9.3.14

Stokrotka na telefon - Dengeki Daisy.

Rozgrywający się romans (telefoniczny) na tle hakerskiego przekrętu. W tym szaleństwie jest metoda, ale czy słuszna i udana? Tym razem weźmiemy pod lupę mangę, która okazała się podbić serca dziewcząt, otrzymując zaszczytne miejsce na półkach większości z nich. Proszę państwa, o to Dengeki Daisy!

Fabuła początkowo skupia się na szesnastoletniej Teru Kurebayashi, alias Panna Deska, która po stracie rodziny musi radzić sobie sama w wielkim świecie. A nie jest to łatwy orzech do zgryzienia, tym bardziej, kiedy z każdej strony czyha na Ciebie niebezpieczeństwo. Jednakże prawdziwe piekło zaczyna się, gdy przypadkowo tłucze jedną ze szkolnych szyb, narażając się tym samym na dłuższe towarzystwo tlenionego ciecia. Szkolny woźny bierze na siebie odpowiedzialność, pokrywając koszty wyrządzonej szkody acz pod warunkiem, że Teru odpracuje swój dług. I tak, uzbrojona w miotłę oraz męską czapkę z daszkiem, staje się prawą ręką-niewolnikiem swojego oprawcy wybawcy.

" W sercu tornada nieszczęścia uśmiechnął się do Ciebie los"

Wydawać by się mogło, że wszystkie dotychczasowe wydarzenia, które dotknęły dziewczynę powinny ją złamać. Jest jednak zupełnie inaczej - Teru to pełna pozytywnej energii młoda kobieta, której uśmiech mógłby uleczyć największego smutasa. Któż z nas nie chciałby takiego usposobienia? Ach, chyba nie istnieje taka osoba. Zatem co, albo kto popycha ją wciąż na przód? Sprawa jest całkiem prosta: Souichirou - brat naszej bohaterki - na łożu śmierci wręcza siostrze numer telefonu do niejakiego Daisy, który ma stać się opoką dla dziewczyny. Teru nigdy nie widziała Daisy'ego na oczy, zresztą nawet nie zna jego prawdziwej tożsamości. Mimo to ufa mu bezgranicznie i cały czas na nim polega, kontaktując się za pomocą sms'ów. W ten sposób może normalnie funkcjonować do czasu, gdy w jej życie z buciorami wkracza wypomniany wyżej woźny - Tasuku Kurosaki
Wielkie mi mecyje, chyba nie zaskoczę nikogo faktem, że pod owym tajemniczym pseudonimem Daisy ukrywa się właśnie Kurosaki, który w całkiem sprytny sposób wiąże jej los ze swoim. Oczywiście Teru o niczym nie wie i nawet się nie domyśla, że jej ukochany jest cały czas obok. Tym bardziej, kiedy wykorzystuje dziewczynę do wszelkich prac, by sam mógł sobie poleżeć do góry brzuchem i poobijać się, oszczędzając energię na ewentualne dogryzanie swojej podopiecznej. Nie jest jednak złośliwy. Wyraźnie czuć, że dziewczyna nie jest mu obojętna. Tylko czemu ukrywa przed nią swoją tożsamość? Tego nie wie nikt..

Dengeki Daisy byłby zwykłą serią z gatunku shoujo, gdyby nie dodatkowy wątek kryminalny, który obok rozgrywającego się romansu stanowi główną oś fabularną. Brat Teru, nadzwyczaj utalentowany informatyk, długo pracował nad specjalnym programem dopóki śmierć nie zajrzała mu w oczy.
Spoiler! :

Zaś jego oprogramowanie, które zresztą zaginęło, uważa się, że jest powiązane ze złamaniem przez Souichirou kodu wirusa jack frost, opracowanego nota bene przez Kurosakiego.
Ten niebezpieczny program jest pożądany przez wielu oprychów, którzy chcą ożywić go dla własnych celów. A któż inny nie jest podejrzany o jego posiadanie niż siostrzyczka? Od razu znajduje się na celowniku i niejednokrotnie wpada z tego powodu w poważne tarapaty. W każdym przypadku przychodzi jej z pomocą Daisy, który angażuje się w sprawę pośrednio, przez swoich ludzi lub bezpośrednio, jako Kurosaki. Warto zaznaczyć, że cała ta sytuacja wokół Teru sprawia mężczyźnie wiele przykrości, gdyż - jak autorka wyraźnie zaznacza - obwinia się za śmierć Souichirou, mimo, że ta była wynikiem poważnej choroby.

Manga ma wyjątkowo rozbudowaną fabułę z ogromną ilością wątków. Podczas gdy typowe shoujo rozgrywa się między głównymi bohaterami i ich codziennym, szkolnym życiem, Dengeki Daisy wciąż dorzuca nowe wydarzenia. Ale.. manga ma podstawową wadę - jest zbyt monotonna. Początkowo czytało mi się na prawdę przyjemnie i z wielką chęcią sięgałam po kolejny tom. Wszystko się zmieniło, będąc gdzieś w połowie serii. Moje czytanie wyglądał mniej-więcej tak: "przerzucam strony-czytam-czytam-przerzucam strony" itd. Akcja w pewnym momencie stała się za bardzo zagmatwana, przez co pozostawiała pewien niesmak. Odniosłam wrażenie, że autorka nie miała większych pomysłów i na siłę wpakowała to.. co zresztą wpakowała. Samo zestawienie tych dwóch, tak bardzo odmiennych od siebie gatunków przygniotło cały klimat, gryząc się wzajemnie. Dla mnie autorka przesadziła i z ciepłej, niezobowiązującej serii doprowadziła do przesiąkniętego patosem wytworu, przywołującego depresję. Historia, postacie, ich myśli, nastrój - wszystko to przygnębiało, a mnie dziwnie przypominało argentyńską telenowelę.. no halo, pani autorko? Opamiętaj się!

Natomiast plusem dla mnie jest sama relacja między głównymi bohaterami. Autorka ładnie rozmieściła jej rozwój, robiąc to stopniowo, bez zbędnych przyśpieszeń. Każdy kolejny krok wynikał z wzajemnego poznania się, zmiany sposobu myślenia, co w ogólnym kształcie wyszło bardzo naturalnie. Od kąśliwych uwag, bardzo żartobliwych scenek, po silną, nierozerwalną, a przede wszystkim dojrzałą więź, zbudowaną na wspólnym doświadczeniu i przygodzie.


"Jeśli życie doprowadza Cię do łez, poproś kogoś o wsparcie"

Wykonanie Dengeki Daisy jest całkiem przeciętne. Kreska wygląda przyzwoicie, postacie są ładnie zaprojektowane, nie ma też większego problemu z odróżnieniem poszczególnych, aczkolwiek trochę brak w niej życia. Zdarzają się błędy w proporcjach ( na szczęście nie biją po oczach ), ale największą wadą są postacie w formie super-deformed, bo o ile w takich seriach jak np. K-ON to było urocze, o tyle tutaj jest po prostu brzydkie i niestety niszczy całość. Uwagę przykuwają także tła, ale z powodu wiejącej z nich pustki i ciągłego uczucia jakiegoś braku. 

Oceniając mangę pod kątem kryminału jest to raczej marna seria, która posiada wiele niedociągnięć fabularnych i może przyprawić o poważny ból głowy. Zaś jeśli spojrzymy na nią jako produkcję shoujo, Dengeki Daisy wypada całkiem przyzwoicie i można pokusić się o znajomość tego tytułu, bo w tym gatunku jest to manga dosyć ciekawa i w miarę oryginalna. Jednakże końcowe zdanie należy tylko i wyłącznie do Was.



9 komentarzy:

  1. Do mnie niestety Dengeki nie trafiło, znaczy tak, jestem jeszcze na początkowych tomach i najbardziej interesujący wydaje mi się właśnie ten wątek informatyczno-kryminalny, oczywiście z przymrużeniem oka. Moim zdaniem stanowczo ożywia to te romansidło i sprawia, że nawet osoby nielubiące shoujo są w stanie z mniejszym lub większym zaangażowaniem wciągnąć się w losy bohaterów. Jak pisałam wyżej, ogólnie seria mnie nie porwała, ale nie zniechęciła na tyle, bym porzuciła czytanie, niemniej jednak sama nie chciałabym mieć tej mangi na półce. Na plus główna bohaterka, przynajmniej na razie, bo nie wkurza, humor różny, ogólnie jestem wybredna na tym punkcie, więc mało co mnie śmieszy. Jestem też fanką rozwiniętych wątków pobocznych, więc mam nadzieję, że o innych bohaterach w przyszłości będzie więcej (obecnie jestem na bodajże 4 albo 5 tomie).
    A i ogólnie bardzo fajnie napisana recenzja. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie jestem fanką tej serii, a wątek kryminalny w moim odczuciu jest tragiczny (zresztą jak napisalam w recenzji). Jesli chce sie siegnac po tytul z tego gatunku to lepiej omijac DD szerokim łukiem, a zapoznać sie blizej np. z Prophecy (:

      Usuń
    2. No to akurat wiadomo, ale w romansach te wątki poboczne nigdy nie są jakieś cudowne, niemniej jednak uważam, że to fajna odskocznia, bo jest naprawdę niewiele serii, które przetrawię jako romans dla romansu. xD

      Usuń
  2. Popieram. Na tle kryminalnym leży, ale jako shoujo, leciutki romansik - manga jest boska!
    Uwielbiam Dangeki Daisy za głównego bohatera *____*

    OdpowiedzUsuń
  3. A mnie tam się podoba ^^ Wysokiego-poziomu-wszystkiego oczekuję raczej od książek, natomiast mangi mają być po prostu uprzyjemnieniem wolnego czasu, a czytając DD, robi mi się często cieplutko na serduchu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem po 5 tomikach i strasznie szybko je przeczytałam. Byłam wtedy w trakcie sesji i nawet to mnie nie powstrzymało, żeby odłożyć DD na później XD I mi też bardzo spodobała się relacja pomiędzy Kurosakim a Teru. I dzięki temu tak mi się ta seria spodobała :)
    Na półce stoją kolejne tomiki, ale nie mam aktualnie humorku aby po nie sięgać, więc też nie mam porównania jak to tam się dalej toczy :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Dengeki Daisy to tak w zasadzie trochę parodia klasycznego shoujo, podobnie jak większość mang tej autorki :) Mnie seria nie zaczęła nudzić, wręcz przeciwnie, im dalej, tym ciekawiej. Od samego początku było widać, że DD tylko startuje z poziomu komediowego i potem fabuła stopniowo będzie coraz to poważniejsza. Co do kreski, to na początku jest dość słaba, ale widać wyraźną tendencję zwyżkową na przestrzeni tomów. W starszych mangach autorki super-deformed wyglądają jeszcze straszniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakoś nigdy nie interesowała mnie ta manga. Raczej nie przepadam za tym gatunkiem, więc sobie odpuszczę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałam zamiaru kupić tą serie na przyszłość, ale jakoś muszę oszczędzać pieniędzy, więc jednak odpuszczę sobie kupienia tej mangi. W końcu są inne lepsze XP

    OdpowiedzUsuń

slider