30.5.14

O dziewczynie skaczącej przez czas - Tokikake.

Siedemnastoletnia Makoto Kunno jest wielką fanką baseballu, więc większość swojego czasu spędza wraz z Chiakim Mamiyą i Kosukim Tsudą, oddając się grze. Pewnego dnia, gdy Makoto sprząta szkołę, trafia do laboratorium chemicznego. Niespodziewanie przewraca się, a w czasie upadku doznaje wizji, podczas której zdaje się podróżować w czasie. Po wszystkim, mocno zdziwiona, odnajduje w swojej dłoni nieznanego pochodzenia urządzenie, które kształtem przypomina orzech włoski. Dziewczyna dochodzi do wniosku, że wizje oraz przedmiot muszą być ze sobą powiązane. Jednak jak?
Następnego dnia Makoto zasypia i pędem gna do szkoły na rowerze. Nagle traci kontrolę nad pojazdem, uderza w zaporę przejazdu kolejowego, wpada pod pociąg  i .. ginie. Chwilę później odzyskuje przytomność, zdając sobie sprawę, że ocknęła się tuż przed tragicznym zdarzeniem. Podejrzewa oto zjawisko cofnięcia się w czasie. By upewnić się, dziewczyna bierze długi rozbieg i odbija się od ziemi. Od tej pory zaczyna się zupełnie nowe życie Kunno.

Toki wo kakeru shoujo

Hasłem promującym TokiKake są słowa: A co Ty byś zrobił, gdybyś miał możliwość podróżowania w czasie? Hmm.. ja przeniosłabym się do przeszłości, albo równoległego wymiaru, albo.. dobra, dobra - wiemy, że nic z tego. No ale pomarzyć zawsze można. A jak to wygląda tutaj?

Historia jest dosyć stara, bo wymyślona w 1967 roku przez Yasutakę Tsutsui, jednakże odniosła ogromny sukces, o czym świadczyć mogą liczne produkcje: cztery filmy kinowe, jeden telewizyjny oraz serial - wszystkie z udziałem aktorów (Z tego co mi wiadomo, nie zobaczymy wersji telewizyjnej w internecie). Wszystkie łączą się genetycznie i fabularnie z mangą/anime, ale mają nieco inne zakończenia. Przyznam szczerze, że nie widziałam wszystkiego, raptem jeden film, anime oraz mangę. Bardzo bym chciała to zmienić w przyszłości, miejmy nadzieję, że tak się właśnie stanie : )
Wpływ noweli widzimy już od samego początku, gdy główna bohaterka przedstawia się w monologu wewnętrznym. Jej wyobrażenia o sobie nieco się mija z rzeczywistością, ale to nie zmienia faktu, że od razu nie można można jej nie polubić. Roztrzepana, energiczna, troszkę kapryśna Makoto zaskarbia nasze serducho. Bohaterka pragnie tylko jednego - dobrze się bawić, jedząc swój ulubiony budyń (<3) i wykorzystując nieco swój nowo nabyty dar. W trakcie filmu dostrzegamy jej przemianę wewnętrzną - dziewczyna zauważa jak niegdyś jej niedojrzałe myślenie czy bezsensowne zachowania wprowadziły ją w niemałe tarapaty. Zaczyna rozumieć, że zużywanie wyjątkowej umiejętności było niestosowne. Wszystko to odgrywa się na tle dramatycznych wydarzeń, które w większości były trudne do przewidzenia. Jednak nie oznacza to, że anime jest całkowicie pozbawione scen komediowych - ba, a najlepsze są te z udziałem właśnie Makoto.

Oprócz niej poznajemy także dwóch chłopców - diametralnie od siebie różnych. Spokojny, rozważny Kosuke oraz wesoły, rozgadany Chiaki. Ten drugi szczególnie zapada w pamięci przez swoją osobowość i także od razu darzymy do sympatią. Postać bardzo ważne, gdyż odgrywa  ogromną rolę, ale nie mogę Wam tego zdradzić. Jeśli jesteście zaciekawieni, zachęcam do obejrzenia anime.
Są też postacie drugoplanowe: koleżanki ze szkoły czy rodzeństwo Makoto, ale ich kreacje nie zostały rozwinięte w trakcie filmu. Mimo to całość ładnie się komponuje, scalając w spójny i realistyczny obraz szkolny, tudzież ukazując codzienność.
Na ogromny plus zasługuje oprawa graficzna, która w tym przypadku jest obłędna (nie zapominajmy, że anime liczy już sobie 8 lat!). Graficy w 100% wywiązali się ze swoich obowiązków, tworząc małe arcydzieło wizualne. Przedstawili nam realistyczne postaci, pozbawione wymyślnych kolorowych fryzur czy długonogich piękności, ale z prawdziwymi emocjami na twarzach. Można śmiało rzecz, że są one przeciętne, zwyczajny obraz młodych ludzi. Najbardziej przykuwają uwagę przepiękne tła. Graficy wykorzystali klimatyczne ujęcia, które tworzą szkoła i najbliższe okolice, dopracowując je z perfekcyjną dokładnością i szczegółowością. Osobiście dla mnie najbardziej urokliwa jest gra światłocieni, rzucane przez ostatnie promienie letniego słońca, tworząc sielską i nieco idylliczną atmosferę. Do tego stonowane, nie żrące po oczach kolory wspomagają w odczuwaniu realizmu serii.
Smacznym kąskiem jest także oprawa muzyczna, stworzona głównie przez jeden instrument, fortepian. Ścieżka dźwiękowa jest lekka, subtelna, wprowadza klimat późnego lata oraz powiew świeżości. Muzyka towarzyszy większości scenom, doskonale wkomponowując się w całość i oddając wszelkie emocje. Anime towarzyszy mocny utwór kończący - Garnet - w wykonaniu Hanako Oku, który zresztą jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych piosenek (z pewnością za sprawą charakterystycznego wokalu). 
Toki wo Kakeru Shoujo jest niewątpliwe ciekawym filmem, ukazującym, że nie tylko można stworzyć dzieło pod sławnym nazwiskiem i może śmiało nawet konkurować z produkcjami ghibli. Anime zmusza nas do innego spojrzenia na pewne sprawy, a za razem uczula nas na podejmowanie błahych decyzji, które mogą mieć niespodziewany wynik w przyszłości. Szczerze polecam!




13 komentarzy:

  1. Miałam styczność tylko z anime, ale bardzo mi się podobało. Zdecydowanie warte obejrzenia! Mam ochotę ponowić seans, może w wakacje się uda ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam! Ale cały czas miałam wrażenie, że to od ghibli :o
    Do filmu namówił mnie mój chłopak i choć początkowo niechętnie, to w końcu oglądnęłam. Bardzo fajny z ciekawym zakończeniem ^___^

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach widziałam film zaledwie tydzień temu (i też o nim pisałam xD) i byłam nim absolutnie oczarowana. Przede wszystkim urzekł mnie jego klimat - osadzenie na początku lata, bohaterka, która niby otrzymuje niesamowity dar za pomocą, którego mogłaby doprowadzić,do całkiem innej, bardziej zawiłej i poważnej historii, a wykorzystuje go do spraw niesamowicie przyziemnych... No i ta prosta, ale niesamowita grafika! (I nie zgadzam się, że 8 lat oznacza, że film musi mieć słabszą grafikę. Mój absolutny faworyt wizualny do dnia dzisiejszego, czyli Spirited Away, ma ich 13 :) ).
    Bardzo trafna recenzja, mam nadzieję, że zachęci więcej osób to tej znakomitej serii ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja film widziałam już z 5-6 razy i to kilka lat temu, mimo to wciąż te same emocje.

      Nie, nie chodziło mi, że im starszy tym gorsza animacja - im starszy tym mniejsze możliwości. Logiczne, bo z każdym rokiem technologia się rozwija (:
      Spirited Away owszem, ma świetną grafikę, ale warto spojrzeć na jeszcze starsze tytuły, które mają doskonałą. No a poza tym to Ghibli, inna kategoria :D

      Usuń
  4. Muszę się pochwalić, ale miałam okazję oglądać film w kinie :DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to elegancko! +10 do lepszego wrażenia (:
      Kiedyś widziałam w warszawskim kinie jakieś seansy anime, w tym Ghibli, ale TokiKake też było.

      Usuń
  5. Anime oglądała i również bardzo mi się podobało, seans oczywiście nie obył się bez chusteczek. Musze przyznać, że naprawdę lubię takie gorzko-słodkie pozycje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo lubię tego typu anime, zwłaszcza, że trafiam na nie zazwyczaj przez przypadek XD Szkoda, że tak mało jest tego typu produkcji.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakiś miesiąc temu zabrałam się za większość popularnych filmów anime bo miałam w tym braki XD Ten też oglądałam i bardzo mi się spodobał~

    OdpowiedzUsuń
  8. Dodam do listy do obejrzenia *o*

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam kiedyś mangę i spodobała mi się. W wolnym czasie na pewno skusze się na ekranizacje :) Dodatkowo spodobało mi się Summer wars, tego samego autora pod względem ekranizacji anime.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również chciałabym się zapoznać z innymi tytułami w podobnej konwencji. Lubię takie historie (:
      Film polecam, nie jest specjalnie długi (:

      Usuń
  10. Oglądałam i bardzo mi się spodobało. Lubię filmy science-fiction, które poruszają taką tematykę jak TokiKake. Grafika faktycznie była idealna w każdym calu. No i tryskająca energią Makoto jest po prostu genialną postacią :3

    OdpowiedzUsuń

slider