9.5.14

Matura to bzdura!

Uff, minął ten straszny, maturalny tydzień. Jeszcze tylko ustne i koniec! A pewnie większość z Was już zdążyła się zaznajomić z przeróżnymi opiniami na temat tegorocznych egzaminów dojrzałości. Niestety, w tym roku, zamiast pokazania owej "dojrzałości" ukażemy swoje super umiejętności, które niejeden egzaminator określiłby: "co za debil". 
Ale po kolei.
Dzień przed pierwszą maturą, a mianowicie z polskiego, rozmawiałam ze znajomymi z klasy i każdy jednogłośnie stwierdził, że nie chcą Potopu Sienkiewicza na wypracowaniu: "Jeśli będzie Potop to biorę drugi temat". Tak też zresztą większość zrobiła. Nie ukrywam, ja także nie przeczytałam tejże książki, ba, nie pokwapiłam się nawet o zapoznanie się ze streszczeniem. Jednakże gdy ujrzałam Wesele (które notabene przeczytałam + obejrzałam film) wolałam wybrać to, czego kompletnie nie znam niż męczyć się z czymś, co wydaje się być napisane pod wpływem.. Spodziewałam się tej lektury, więc nie była ona dla mnie zaskoczeniem. Cały czas trułam swojej rodzicielce "A jak będzie Potop? Ja nie chcęęę!", a w dniu egzaminu, gdy jeszcze leżałam w łóżku, sięgnęłam (w końcu) po plan wydarzeń. Szokiem był dla mnie temat, gdyż w klasach matematycznych nie poświęca się czasu na jakąś emocjonalność bohaterów (nauczyciele już są szczęśliwi, jeśli choć parę osób wie o czym była dana lektura). W każdym razie wiele z fragmentu dało się wyciągnąć toteż nie powinnam narzekać. Problem w tym, że kompletnie nie wiedziałam co pisać.. wypracowania skupiły się raczej na streszczeniu wspomnianego fragmentu niż jego analizie.. No, ale dobra, jest jeszcze czytanie. I tu kolejny pies pogrzebany, gdyż nie omawia się w liceum jakichś funkcji (fatyczna ?! o.O )... Jedyne, co nam pozostało to wiara w to, że jednak uda nam się uzyskać te 30%... z naszego ojczystego języka! 

Matematyka. Jako absolwentka mat-fizu ucieszyłam się na ten dzień, gdyż mogłam "zrehabilitować" się po haniebnym polskim. I co tym razem nam sprezentowano? Cóż, nie były to skomplikowane zadania, w końcu to podstawy, ale patrząc z punktu, że matura z matematyki jest obowiązkowa, a więc nie tylko klasy matematyczne ją zdają - co to miało być?! Od kiedy na podstawach jest logarytm, którego nie rozwiązuje się znanymi nam własnościami z karty wzorów (no, można się bawić jedynie z zamianą podstaw). Jednak to, co mnie najbardziej oburzyło to zadanie z osławionym turystą. Zastanawia mnie tylko, czemu na maturze z matematyki dają zadanie z fizyki. To tak, jakby w arkuszu z języka angielskiego znaleźć tekst po niemiecku.. O ile jeszcze w arkuszach z poprzednich lat były to zadania polegające na podstawieniu danych do wzoru na prędkość, o tyle w tym roku trzeba było się nagłówkować, by dopiero się zorientować, że chodzi o czasy. Podejrzewam, że zadanie z parabolką również przyniosło wielu humanistom nie lada kłopotów, podobnie z dowodami. 
Jeśli chodzi o mnie - nikogo nie zdziwię jeśli powiem, że znów zrobiłam głupie błędy, wynikające z mojej nieuwagi i niedoczytania (moja natura), więc niestety schrzaniłam matematykę i będzie to wynik oscylujący w osiemdziesiątkę. Jest mi strasznie przykro, bo całe 10% straciłam na nieostrożności. Niestety mogę winić tylko i wyłącznie siebie. 


No dobra. Dalej był angielski. Jeśli chodzi o poziom podstawowy miałabym dwa zastrzeżenia. Po pierwsze - pytania do czytania o delfinie powinny być bardziej sprecyzowane, gdyż ich dwuznaczność przysporzyła wiele kontrowersji, po drugie - stanowczo za mały limit słów na wypracowanie. Ludzie, podano tyle informacji, które mają być zawarte, że samo ich wypisanie przekracza 150 słów. Nie znam ani jednej osoby, która by nie musiała skreślać połowy zdań.
A jak wypadło rozszerzenie? Dziwne tematy wypracowań, a już najbardziej mnie powalił temat opowiadania o fotografie, który podczas sesji zdjęciowej ratuje komuś życie.. wat? o.O Autorzy szukali inspiracji do nowego filmu a la holiłudzkiego? W każdym razie najnormalniejszy wydawał mi się temat pierwszy, czyli rozprawka dotycząca pozytywów i negatywów jazdy z osobą doświadczoną w pierwszym roku od uzyskania prawa jazdy. Głupi, ale lepszy od hero fotografa. Kolejnym mankamentem była druga część egzaminu, w zasadzie z dwóch powodów:
- przewodnicząca, której podczas słuchania zachciało się drzeć karteczki, nie dając nam się skupić (dziękuję za zrąbanie 3 punktów, pozdrawiam!),
- zbyt mało czasu na czytanie.
Stwierdziłam, że lepiej by było oddać te 30 minut z wypracowania na rzecz czytania, gdyż po godzinie ludzie wychodzili, a na drugiej części brakło im czasu. A jeśli chodzi o całość (podstawy+rozszerzenie) to absolutnie nie powinno być to przeprowadzone w tym samym dniu. Każdy był zmęczony, dostawał bólu głowy i zwyczajnie nie skupiał się. A szkoda, bo mogli uzyskać wyższy wynik. Mnie też nie poszło, głównie za sprawą wspomnianej przewodniczącej i stawiam na wynik w granicach 50-70% (wszystko zależy od wypracowania).

No i wreszcie dzisiaj, rozszerzona matematyka. Jeśli ktoś z Was zdawał bądź po prostu widział arkusze z wcześniejszych lat, mniej-więcej wie, jakie zadania bywają na maturce. Był pewien schemat rozwiązywania, typowe, sztandarowe zagadnienia. W tym roku jedno było typowe! Po egzaminie niemal każdy wychodził z cisnącym się na usta: "co to kur*a było?!". Żal mi się zrobiło niektórych osób, które po prostu się rozpłakały. 
Po opublikowaniu arkuszy od razu pokazałam je mamie, która jest egzaminatorką i najlepiej wie, jak uczniowie wypadają na maturach. Przeraziła się, była strasznie rozgoryczona (dodatkowo nawet wypatrzyła błąd w treści jednego zadania). Ostatni miesiące całkowicie poświęciłam tylko i wyłącznie na rozwiązywaniu arkuszy, więc byłam bardzo dobrze przygotowana, pisałam je w granicach do 90-ciu%. Byłam pozytywnie nastawiona, nie bałam się (trochę spanikowałam, gdy usłyszałam o trudnej fizyce), jednak dziś, już po kilku zadaniach wiedziałam, że oto znalazłam się w dup.... Ostatecznie nie wyszło aż tak tragicznie, bo połowę punktów z pewnością udało mi się uzyskać, jednakże pozostaje pewien niesmak i pytanie Dlaczego? Może jedynym plusem tego wszystkiego będzie weryfikacja, kto naprawdę uczył się matmy, a kto tylko schematów? 

Ofiary starej reformy? Chyba tak powinno się nazwać rocznik '95. Jak to określił mój znajomy: 
"Zobaczycie, że za rok zrobią im maturę prostszą niż kiedykolwiek. Potem porównają z naszymi wynikami chociażby z dzisiejszej matmy, i powiedzą: Przeprowadziliśmy reformę i od razu o ile lepsze wyniki! "
Tym, co zdają w tym roku maturę pragnę złożyć najszczersze powodzenia! 
Reszta niech się nie martwi i bierze za naukę :D



5 komentarzy:

  1. Ogólnie mate układała Wam ta gorsza ekipa od matur, z tego co nam w zeszłym roku nasza matematyczka mówiła, więc w sumie nie ma się co dziwić, że były takie a nie inne zadania, więc serio współczuję. Sama cieszę się, że mam to już za sobą. Co do polskiego to też modliłam się, żeby nie mieć Potopu, bo kompletnie nic o tej książce nie wiedziałam. xD
    A co do rozszerzonego angielskiego to się zgodzę, też uważam, że więcej czasu powinno być na tę część ze słuchaniem i czytaniem niż na samo pisanie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oh, to współczuję~ I najgorsze jest to, że wyniki z matur są bramą do wymarzonych uczelni. Jak nie uzyska się dużo punktów, to można się nie dostać... Mi na szczęście trafiła mi się łatwa matma, ale też z własnej głupoty straciłam kilka punktów. A co do polskiego to w ogóle modliłam się o łatwą maturkę~ Byłam w tech ekonomicznym i takie przedmioty jak Polski czy Historia w ogóle mi nie pasowały XD

    OdpowiedzUsuń
  3. maturaaaaa xD jestem teraz w 2 klasie świeżo po weselu, a i tak temat maturalny wydał mi się całkowicie z dupy ._.

    OdpowiedzUsuń
  4. To aż straszne, jak bardzo prawdziwe są słowa zacytowane na końcu ._.

    OdpowiedzUsuń
  5. U mnie też wszyscy mówili, że będzie Potop XD. Przeczytanie streszczenia w pigułce i tak mi się do niczego nie przydało. Wiele można było wywnioskować z tekstu. W sumie, to wszystko. Wiesz? Jak dla mnie to wypracowanie było akurat łatwe, ale ja jestem typową humanistką, więc... i fakt. Funkcja fatyczna też mnie zaskoczyła, bo takiej się nie przerabia w szkole D; myślałam sobie: co to kurna jest? Może to inna nazwa na funkcję poetycką czy coś? Ale się nie dałam i to zadanie akurat mam dobrze.
    Niestety nie jestem ani na profilu mat-fiz ani na żadnym innym, bo jestem w technikum, więc u nas tak wielkiej wagi nie przywiązują do matury - z naszej klasy zdawało tylko 5 osób. Byłam załamana D: ale zadania zamknięte nie były takie złe. Otwarte - tragedia. Na dzień dzisiejszy wiem, że zrobiłam dobrze tylko to z prawdopodobieństwem - chwała. Z prostopadłościanem zrobiłam całe i robiłam je dobrze, ale już na początku się rypłam w obliczeniach (GOD, WHY?!?! 4 pkt. bym miała!), a turysta... tylko podstawiłam do wzoru i dane wypisałam D:
    W ogóle na angielskim pytania były trochę niesprecyzowane. Zawsze tak jest D: w delfinach strzelałam chyba w dwóch. A co do listu - zgadza się! Przecież ja miałam 180 słów i musiałam kreślić! No, jasna dupa, o co tu chodzi?
    Rozumiem twoje rozszerzenie z matmy t.t. Ja tak się czułam na podstawie. Przygotowywałam się tak długo, miałam już nawet po 60, 70% z podstawy, byłam przygotowana, szczęśliwa i.. taki wałek. Przez te matury boję się mojej jutrzejszej biologii.
    Powodzenia na ustnych!

    OdpowiedzUsuń

slider