17.5.14

Baletnica na motorze - RideBack.

Co ma wspólnego balet i robot? Wbrew pozorom bardzo wiele. No dobra, żartowałam, tak na prawdę to nic. Chyba, że pod uwagę weźmiemy identyczną liczbę liter w wyrazie.. albo anime RideBack. Pewnie jesteście ciekawi co to za cudak, więc postaram się przybliżyć Wam ową serię. Tak więc mózgu - do dzieła!

RideBack 
Balet na motorze

Największą pasją Rin Ogaty jest taniec. Pragnąc iść w ślady swojej zmarłej rodzicielki chce zostać rozpoznawalną baletnicą. Jednakże dziewczyna zostaje zmuszona do pożegnania się z marzeniami i przerwania obiecującej kariery przez kontuzję, której doświadczyła. Udaje jej się dostać na uniwersytet, gdzie trafia na klub, którego członkowie jeżdżą na tytułowych maszynach. Rideback to połączenie motoru z mechem i nasza bohaterka ma okazję przejechać się na jednym z nich. Od tego momentu zyskuje nową pasję, a doświadczenia zdobyte podczas nauki baletu zdają się pomagać w kontrolowaniu maszyny. Niestety wraz z nowymi przygodami, spadną na nią pewne kłopoty.

Tytuł ten sięgnęłam jeszcze w czasach gimnazjalnych, które zresztą miało wtedy swoją premierę. Szczerze mówiąc średnio je pamiętam, ale ostatnio wpadły mi w łapki amv'ki i powoli zaczęłam sobie odtwarzać fabułę. Zatem z góry przepraszam, jeśli pominęłabym jakiś ważny element recenzji.

A recenzję powinnam zacząć od słów: nie przepadam za mechami. I fakt, niewiele tytułów obejrzałam z tego gatunku (i nie zamierzam), ale RideBack był wyjątkiem. W takim razie co mnie skusiło.. hmmm.. po pierwsze to przymus napisania recenzji za czasów, gdy prowadziłam internetowy magazyn z przyjaciółmi (Świat Anime.. piękne wspomnienia), po drugie ciekawa grafika i plakat promocyjny, a po trzecie - dziwaczna fabuła. Jakoś za cholerkę nie pasowała mi tematyka, więc chciałam osobiście sprawdzić, co tym razem Japończycy wymyślili. Już pierwsze minuty wywoływały we mnie odpychające reakcje, jednak postanowiłam przemęczyć się i dać mu szansę. Nie da się jednak nie zauważyć dziur w fabule. Od początku zasygnalizowano, że akcja odgrywa się w niestabilnie politycznych czasach, a rządy należą do organizacji militarnej GGP. Nie wyjaśniono jednak skąd się ona wzięła, czemu jest taka sytuacja, jakie są jej stosunki z państwem. Po prostu zarysowano oś, do której wpakowano mieszkańców wplątanych w reżim polityczny, a w tym wszystkim gdzieś pojawia się główna bohaterka. Nie wiem jak dokładnie wydarzenia układają się w mandze, ale podejrzewam, że niespójność anime wynika z braku pomysłów producentów. I niestety, ale ogólny zarys nie wystarcza do odtworzenia jakiegoś sensownego wyjaśnienia.


Dwunastoodcinkowe anime powstało na bazie dziesięciotomowej mangi i nie odzwierciedla nawet połowy serii, a to skutkuje wyżej wspomnianymi dziurami. Tyle ile zostaje wprowadzonych wątków to tyle samo zostało okrojonych i niedopowiedzianych. Nierozwinięcie ich powoduje przyspieszone zakończenie, co na prawdę denerwuje widza. Pod tym względem produktem ekskluzywnym wydaje się być historia głównej bohaterki, która zasługuje na uwagę i rzeczywiście wciąga. Gdyby odrzucić wydarzenia odgrywające się w tle, uzyskalibyśmy ciekawe okruchy życia z niecodzienną fabułą. A tak mamy ciężkostrawną serię z miszmaszem gatunkowym, który znajdzie zwolenników, ale przyciągnie jeszcze więcej wrogów. 

Bohaterów jest sporo, lecz pozostają oni w tle potraktowani po macoszemu, zaś wysuwając na plan pierwszy Rin. Nie da się jej nie lubić. To co jest najbardziej interesujące w tej postaci to jej normalność i naturalność. Dziewczyna, bez zaplecza doświadczalnego jest miła, pogodna no i chyba przede wszystkim wytrwała. Nie brakuje też jej naiwności, ale nie takiej, która razi czy irytuje, tylko wprowadza w coraz nowsze kłopoty. Pomimo przeżycia wielu chwil emocjonalnych, jej psychika wciąż pozostaje niemalże nienaruszona, zaś dużo bardziej kształtuje swój charakter. Postać ta nie wymusza na nas sztucznych uczuć, co jest ogromnym plusem całego anime. Sama dostrzega swoje wady, a to już wyjątkowa cecha. 

Szczerze mówiąc, nawet nie wiem co napisać o pozostałych postaciach. Są tak bezbarwne, że aż boli. Jest tutaj kilka osób z kręgu moto-fanów-bardziej-i-mniej sympatycznych. Pojawią się dwie przyjaciółki Rin, które mają swoje pięć minut, ale i tak nie dane jest im je wykorzystać. Czarny charakter mieści się w całości GGP, z naciskiem na ich bossa, o którym i tak praktycznie nic nie wiemy. 


Za to pozachwycać się można nad stroną techniczną RideBack. Przeglądając kilka stron mangi można stwierdzić, że postacie nie odbiegają szczególnie od oryginału, a nawet ich papierowa wersja wypada nieco gorzej. Kreska jest prosta, ale bardzo charakterystyczna. Na ogromną uwagę zasługują tła, które cieszą oko swoją szczegółowością. Możemy podziwiać zmieniający się krajobraz i być świadkiem wszystkich pór roku. Mówiąc o serii nie sposób nie skomentować pojazdów. Bardzo podoba mi się oryginalny projekt motora-mechy, posiadającego niezwykłe funkcje jak chociażby jazdę na dwóch kołach i zdolność do popisowych akrobacji, zresztą bardzo zjawiskowych. I mimo wykonania ich w 3D to elegancko wpasowują się w tradycyjną animację (co dobrze widać w openingu). Sama animacja też zasługuje na pochwałę. 

Soundrack, mimo, że nie w moim osobistym guście, trzyma bardzo wysoki poziom. Głównie są to spokojne melodie fortepianu i skrzypiec, a w bardziej dynamicznych scenach możemy usłyszeć elektronikę. Zarówno opening jak i ending wyróżniają się. Pierwszy tytułowy utwór wykonuje Mell, idealnie wpasowany klimatem do serii, z mocno zniekształconą angielszczyzną. Ale moim faworytem jest ending, śpiewany przez koreańską wokalistkę Younhę. Oba utwory możecie odłuchać poniżej:


Pomimo tych wszystkich wad, muszę szczerze stwierdzić, że niestety.. oglądało mi się dobrze. Po pozornie ciężkim klimacie serii, anime okazuje się być lekkie i nie wymagające szczególnego myślenia, bo gdy zaczyna się to robić - cóż - wynikają z tego powyższe wnioski. W każdym razie decyzja czy warto oglądać czy też nie jest trudna i od Was zależy podjęcie ryzyka. A nóż może się akurat spodoba? Kto wie!




8 komentarzy:

  1. Nie oglądałam, ale skoro grafika ładna, do mecha nic nie mam a i fabuła nie najgorsza to może warto byłoby się skusić? xD Ale nie teraz, wszelkie plany zostawmy sobie na wakacje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jest to coś ciut innego i nieco oryginalnego. Można spróbować obejrzeć, a może akurat Ci się spodoba..

      Wakacje od jutra! Ale wcześniej zdać ustny polski.. Będzie ciężko.

      Usuń
  2. Myślę, że się zabiorę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też nie przepadam za mechami, jedynie w "Code Geasaie" i "Evangelionie" jakoś je przebolałam ;) Jak nie będę miała co oglądać to rzucę okiem na ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mogę podejść do tych serii choć do CG próbowałam. Odrzuca mnie gatunek, no nic nie poradzę :c

      Usuń
  4. Mechy to gatunek również nie dla mnie, aczkolwiek Twoja recenzja tego tytułu mnie zaintrygowała. Na wakacje na pewno oglądnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę (:
      W sumie patrząc z dalszej perspektywy to animu wcale złe nie było!

      Usuń

slider