19.8.13

Mistrz i jego (ex?)grubaska - Rebound.

Rebound
リバウンド 

A gdy otworzysz szklane drzwi ujrzysz kawałek raju - tak mogłoby brzmieć pierwsze zdanie wypowiedziane w tejże dramie. Tymczasem za górami, za lasami, za siedmioma mo... chwila, to nie ta historia, choć równie dobrze mogłaby się tak zaczynać. 

Tokio. Pośród zatłoczonych ulic przeciskających się Japończyków znajduje się cicha i spokojna okolica, w której stoi piękny, i w niczym nie przypominający tradycyjnego japońskiego domu budynek. Popychając okazałe szklane drzwi do naszych nosów dobiegnie niesamowity zapach, od którego ślinka aż sama cieknie. Przed naszymi licami, zza okazałą ladą, witają nas różnorodne grzeszki - ciasta, ciasteczka - zaczynając od szarlotek, przechodząc przez rolady i serniki aż wreszcie kończąc na truskawkowym ciastku. Willi Wonka byłby dumny... 


Oba Nobuko (Saki Aibu) od dziecka borykała się z problemem wagi. Zawsze miała większy apetyt od innych dzieci, przez co mogła się pochwalić kilkoma kilogramami więcej. Najbardziej nie znosiła widoku marnującego się jedzenia, przyprawiało ją to o zawał serca. Mimo to była szczęśliwa i wiodła pomyślne życie a z jej ust nigdy nie schodził uśmiech. Nie przeszkadzało też jej, że wszyscy wokół złośliwie wołali na nią "Buuko". Jej największą miłością były słodycze, dzięki nim zdobyła nawet najlepszą przyjaciółkę Mimurę Hitomi (Chiyaki Kuriyama) a także chłopaka Kazami Kensaku (Ryo Katsuji).
Do czasu...
W najkrytyczniejszym momencie jej waga dochodzi do 78 kg przez co rzuca ją chłopak. Buuko postanawia wziąć się za siebie i zrzucić wagę do 45 kg. Mając 22 lata i ponad 30 kg mniej udaje jej się przyjąć posadę jako edytor w najbardziej prestiżowym magazynie o modzie w Japonii - Eden - w którym zawsze chciała pracować. Jej nowa szefowa, Morinaka Ran (Mayumi Wakamura), ma dwie zasady - nie znosi słabych artykułów i grubych ludzi.

Pierwszym zleceniem Nobuko jest przeprowadzenie wywiadu z przystojnym Imaim Taichiim (Hayami Mokomichi), Księciem Słodyczy, który zawraca jej w głowie. Po napisaniu artykułu i określeniu jego ciastek jako imichi, czyli 'zwykłych' ściąga na siebie gniew cukiernika. Aby odkupić swoją winę, Taichii proponuje jej przetestowanie wszystkich ciastek, aby wybrała te najlepsze. Jak się okazuje wybór idealnych ciastek jest ciężki, ale gorsze staje się utrzymanie swojej wagi! I coś, na co tak ciężko pracowała szybko i skutecznie zaczyna wracać do poprzedniego stanu...

Wraz z tworzeniem nowych smakołyków rodzi się prawdziwa miłość. Jednakże Nobuko wraca do swojej poprzedniej wagi, co niekoniecznie spodoba się Taichiemu. Nie poznawszy dziewczyny przyjmuję ją do pracy jako Chyoko i niczego się nie domyślając, utrzymuje z nią kontakt telefoniczny. Oba obiecuje mu, że na pewno spotkają się za kilka tygodni. W tym czasie udaje się do specjalisty, który przepisuje jej leki na zmniejszenie apetytu. W rezultacie dziewczyna na nowo powraca do 45 kg i wreszcie może się spotkać ze swoim ukochanym. Wszystko byłoby piękne, ale teraz to Taichii staje się prawdziwym grubasem!


"Aby pozyskać ludzi, należy ich uważać za takich, za jakich siebie sami uważają"

  Taichii mówi, że nie przeszkadza mu wygląd dziewczyny, ale nie może być ona gruba. W Japonii problem wagi jest od zawsze taki, że tylko zawodnicy sumo mogą być grubi, reszta ma być po prostu szczupła. Osoby otyłe są uważane za 'gorsze' i zawsze szykanowane. Obie nie przeszkadzał ten stan, jednak, kiedy już wpadła w obsesje odchudzania powoli traciła nad tym kontrolę. Była gotowa zrobić wszystko dla szczupłej sylwetki, stąd posuwa się do nielegalnych tabletek. To one powodują tak szybki spadek wagi, ponieważ zażywając je nie odczuwa się głodu. Niestety powoli zaczynają uzależniać naszą główną bohaterkę, która nie dostosowuje się już do instrukcji i zaczyna brać je całymi garściami. Skutki są takie, że raz chudnie, a żeby następnym razem przytyć. To w tym punkcie drama zaczyna porządnie denerwować widza, bo cóż to za frajda oglądanie co chwile zmieniającej się sylwetki młodej dziewczyny? Muszę przyznać, że sama postać Nobuko jest doprawdy denerwująca. To postać tego typu, co chce dobra dla wszystkich, ale nie dla samej siebie.
  O samym Taichiim też nie mam najlepszego zdania, chociaż podoba mi się w nim to, że potrafi się porządnie zezłościć i powiedzieć to, co naprawdę czuje. Jest nieco tępy i mało spostrzegawczy, ale to te cechy czynią z niego całkiem słodkiego facecika. Jego celem jest zrobie dziesięciu idealnych ciastek. To dzięki tej liczbie (tak zaczynał jego ojciec) będzie mógł na nowo otworzyć swoją Ange ( od francuskiego 'anioł' ) i uszczęśliwiać ludzi tak jak robili to niegdyś jego rodzice.
  Drugim, nieco ciekawszym zwrotem akcji jest praca Nobuko w redakcji. Dziewczyna dostaje rubrykę w magazynie na swój dział 'Pamiętnik ex-grubaski", który pisze na swoich rzeczywistych relacjach z cukiernikiem. Nikt nie pomyślał, że artykuły tak poruszą czytelniczki i z niecierpliwością będą czekały na to, czy miłość wygra nad wyglądem.
  Oczywiście, jak też przystało na dramat, nie zabraknie tu różnych intryg. Pierwsza ujawnia się poprzez jej byłego, który chce do niej wrócić, i zrobi wszystko żeby tak się stało. Kensaku sprawia wrażenie zakochanego po uszy szczeniaka, który woli starą wersję Buuko, uważa, że kiedy była gruba była o wiele słodsza. Jest też nieco nieśmiały a wszystkimi swoimi 'ruchami' dzieli się z internautami. 
Yuki (Maki Nishiyama), była dziewczyna Taichiego a zarazem kolejna postać, która nie życzy jej najlepiej. Jest zazdrosna o to, że dziewczyna staje się pupilką szefowej ( co jest dość dziwne, gdyż ta nie znosi wszystkich pracowników ). 
  Ważnymi postaciami są także rodzice Oby. Ojciec pragnie aby jego ukochana i jedyna córka przejęła rodzinną restaurację. Dziewczyna boryka się więc pomiędzy szczęściem rodziny a miłością. 

"Bez cierpienia nie rozumie się szczęścia"

Czas powiedzieć coś o grze aktorów. Z duetem Saki&Mokomichi mogliśmy zmierzyć się już w dramie Zettai kareshi, gdzie również grali głównych bohaterów. O ile w Zettai kareshi bardziej podobała mi się Saki o tyle w Rebound ciekawiej wypadł Makomichi, chociaż śmiem twierdzić, że ich gra jest taka sobie i nie wypada zbytnio przekonująco. Nie lubię japońskich produkcji pod tym względem, że ciężko jest ocenić grę aktorską, której w zasadzie brak. Dla mnie najlepiej wypadła Wakamura w roli szefowej, która idealnie odzwierciedliła charakter typowej, za przeproszeniem prawdziwej suki, a Budyń lubi takie charaktery ^^

Muzykę pominę, gdyż jej nie ma, a w samej dramie jakoś nic szczególnie nie przykuło mojej uwagi, toteż szczerze mówiąc nie pamiętam czy jakakolwiek była, gomen ;]

"Piękne jest to, co podoba się całkiem bezinteresownie"

Podsumowując. Rebound przypadnie do gustu na pewno fankom komedii romantycznych. Te z całą pewnością będą zadowolone ciągłymi problemami w związku głównych bohaterów. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że mi się nie podobało. Sam fakt oglądania tylu ciastek był niesamowity. Jednakże nie jest to dzieło warte obejrzenia kolejnego razu, o nie! Istnieją dużo lepsze komedie romantyczne niż Rebound. Amen.


Dziękuję serdecznie za wszystkie Wasze komentarze (: Bardzo się cieszę, że jesteście tu tak liczną grupą. To tylko motywacja dla mnie i poniekąd podziękowanie, że moja praca jednak się nie marnuje i ktoś te moje wypociny czyta :D Cieszę się, że jesteście wytrwali z Budyniem (:

Tak trochę teraz pod temat. Pod ostatnim postem pojawił się fajny wpis, więc wszystko teraz zdementuję - nie lubię budyniu! :D Kiedyś go uwielbiałam, żarłam go ogromnymi ilościami, ale aktualnie po tych czasach został mi już tylko jakże cudny nick, pod którym bloguję już od ładnych hmm 6-7lat! Może więcej? W każdym razie pierwszego bloga zakładałam z moją koleżanką we wczesnej podstawówce, gdy tylko dowiedziałam się o czymś takim jak internet :D

Swoją drogą. W środę wybieram się do Łodzi i planuję zrobić nalot na wszystkie sklepy plastyczne - nie chodźcie tam! Hahah, Budyń grasuje (: I planuję odwiedzić jakieś sklepy z mangami. Zostało mi się dokładnie 11 tomów, by dobić do 200! Mama się śmieję, że w ciągu miesiąca zdołam to zrobić! Ach te mamy...

Pozdrawiam wszystkich gorrrąco <3

13 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie.
    11 tomów w miesiąc, bogactwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. WTF?! Aż tyle mang?! Łał XD. Widzialam je w filmiku, no ale kurdę nie sądziłam, że ich aż 200 będzie O___O. Przepraszam. 189 XD. Hmmm. Nie wiem czemu, ale to, że nie lubisz budyniu, mnie nie zdziwiło XD
    Co do dramy... Idealna dla mnie! Bo... słodycze! Tak samo nie mogę się powstrzymać od żarcia jak ta Nobuko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie chcę myśleć ile to pieniędzy w tych papierowych książeczkach jest -.-. Ale oprócz tego, że je lubię to interesuję się grafiką (zresztą chciałabym iść na taki kierunek na studiach) to uwielbiam patrzeć na te rysunki!
      Lubię galaretkę, ale taki nick byłby co najmniej dziwny :D A Budyń jakoś tak smacznie brzmi :D

      Hah, podeszłam do dramy praktycznie z takim samym nastawieniem, ale niestety to jest zgubne. Patrzysz się na te ciacha, patrzysz.. i nie zdajesz sobie nawet sprawy, że po 5 minutach wpieprzasz już jakieś przed ekranem! :D

      Usuń
    2. Też mam słabość do słodyczy, a tyłek rośnie, za przeproszeniem ;]

      Usuń
    3. Mojemu to już bardziej chyba nic nie zaszkodzi :D:D

      Usuń
  3. Łał, tyle mang... :o
    Co do dramy to zapowiada się bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Chciałam obejrzeć tę dramę, ale jakoś opis mnie zniechęcał. Nie przepadam za takimi zawirowaniami uczuciowymi. Temat niby fajny, ale jak wcześniej mówiłam, Azjaci uwielbiają popadać ze skrajności w skrajność i boję się, że bardziej się przy tej dramie nadenerwuję, niż to warte. Ale Zettai Kareshi oglądałam , ale żadna z głównych ról mnie nie zainteresowała. Główna byla nijaka, a robot wyszedł dziwnie. Za to postać Mizushimy Hiro jak zawsze czarująca !! ^^

    Chociaż jest coś co mnie tu interesuje ogromnie. Są to tabletki i cały ten proces odchudzania. Temat interesujący jeśli odpowiednio się go przedstawi, więc może jednak się skuszę?

    Oj tam mangi. Ja jestem jakaś dziwna, mi w głowie tylko język i dramy xD Na półce mam skromne 4 pełne serie anime i 3 mangi. Za to w pizdu książek o Japonii i japońskich. Kocham ten brak cenzury i nostalgię w japońskich powieściach. Ba! Mam nawet trzy koreańskie książki na faktach! I brak czasu, żeby je przeczytać ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HA! To witam w klubie :D Sama mam świra na punkcie książek dot. Japonii i mam tego od cholery! Powieści, liryka, podręczniki, słowniki, przewodniki, baśnie, mity i tak jak powiadasz - brak czasu. Kupuję, odkładam i czekam na wolny czas. A mangi uwielbiam również z powodu, o którym napisałam wyżej - grafika.

      Drama ta jest sympatyczna i miło się ją ogląda, ale nie jest to górnolotna pozycja. Raczej mierny średniak. W pewnym momencie robi się to trochę irytujące, ale w gruncie rzeczy jest też odprężające.

      Usuń
  5. Tytuły o jedzenie to chyba zmora wszystkich. Ja już ogólnie podczas oglądania mam zwyczaj dużo jeść a co dopiero, gdy na ekranie pojawia się jedzenie. *ślini się*
    haha Yeeey! No jeżeli chodzi o polskie tomiki to mi też zostało coś ok. 10 tomów do dobicia do 200. <333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobijamy do 200 <3!! A później 300,400 i bankruci! :D:D

      Usuń
  6. Ooo ta drama mnie zaciekawiła, chociaż nie wiem kiedy znajdę na to czas ^_^'' Aktualnie oglądam I hear your voice :3

    OdpowiedzUsuń
  7. Cóż, ani teraz ani wcześniej nie interesowała mnie ta drama. Wolę zostać przy jedynym "cukierniczym" tytule, czyli właśnie "Zettai Kareshi", gdzie grał mój ukochany Mizushima *0* Powodzenia z mangami, zazdroszczę, ja mam tylko 10 xD A jakie masz? Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zettai kareshi było słabą dramą, a główni bohaterowie podciągnęli się z grą w Rebound. A Mizushima ma lepsze role na swoim koncie :D
      Mangi są w innym poście (:

      Usuń

slider