25.12.13

Fantastyczna podróż - Ruchomy zamek Hauru.

Zawsze, gdy zbliżają się święta dopada mnie sentyment do filmów anime, które mimo odpalania po raz enty, przynoszą dokładnie tą samą radość. Jak co roku, trzymając kubek z gorącym kakao lub innym ciepłym płynem, odpływam w magicznym świecie kreowanym przez studio Ghibli. Dziś, w ten słoneczny, świąteczny dzień, przy przeładowanej ozdóbkami choince i misiem Pandą pod ręką, zapraszam Was w fantastyczną podróż, pisaną między światem baśni, a dziewiętnastowieczną rzeczywistością! 

Ruchomy zamek Hauru

Akcja filmu rozgrywa się na przełomie XIX i XX wieku, w ogarniętym wojną państwie, do złudzenia przypominającym Austro-Węgry. Osiemnastoletnia Sophie prowadzi niewielki sklep z kapeluszami, należący do jej zmarłego ojca. W miasteczku dzieją się dziwne rzeczy, wśród których wyłania się historia o czarnoksiężniku Hauru oraz jego ruchomym zamku. 
Pewnego dnia młodziutka Sophie napotyka przystojnego młodzieńca, z którym żegna się w bardzo nietypowej atmosferze i wraca do swojej pracowni, gdzie odwiedza ją otyła Wiedźma z Pustkowia. Po krótkiej i niemiłej konwersacji, wiedźma zamienia ją w dziewięćdziesięcioletnią staruszkę, pozostawiając bez dalszych perspektyw na życie. Sophie postanawia opuścić rodzinny dom i wyruszyć w poszukiwaniu słynnego ruchomego zamku. Już na początku swojej podróżny napotyka na magicznego stracha na wróble, którego pieszczotliwie nazywa Pan Rzep. To on wskazuje jej drzwi wejściowe do zamku, który 'chodzi' dzięki magicznego mocy demona Calcifera.


Hayao Miyazaki, bez wątpienia największa duma studia Ghibli, odpowiada za takie tytuły jak: Laputa - podniebny zamek, Mój sąsiad Totoro, Księżniczka Mononoke, aż w końcu W krainie bogów. Zdawać by się mogło, że po tym ostatnim tytule nie będzie w stanie wyreżyserować coś równie doskonałego, albo przynajmniej powtórzyć ten sukces. Ale nie Miyazaki! Japoński mistrz filmów anime po raz kolejny zaskoczył swoich fanów, stając na wysokości zadania. 
To, co różni Ruchomy zamek Hauru od innych pozycji to jego geneza. Tym razem Miyazaki wzorował się na amerykańskiej powieści Diany Wynne Jones, do której dodał swoje miyazakowkie cuda. Wielu zarzucało mu niezgodność z oryginalną fabułą lub pozmieniane wątki, czy historie bohaterów, ale sama autorka powieści była tak zachwycona, że dostał jej błogosławieństwo. Osobiście, Ruchomy Zamek Hauru jest moją ulubioną pozycją, a jeśli ciekawi Was dlaczego, to zapraszam do dalszej części.

To, co sprawia, że łakniemy dalszego oglądania to niesamowita, wręcz genialna, kreacja postaci. Zaczniemy od głównej bohaterki. Poznajemy ją jako skromną, nieśmiałą i nieco wyalienowaną dziewczynę, która może nam przypominać niezdarnego cielaka (co trochę przyprawia o niechęć). Jednakże pod wpływem zaklęcia przechodzi ogromną przemianę, nie tylko tą zewnętrzną, ale przede wszystkim wewnętrzną. U Hauru zatrudnia się jako sprzątaczka, żartując sobie, że jest wiedźmą czystości. Staje się pewna swego, stanowcza i chce się krzyknąć - 'w końcu' - przejmuje inicjatywę. Natomiast zabawna sytuacja wynika z głębszego poznania głównego bohatera. Początkowo tajemniczy, pełen wdzięku i uroku czarnoksiężnik zachwyca po to, by za chwile rozśmieszyć widza swoim zdziecinniałym usposobieniem. Hauru jest jak sławetny rollercoaster, raz wznosi się, stając się pewnym i dumnym magiem, a za moment wpada w dół, ukazując swoje słabostki. Między górą, a dołem czeka go wiele zakrętów, by na samym końcu wyjść na prostą.
Kolejną niezwykłą postacią jest wspomniany demon Calcyfer, który wprowadza sceny humorystyczne. Ten sympatyczny i uroczy płomyczek posiada ogromną moc, która napędza zamek do przemieszczania się. Ponadto jego konwersacje z Hauru przypominają kłótnie między małżonkami. Wydawać by się mogło, że tak infantylna i prosta postać winna być pozbawiona głębi, ale tak nie jest.
Warto wspomnieć o chłopcu Marku, który jako prawa ręka naszego czarnoksiężnika, pod przebraniem starego brodacza, robi interesy z mieszkańcami. To on jako pierwszy tworzy ogromną i silną więź z Sophie, traktując ją jak członka swojej rodziny, której nie ma.
Na koniec pozostaje Wiedźma z Pustkowia. Przyznaję, że jej wątek został zmieniony na korzyść filmu. Stara wiedźma nie zostaje przedstawiona tylko i wyłącznie jako bezduszna starucha - czarny charakter jest przykrywką dla tej samotnej i zrozpaczonej kobiety. Rzuca zaklęcie na Sophie, ale.. no właśnie. Nikt nie powiedział, że tak po prostu rzuciła zaklęcia postarzające. Zatem, jak działa owa klątwa?
Ruchomy zamek Hauru ma niezwykły wachlarz postaci i choć pod pozorną prostotą, mają one złożone oraz niebanalne charaktery. Dzięki temu stają się one bardziej prawdopodobne, a co za tym idzie - autentyczne.


Dobrze, postacie obgadane to czas wspomnieć coś o świecie przedstawionym. Akcja nie dzieje się w jednym miejscu. Bohaterowie przemieszczają się w czasie dzięki mocy Calcyfera. Także nasi bohaterowie przybierają różne tożsamości. I tak Hauru to również Pendragon jak i Jenkins. Intrygujący jest sam zamek. Jego projekt jest bardzo bajkowy i niezwykły. Poruszająca się kupa złomu na dwóch kurzych nóżkach :D. Oko się cieszy widząc wspaniałe pejzaże (spójrzcie tylko na górzystą scenerię!). Tutaj każde miejsce ma swój klimat i .. temperaturę. Kolory są różnorodne, od pastelowych błękitów i zieleni, przez szare, ponure pustkowie, aż po ognistą miejską scenerię, pochłoniętą wojną. Miyazaki wie jak sprawić, by znów poczuć się dzieckiem. Piękne projekty komnat, wystrój zamku (sypialnia Hauru!), dbałość o detale.. aż chce się wejść w ekran. Trochę razi muzyka i nie, nie dlatego, że jest zła, ale będąc w europejskich klimatach aż prosiłoby się o  nasze kompozycje.
Ale nie obyło się od wad.
Zakończenie pozostawia wiele do życzenia. Końcowe etapy filmu budzą mieszane uczucia, bo jest świetnie, prawie doskonale, a tu bum, i coś nagle się zepsuło, jakby czar prysł. Nie wiem, czy tylko ja to tak odbieram, ale mam wrażenie, że to jakiś żart od producentów. Osobiście uważam, że wątek wojenny był niepotrzebnie naciągany i można go było śmiało ukrócić do minimum, gdyż jak wspomniane zakończenie - ogłupia i śmieszy.


Ruchomy Zamek Hauru, po sukcesie W krainie bogów, stawiał wysokie oczekiwania. Pozostawił ogromne kontrowersje wśród fanów studia Ghibli, a przede wszystkim Hayao Miyazakiego. I mimo, że Miyazaki po każdym nowym wyreżyserowanym filmie mówi, iż jest on tym ostatnim to wszyscy mają nadzieję, że jeszcze coś nowego dla nas stworzy. I bardzo bardzo bardzo polecam polski dubbing ;).


10 komentarzy:

  1. Boże, kocham Ruchomy zamek Hauru! Kiedyś, dawno temu, dała mi go na płycie koleżanka. Od tamtej pory co jakiś czas do tego wracam *____* piękna i nietypowa historia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Oglądałam go właśnie z polskim dubbingiem, który jak jeden z nielicznych był naprawdę sympatyczny i miło się go słuchało. <3 hauru uwielbiam a sam film należy do trójki moich ulubieńców od Studia Ghibli. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba przyznać, że co jak co, ale dubbingowców mamy rewelacyjnych ^^. Tak jak nie lubię filmów dubbingowanych, tak Ruchomy zamek Hauru mogę tylko taki oglądać (oryginał mi nie leży).

      Usuń
  3. Ja jakoś nie potrafię docenić Hauru. Rozum mówi: cudo, majstersztyk! Ale jakoś tak... Nie wiem.
    Za mało było moim zdaniem okazywania uczuć, ot jeden pocałunek :C.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie smutaj c:
      Z produkcji ghibli raczej nie zobaczysz romansideł, gdyż nie ten aspekt jest tutaj priorytetem, a więź psychiczna (nie fizyczna) między bohaterami (:

      Usuń
  4. Zamek Hauru mi się podobał, jednak moim zdaniem z produkcji studia Ghibili nic nie przebije (nawet nie Spirited Away) Księżniczki Mononoke :D.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oglądałam tylko raz, właśnie z polskim dubbingiem, ale było cudne, muszę to powtórzyć! Spirited Away plasuje się u mnie na pierwszym miejscu, ale Ruchomy zamek Hauru stoi chyba tuż za nim ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oglądałam w częściach i czekam aż moja długa lista się skończy i z całą pewnością się za to zabiorę ^ ^ Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  7. Momentami lejesz wodę, ale nie zmiana to faktu, że twój blog jest dobry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie twierdziłam, że dobrze piszę. Po prostu wyrażam swoją opinię (:
      Dziękuję za pochwałę.

      Usuń

slider