24.11.13

Autostopem przez Japonię.


Weekend, ferie, święta, wakacje... Cztery, proste słowa, które łączy jedno - wolne. Nie trzeba iść do szkoły, do pracy - czysta sielanka. A na co poświęcamy ten czas? Są ci, którzy wraz z grupą przyjaciół urządzają grilla, ognisko, grają w piłkę czy spotykają się na wspólny tzw. 'melanż'. Są ci, którzy czytają książki, malują pejzaże lub po prostu śpią. Jednak większość spędza czas aktywnie - szczególnie urządzając rozmaite wycieczki, zarówno te bliższe lub całkiem odległe. 
"Prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu", tak określa to Marcel Proust, francuski pisarz i autor wielu dzieł. A cóż tak nas nie zmienia jak pobyt w całkowicie innej cywilizacji i obyczajowości? 


"W drodze na Hokkaido" 
Will Ferguson

Przebyć całą Japonię autostopem? Czyste szaleństwo, powiedziałby nie jeden z nas. Dla Will'a też tak się wydawało, ale, gdy człowiek popije ma wyjątkowo barwne pomysły i zapał godny najwybitniejszych alpinistów. Gorzej, kiedy się wytrzeźwieje... Pewien kanadyjski nauczyciel angielskiego, po jakże procentowej imprezie, zobowiązał się, że "wyruszy w drogę wraz z kwiatami wiśni". Swoją podróż zaczyna z przylądka Sata i zmierza w stronę północnego, mroźnego Hokkaido. Po drodze przeżywa wiele przygód, spotyka mnóstwo ludzi, od młodych po starszych Japończyków, od miłych po zgryźliwych osiłków, którym by najchętniej 'sprzedał kopa'. Napotyka na cuda i cudaków, sam na własnej skórze uświadamia sobie, co jest prawdziwą istotą japońskiej kultury, którzy tak wszyscy wielbią i chwalą. 

"Dlaczego w ogóle wybrałem się w taką podróż? Odrzekłem, że chciałem zobaczyć Japonię. Nie jako widz, ale uczestnik. Chciałem doświadczyć obcowania z Japończykami jako poszczególnymi osobami, a nie bezimienną, pozbawioną twarzy masą". Podczas swojej podróży Will spotyka przeróżnych Japończyków, których zachowania są całkowicie sprzeczne i pełne anomalii."Przed przyjazdem do Japonii, miałem do mieszkańców tego kraju ogromny respekt, ale tak naprawdę zbytnio ich nie lubiłem". Jednak podczas przebywania z nimi, wspólnej pracy czy też zabawy, jego zdanie się zmienia i nabiera całkiem innego spojrzenia: "Po pięciu latach spędzonych pośród tej irytującej, ekscentrycznej nacji (...) okazało się, że nie darzę już Japończyków takim szacunkiem jak przedtem, ale za to o wiele bardziej ich lubię". 

Cały reportaż, liczący 519 stron jest napisany wyjątkowo zabawnym, często cynicznym językiem, który każdy czytelnik może łatwo sobie przyswoić. Ferguson nie szczędzi krytyki jak i ironicznych podtekstów w stronę swoich gospodarzy. Jest pozytywnie (rzekłabym nawet, że czasem aż zanadto) nastawionym człowiekiem. Jednakże, gdy jest wkurzony również to okaże w swój magiczny i przezabawny sposób. Jest szczery, chwilami aż do bólu, ale dzięki temu przysparza nam jeszcze więcej zabawy i frajdy z czytania. Oto jeden z fragmentów tekstu:
"Japończycy obsypują ludzi Zachodu pustymi komplementami. Jeżeli ktoś taki opanuje sztukę jedzenia pałeczkami, chwalą go za doskonałą koordynację wzrokowo - ruchową (...); jeżeli nauczy się mówić 'cześć' po japońsku, chwalą go za opanowanie języka. Najczęściej słyszany w takich sytuacjach zwrot to 'yozu desu ne!' Można go przełożyć jako: "Rety, ależ jesteś zdolny!", lecz w dokładniejszym tłumaczeniu brzmiałoby: "Nieźle, jak na debila"."
Prawdziwym pretekstem podróży wcale nie była chęć podążania za sakurą a zwykła ludzka ciekawość. Jak się okazuje, Japończycy są pełni sprzeczności i anomalii, co najlepiej obrazuje poniższy fragment: 
- Ale dlaczego miałbyś tak jechać? - Pytali ze szczerym zdziwieniem. - Nie ma powodu aby jechać autostopem. Właśnie dlatego wybudowaliśmy superszybki pociąg.- Inni niepokoili się o moje niebezpieczeństwo.- Ale przecież - argumentowałem - Japonia jest bardzo bezpiecznym krajem, nie?- O tak, bardzo bezpiecznym, najbezpieczniejszym na świecie.- No to dlaczego nie miałbym się zabierać 'okazją'?- Bo Japonia jest niebezpieczna.
Tak można by było najprościej określić filozofię myślenia Japończyków. Autor ma wyjątkowy dystans do siebie i wyjątkowe poczucie humoru, które się udziela czytelnikowi.

Przyznaję się z ręką na sercu, że książka mocno mnie wciągnęła i przeczytałam, a raczej chłonęłam ją bez przerwy (chyba, że na wyjście do toalety, chociaż i tam ją ze sobą brałam). Tak mnie wchłonęła, że nie mogłam się oderwać. Moim zdaniem jest to najbardziej ciekawy i pouczający tekst o Japonii! Oprócz swoich przemyśleń i zgryźliwych uwag na temat mieszkańców tegoż kraju, dostaniemy ogromną dawkę kulturoznawczą. Książka ta jest takim małym zbiorem opisu niemalże wszystkich najważniejszych miast japońskich, od południa aż po same krańce kraju... 

A wpadła mi całkowicie przypadkowo do rączek, za pośrednictwem sieci Matras (swoją drogą, jak się okazało, była to wówczas premiera, co też 'dobrze' o mnie świadczy). Jestem nią wręcz zachwycona ( przeczytałam sobie nawet dwa razy ). Muszę Wam się przyznać, że jest to mój najlepszy dotychczasowy zakup. I nareszcie poznamy odpowiedź na pytanie, czy Japończycy są aroganccy czy niepewni siebie.

Fragment książki
”Opanowało mnie zmęczenie podróżą i zapadłem w sen z prędkością ciała lecącego w głąb studni. Był to głęboki, mocny letarg, który trwał - och, dziesięć minut, po czym zerwał mnie na nogi dźwięk cierpiącej na astmę mewy, duszonej przez szalonego kobziarza. To mój współlokator. Chrapał. Głośno. Tak głośno, że każdy wdech ściągał ściany, a wydech rozkurczał je. W tym samym czasie pojawiał się ten sam, idiotyczny dźwięk, od którego puszczały mi nerwy. Owinąłem głowę poduszką i zacząłem rozważać rysujące się przede mną możliwości - morderstwo, szaleństwo, bezsenność - gdy tamten nagle przestał oddychać. Zupełnie. Słyszałem już o przypadłości zwanej bezdechem, ale to robiło niepokojące wrażenie. Ciągnęło się przez wiele dręczących minut. Teraz - żeby to wszystko diabli wzięli! - nie mogłem spać z powodu ciszy. ( Trudno jest zapaść w drzemkę, gdy obok mnie może leżeć trup). Po jakimś czasie nagle złapał powietrze i zaczął oddychać, a ja nieco się odprężyłem. Wydał stłumiony jęk, przekręcił się i zaczął wypuszczać pod koc pierdy donośne jak detonacje bomb głębinowych [...]”

* Will Ferguson - Kanadyjczyk, swoje podróże rozpoczął już w wieku dziewiętnastu lat. Najpierw obcował z ojczyzną, potem po zakątkach Ameryki Południowej i Europy. Jego trwająca pięć lat wyprawa po Azji przebiegała w Japonii, Korei, Malezji, Indonezji oraz Chin. Swoje podróże opisał w książkach.




Tytuły: "Szczęście", "Hiszpańska mucha". 

8 komentarzy:

  1. Książka wydaje się być fajna ^^
    Takahashi Yu w tle *o* omomo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Japończycy naprawdę mają takie podejście i to jest w tym wszystkim najzabawniejsze, w jaki sposób próbują wybić komuś dany pomysł z głowy. Szczerze mówiąc musiałabym tę książkę przeczytać, zawsze jakoś tak stroniłam od książek stricte o Japonii, ale przecież nie samymi mangami człowiek żyje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś mi się wydaje, że tej książki nigdzie nie dorwę, a szkoda, bo wydaje się być ciekawa. Już sam tytuł mnie zaintrygował, Ostatni fragment całkowicie wbił mnie w siedzenie XDD. Tu taki dramat, a na końcu... pierdy. Not bad XDD.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli uda mi się co nieco zaoszczędzić (wątpliwe, bo konwent is comming), to kupię. Kiedyś na pewno, bo bardzo mi się spodobała ta koncepcja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Widziałam ją! Widziałam, ale.... nie kupiłam >,< Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. "Nieźle jak na debila". Haha, aż się chce sięgnąc po książkę. Kocham czytać teksty, w których autor oprócz suchych faktów daje coś z siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Odważny człowiek, boję się Japończyków ;__;

    OdpowiedzUsuń
  8. To jedna z książek, które okropnie chcę przeczytać! Koleżanka ze studiów ją ma, może uda mi się ją pożyczyć. Albo, jeszcze lepiej, nabyć własny egzemplarz. :)

    OdpowiedzUsuń

slider