczynał Miyazaki lub jak wyglądały filmy przed powstaniem Ghibli (:

      Usuń
  5. aww te starsze produkcje mają w sobie tą potęgę, tą moc... i ten
    humor który nie zawsze przypadał mi do gustu :3
    panda i jej wyjątkowo prosta fabuła oraz absurdalne teksty i wytwory scenariusza widać odbiły się echem pozostawiając trwały ślad :)
    ach, brak logiki w takich produkcjach jej zabawny ^^
    ale na dłuższą metę wydaje mi się ze mój mózg mógłby tego nie wytrzymać :D świetna recenzja!
    pozdrawiam cieplutko ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie podobieństwo do Totoro jest uderzające, zwłaszcza ten uśmiech szaleńca ;) Pamiętam, że gdzieś o uszy obiła mi się nazwa "Panda Kopanda", ale dopiero po Twojej recenzji zdałam sobie sprawę co to tak naprawdę jest. Po Twojej opinii raczej by mi się to anime nie spodobało, ale w sumie fajna ciekawostka, bo bardzo lubię filmy Miyazakiego zwłaszcza "Totoro" i "Spirited Away".

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako fanka wszystkich prac Studia Ghibli, a zwłaszcza pana Hayao Miyazakiego muszę koniecznie zobaczyć to anime :)
    Bardzo fajny blog :)

    OdpowiedzUsuń

slider