1.8.13

Yamato Nadeshiko (drama)

Yamato Nadeshiko SchihiHenge tym razem w wersji aktorskiej. Czy ma ten sam, specyficzny urok co manga i anime? Przekonacie się sami.

Na dramę trafiłam całkowicie przed przypadek w czasie premiery za pośrednictwem serwisu youtube. Pamiętam swoje zdziwienie podczas ujrzenia aktorów w rolach jednych z moich ulubionych postaci. Jednak nim zacznę recenzję, przypomnijmy sobie fabułę....

Yamato Nadeshiko
po raz n-ty

Takano Kyohei (Kamenashi Kazuya) ma piękną buźkę i wiecznie pusty portfel. Mieszka sobie w bogatej willi, pod pieczą pani Nakahary (Reiko Takashima) i tam wiedzie swoje sielankowe życie. Do czasu... Z racji tego, że nie ma za co opłacić czynszu, zgadza się na szaloną propozycję właścicielki. Nakahara proponuje mu oraz jego trojgu współlokatorom, darmowy pobyt w zamian za przemienienie jej ukochanej siostrzenicy w damę. Jak już wiemy z mangi i anime, Nakahara Sunako (Oomasa Aya) jest niezwykła i mocno odstaje od pojęcia normalnej dziewczyny.
Pokochać dziewczynę z horroru...

od lewej: Takenaga, Kyohei, Yuukinojo, Ranmaru
Może tym razem zacznę od obsady. Głównym czynnikiem, jaki spowodował , że zabrałam się za tę dramę (oprócz tego, że jestem fanką serii ) był... Kamenashi Kazuya. Tak, byłam ciekawa jak taka przystojna, za przeproszeniem, dupa będzie w stanie uporać się z powierzoną mu rolą. W końcu to nie taka prosta sprawa zagrać taki charakter jakim jest Kyohei. Z jego grą zmierzyłam się wcześniej w Nobuta wo produce, gdzie wcielił się w rolę Shuuijego, no i szczerze mówiąc, nie byłam zachwycona tym wyborem. Zawsze można by było zwalić to na jego ówczesny młody wiek. Teraz jest starszy i bardziej doświadczony, i uważam, że w rolę Takano wcielił się perfekcyjnie! Myślę, że nikt inny nie byłby w stanie tego tak odegrać. Kame, gratuluję, udało ci się ( tym razem ^^). Idealnie odegrana rola, był chamski, ordynarny i mocno denerwujący, czyli dokładnie taki, jaki powinien być Kyohei. A żeby dla nas było zabawniej, do pary doczepiono mu Oomasę, która, no powiedzmy sobie szczerze, nie jest za dobrą aktorką i w tej roli odnalazła się średnio. A już najbardziej denerwował mnie jej nienaturalny, sztuczny ton głosu. Doprawdy, potrafi zwalić z nóg. Myślę, że lord Vader byłby z niej dumny. Jako Sunako wypadła raczej miernie i jest tylko dodatkiem dla Kamenashiego, co jest ogromną wadą, bo w końcu to ona, do cholery, jest główną bohaterką! Przepraszam za mój dzisiejszy wulgaryzm, ale musicie to jakoś przeżyć... Denerwująca jest też jej mimika oraz gestykulacja. Ludzie, te przeplatanie palcami jest bardzo rozpraszające. Martwi mnie fakt, że odwraca ona uwagę od głównego wątku. Jest po prostu bezbarwna a nasza uwaga praktycznie ciągle skupia się na Kamenashim. Byłoby dużo lepiej, gdyby przydzielono tę rolę innej aktorce. Wówczas i cała drama stałaby na lepszym poziomie. Chociaż...trochę ją obronię. Początkowo mnie bardzo irytowała, jednak z czasem trochę zyskuje na sympatii. Jakby nie było, Aya musiała się zmierzyć z naprawdę ciężkim charakterem.
Tegoshi Yuya jako Yuukinojo
Aha, muszę o czymś wspomnieć. To, że Kame naprawdę się postarał, świadczy odcinek walentynkowy, w którym to w obcisłej sukience, peruce na głowie oraz w ślicznych szpileczkach udawał dziewczynę. Mistrzostwo! 

Ale wracając do rzeczy, mamy tu też trojga pozostałych przystojniaków. Jako Takenaga wystąpił Uchi Hiroki, który wywarł na mnie naprawdę pozytywne wrażenie. Nie spotkałam się z nim wcześniej, ale po YN z chęcią ujrzałabym go w innej roli. Ranmaru zagrał Miyao Shuntaro. Tu również jestem zadowolona. Miał zagrać podrywacza i mu się to udało. Chodziło głównie o wyolbrzymione i mocno teatralne gesty. Spodobał mi się. Najmniej sceptycznie jestem nastawiona do Tegoshi Yuyi, czyli filmowego Yuukinojo. Ja wiem, że nie miał zbytniego pola do popisu, ponieważ jego bohater jest zdziecinniały i mocno zniewieściały, ale jego przekaz w ogóle do mnie nie dotarł. Jakby się postarać to tę rolę można było zagrać inaczej, ciekawiej i mniej sztucznie. Był tak słodki, że aż mdliło. Wyobraźcie sobie ze dwa kilko zjedzonej czekolady, popitej jakimś słodkim napojem a następnie ruszacie do wesołego miasteczka na kolejkę górską... tak mniej więcej się czułam podczas seansu. Bo przecież ile można słuchać jego skomlenia...? No, twórcy uważają, że można - i to na pełnym gazie! Jednak i ta postać ma swoje plusy. Jest najbardziej wrażliwy oraz uczuciowy, przez co jako pierwszy zaprzyjaźnia się z Sunako. Całość zamyka nam nowa postać, mianowicie kuzyn Sunako, Takeru (Katou Seishirou). Ta postać jest wymyślona tylko do filmu, w pierwowzorze jej nie odnajdziemy. Zasługuje on na wielką pochwałę, bo pomimo tak młodego wieku (9-ciu lat) zagrał bardzo profesjonalnie.


"Kocham to 'ja', którego ty nienawidzisz"...

Najwyższy czas by wspomnieć coś o charakterach postaci. Kyohei to ten typ łobuza, za którym każda leci. Ma wszystko w nosie a jego /(nie)desperackie podejście do życia jak i pogoń za darmowym mieszkaniem jest bezcenna! Ma też swoją dobrą stronę. Pod maską tego 'złego' kryje się bardzo wrażliwy i skrzywdzony młodzieniec. Dodatkowo w dramie dostaniemy coś, czego nie ujrzeliśmy ani w mandze, ani w anime - prawdziwe uczucia Kyohei'a. Tak, ta postać została wyróżniona na pierwszy plan zostawiając resztę nieco za sobą. Uważam za plus pogłębienie charakteru postaci, ale, jak już wspomniałam wyżej, nie podoba mi się zejście z głównego tematu. Obok Takeru, jako jedyny zna Nakaharę i nie chce jej zmieniać na siłę. Po prostu akceptuje ją z jej wszystkimi dziwactwami. Tuż za nim w kolejce jest właśnie Takeru. Naprawdę kochana i zabawna postać. Syn właścicielki pensjonatu, który wydaje się być jedyną myślącą osobą. A zabawna, bo jak taki knypek ustawia każdego po kącie i rozkazuje co mają robić, zwala z nóg! Momentami chciałoby się go poklepać po głowie i powiedzieć 'zuch chłopiec'. Zapomniałabym wspomnieć, że w dramie nie znajdziemy siostrzyczek goth loli ( dzięki Bogu! ). Dobrze, zostawię już temat postaci, bo można o nich naprawdę dużo pisać.

Yuukinojo i Sunako


  Od strony technicznej drama niczym nie zaskakuje, ba, nawet dołuje człowieka. Efekty specjalne są denne i przez to produkcja wydaje się być nisko-budżetówką. Jedyne co im w miarę wyszło to sceny bijatyk, dość realistycznie. Chociaż mogli już sobie podarować te trzaski i brzdęki przy każdym uderzeniu. 
  O samej akcji nie chcę się zbytnio wypowiadać, gdyż musiałabym wam wiele zaspoilerować - a tego nie chcę. Pozostawiam tę kwestię w waszym zasięgu. Wolę pozostawić was w pewnej nieświadomości. 

  Dobrze, na koniec dodam coś o openingu. Ludzie, co to za taniec-połamaniec? Jeśli dobrze pamiętam to za pierwszym razem oplułam monitor ze zdziwienia. W życiu człowiek by się nie pokapował, o czym do cholery może być ta dramka, widząc tylko i wyłącznie opening. Zaś jeśli chodzi o sam utwór - naprawdę dobry! Nie lubię jpopu, albo raczej jest mało piosenek, które mi wpadają do ucha, ale 'Love yourself' w wykonie KAT-TUN jest ciekawą piosenką. Wprawdzie tekst jest nieco kiczowaty, ale i tak większość go nawet nie zrozumie (i tak radzę pozostać), a tak to przynajmniej sobie człowiek posłucha fajniutkiej pioseneczki, co by humorek sobie poprawił :]




To tyle ode mnie, jeśli chodzi o dramę. Uczucia mam dość mieszane, ale w rezultacie to dobrze się bawiłam podczas oglądania, a i miło wspominam ten czas. W pierwszej kolejności polecam ją oczywiście fanom serii Yamato Nadeshiko, bo mogą być z dramy najbardziej zadowoleni. Stanowczo odradzam tym, co nie przepadają za absurdalnymi seriami, to nie jest produkcja dla nich. Yamato... jest połączeniem absurdu z satyrą oraz mnóstwem prze dziwacznego humoru, po którym nie każdemu będzie do śmiechu. Reasumując sobie, ja jednak stawiam sobie dramę na pierwszym miejscu z serii YN, ponieważ tu jest wszystko to, co zabrakło w mandze oaz anime...





3 komentarze:

  1. Oglądałam tą dramę kiedyś po ang. ^____^ bardzo mi się podobała, choć zgadzam się, że jest trochę... absurdalna. Zresztą tak samo jak anime ;D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam obejrzeć, ale cały czas coś mnie powstrzymuje -.- Uwielbiam KAT-TUN (Love Yourself też ^^), ale Kamenashi jest przeze mnie zdecydowanie mniej lubianym członkiem. Wcześniej oglądałam z nim "Tatta Hitotsu no Koi" i w sumie mi się podobało, ale tutaj bdz raczej co innego ;/ Na pewno kiedyś się susze, ale raczej nie teraz. Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  3. Osobiście Yamato bardzo lubię, ale znowu nie jestem zwolennikiem aktorzenia w wykonaniu japończyków, więc trochę zaniepokoił mnie fakt, że aktorka grająca główną rolę średnio z nią sobie poradziła.

    OdpowiedzUsuń

slider