25.11.13

Tajemnice dzieciństwa - Kanon.


Kanon 2006
"Miłość przychodzi znienacka...ble, to babskie czytadło... sraczka też przychodzi znienacka".

Zima. Chłopak imieniem Yuuichi przyjeżdża do dawno nieodwiedzanego, pewnego japońskiego miasteczka. Z bliżej niejasnych przyczyn, musi na jakiś czas pozostać u swojej ciotki i uczęszczać do tutejszej szkoły. Miasto to nie jest dla niego zupełnie obcym. W dzieciństwie regularnie je odwiedzał w czasie ferii. Niestety, przez pewne zdarzenie, chłopak stracił wszystkie wspomnienia sprzed siedmioma laty. Wokół naszego bohatera zaczyna się poszerzać grono postaci, które wydają się znać chłopaka. Stąd narastają coraz dziwniejsze pytania, na które znaleźć odpowiedź nie będzie tak prosto. 

Powiedzenie czegoś więcej o fabule grozi zbytnim zaspoilerowaniem fabuły. Cała przyjemność z oglądania tej serii pochodzi ze stopniowego odkrywania kolejnych tajemnic bohaterów, a są one ciekawe, mniej ciekawe oraz naprawdę intrygujące. Dzięki temu zabiegowi, wrażliwsi widze Kanonu będą w ciągłym napięciu emocjonalnym. Sprawi to, że nie będą mogli oderwać się od ekranu monitora. Cała historia jest utrzymana w melancholijnej jak i zarówno tajemniczej atmosferze. W sumie to widz będzie mieć taką samą frajdę z oglądania jakoby trzymał w ręku naprawdę dobry kryminał. 

"Twój mózg chyba strajkował, gdy zachodziła ewolucja"



Przybliżmy się teraz postaciom. Wspomniany wyżej Aizawa Yuuichi to nastolatek, zamieszkujący ze swoją kuzynką. Jest nieco złośliwy, lubi drażnić wszystkich wokół siebie, a utrata wspomnień nie specjalnie mu przeszkadza. Sprawia nawet wrażenie, że nie ma najmniejszej ochoty aby dowiedzieć się tego i owego o sobie. Pewnego dnia, podczas zakupów wpada na niego dziewczynka imieniem Ayu, która uciekała przed rozzłoszczonym sprzedawcą taiyaki. To pierwsza postać, która jest owiana pewną tajemnicą. Poprzez swoje bardzo 'radosne usposobienie' Yuuichi jest w siódmym niebie z docinkami i wrednymi uwagami ku jej osoby. Dowiaduje się, że dziewczynka czegoś poszukuje, czegoś dla niej bardzo ważnego. W tym samym dniu poznaje kolejną białogłowę - Shiori, schorowaną dziewczynę, która nie może uczęszczać do szkoły. Następnie napada go płomiennowłosa Makoto, która twierdzi, że go nienawidzi. Zarówno jak nasz główny bohater, jej pamięć jest mocno ograniczona, z tym, że ona pamięta tylko swoje imię (choć jego przypomnienie jeszcze trochę potrwa ) i chęć zemsty na chłopaku. Można powiedzieć, że Aizawa do chodzący pech, wydzielający jakieś dziwaczne feromony. Wianuszek owych piękności zamyka nam małomówna koleżanka Sawatari Mai, uwaga, łowczyni demonów. Tak, tak, można się nieco zagubić pośród tych bohaterów, jednakże, jak już wspomniałam wyżej, całość jest spójna i dobrze poskładana, wszystkie wydarzenia następują kolejno po sobie, dodatkowo jakby jedno wypływało z drugiego. Dzięki temu nie będziecie mieli wrażenia, że jakiś epizod został zakończony a reszta jest jakaś taka oderwana z czasoprzestrzeni. Jedną z ważniejszych postaci jest także kuzynka Yuuichiego - Minase Nayuki. Ta, choć na to nie wygląda, przewodnicząca klubu lekkoatletycznego to wielki śpioch. Jest nieco powściągliwa w okazywaniu uczuć jednakże to właśnie ona, pośrednio, przyczynia się do powrotu pamięci kuzyna. 


Yuuichi nie byłby sobą, gdyby nie pomagał swoim przyjaciołom. I choć przed tym się na marudzi to i tak można na niego liczyć w każdej chwili. Wspomnienia stopniowo będą wracać, ale nie wszystkie one będą radosne. Po znamienitym studiu KyotoAnimation ( m.in Air, Clannad, K-ON, Melancholy of Haruhi Suzumiya ) można się spodziewać niemalże każdego zakończenia. Jeśli lubicie serie pełne napięcia to Kanon będzie dla was w sam raz. 

Fakt, który mi niestety przeszkadza w Kanonie to zbytnia fantastyka i magia, która sprawia, że seria, która mogłaby być idealna, jest mocno naciągana i nierealistyczna. Zniosłabym wszystko dzielnie, ale wprowadzenie zjaw, które zwalcza Mai jest dla mnie ślepym trafem. Po cóż to? Bez tego anime i tak byłoby cudowne! To jedyny słaby punkt tej serii, więc resztą nie ma się co zamartwiać. 

Z ciekawostek, seria ta jest remake'm Kanona z 2002 roku. Znacząco dużej zmianie uległa grafika, animacja oraz muzyka, a przede wszystkim bardziej pogłębiono charaktery naszych postaci. Anime zostało stworzone na podstawie gry eroge (!), jednakże wszelakie sceny erotyczne zostały zdematerializowane, więc jeśli Wam przeszkadza zbytnia nagość w takich produkcjach - tutaj nie musicie się o to martwić. Pod tym względem Kanon jest całkowicie bezpieczny. 

Muzyka w tej serii ma naprawdę bardzo magiczną otoczkę. Opening "Last regrets" wprowadza nas do zupełnie innego świata, przepełnionego ciepłem, choć paradoksalnie przedstawia zimę. Ending "Kaze no Tadori" jest bardziej żywy i mocno energiczny. Nie jest już tak dobry jak utwór poprzedni, ale... i tak myślę, ze większości się spodoba.

A skoro jesteśmy już przy sprawach technicznych to nie sposób wspomnieć o cudownej grafice i jeszcze lepszej animacji. Choć jest to dość 'kawaiista' kreska ( zresztą charakterystyczna dla Keya ) to jest ona bardzo miła dla oka i sprawia, ze postacie od razu wydają się być sympatyczne. Warto przyjrzeć się bliżej tłom i widoczkom. Tutaj niemalże wszystko jest wykonane perfekcyjnie, spadający śnieg, przelatujące samoloty, snujące się po niebie chmury... aż dech zapiera. 


Podsumowując: Kanon uważam za bardzo udaną serię, więc Key nie ma się czego wstydzić. Jest to ciepła i bardzo piękna historia kilku odmiennych i bardzo wrażliwych postaci. Jest to również obyczajówka połączona z dramatem, więc radziłabym zaopatrzyć się w chusteczki, gdyż niektóre sceny mogą wycisnąć z człowieka wszystkie łzy. Dla fanów Key'a seria obowiązkowa! 


11 komentarzy:

  1. Lubię produkcje Key'a, ale Kanon wpadł aż tak w moje gusta i bardziej mnie nudził niż ciekawił :) Clannad lepszy pod tym względem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś szykowałam się do Air, ale jednak nigdy do żadnego tytułu z tej tetralogii się nie zabrałam. Od czego zacząć?

    OdpowiedzUsuń
  3. "Powiedzenie czegoś więcej o fabule grozi zbytnim zaspoilerowaniem fabuły." nieładnie tutaj wygląda powtórzenie "fabuła". Poza tym recenzja dobra :).

    Kanon bardzo mi się podobał, dziwnym trafem mnie też denerwowały niektóre wątki fantastyczne. Chociaż spośród Clannadu, Air i Kanonu najbardziej lubię właśnie Kanon (jeśli nie brać pod wagę Clannad After Story, który zdecydowanie bije wszystkie produkcje KyoAni na głowę) :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Kanon to jedna z naprawdę nielicznych serii, których od KyoAni jeszcze nie wiedziałam, niemniej jednak oczywiście planuję to nadrobić, gdyż bardzo lubię angst jaki serwuje nam to studio i wiele dobrego się o tej produkcji naczytałam a widzę, że Ty również chwalisz tę serię. xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak bardzo Maximum the Hormone w tle <3

    OdpowiedzUsuń
  6. "Air", "Kanon" i "Clannad" to serie tak do siebie podobne, że aż boli, ale i tak oglądałam je z wielką przyjemnością. Oczywiście kreska nie wszystkim może się spodobać, ale fakt tła są cudowne! Tak samo jak charakterystyczne już openingi i endingi Lii ;) Ja tam najbardziej właśnie lubiłam wątek z Mai ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powodzenia na maturach próbnych ;) GAMBATTE!

      Usuń
    2. Dzięki, dzięki, ale maturki dosyć kompromitujące i zawstydzające moją wiedzę :D Na pewno najlepiej poszedł mi podstawowy angielski. Polski porażka, matma podstawowa bez rewelacji, a rozszerzona.. o dziwo lepiej od podstaw o.O

      Usuń
  7. Zbieram się i zbieram do obejrzenia, ale jakoś nie wychodzi. Zewsząd dobiega jednak zachwyt nad tą serią, więc kiedyś wreszcie się za nią wezmę. ;) Niestety, obecnie nie mam zbyt dużo czasu na oglądanie czegokolwiek. Tym bardziej, że kolokwium z kanji zbliża się wielkimi krokami D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kanon najlepiej się ogląda, gdy już śnieg leży za oknem (:
      To się ucz, a nie w internetach siedzisz :*

      Usuń
  8. Też uwielbiam serie od KyoAni, ale akurat Kanon jest jedyną animacją, której jeszcze nie miałam okazji wcześniej widzieć, ani tej wersji ani poprzedniczki, chociaż od dłuższego czasu jest w moich planach;)

    A co do próbnych matur- też pisałam i nie powiem, żeby mi poszło jakoś cudownie [ matematykę pozostawię bez komentarza xd], ale tragicznie chyba też nie było. Ale to się jeszcze okaże.

    OdpowiedzUsuń

slider