19.8.13

Przyjaciel online - Sunao ni narenakute.

Sunao ni narenakute

Historia o trudnej przyjaźni pięciu młodych ludzi, pochodzących z różnych klas społecznych...


Mizuno Tsukiko (Juri Ueno), pseudonim Haru, jest początkującą nauczycielką, której jak dotąd udaje się tylko pracować na zastępstwach. Przyjaźń, wsparcie jak i ostoję udaje jej się znaleźć w niezwykłym miejscu - internecie. Tam, za pośrednictwem portalu społecznościowego Twitter poznaje pięciu przyjaciół, którzy całkowicie zmieniają jej świat. Jednak czy ta znajomość jest całkowicie bezpieczna? 

Temat dramy jak najbardziej na czasie. Coraz więcej ludzi (i to niekoniecznie młodych) poznaje się przez różne serwisy, fora a nawet blogi. Szczerze przyznawszy, sama sięgnęłam po ten tytuł głównie ze względu na ten fakt, w końcu sama zawieram internetowe znajomości, a niektóre wcielam w życie. 
Otóż nasza piąteczka postanawia się poznać w realu. Spotykają się więc w Euforii w Shibuyi (Tokio). Haru, podekscytowana Nakajim, czyli Keisuke Nakajima (Eita), chwilę przed spotkaniem przypadkowo trafia na niego w kawiarence i oblewa go ciepłym napojem. Chłopak, nie rozpoznając dziewczyny (ani ona jego) nazywa ją zboczeńcem, co nie najlepiej rozpoczyna ich wspólne relacje. 
Na miejscu pojawia się jeszcze Park Seonsu "Doktor" (Jae Joong), Nishimura Hikaru "Peach" (Seki Megumi) oraz Ichihara Kaoru "Linda" (Tamayama Tetsuji).

Postacie są bardzo dobrze wykreowane. Nakaji jest młodym fotografem, który robi zdjęcia do pewnego magazynu dla panów. Nie lubi tej pracy, ale z czegoś w końcu żyć trzeba. Poznajemy jego ojca, który jest ciężko chory, a całe swoje życie poświęcił fotografując ludzi podczas wojen. Początkowo wydaje nam się on opryskliwy i nie stanowi najlepszego przykładu rodzicielstwa, jednak z czasem okazuje się jakim dobrym jest człowiekiem, ale nie będę więcej o nim pisać, gdyż zdradziłabym zbyt wiele. Wróćmy do Nakajimy. To typowy artysta. Ujawnia to swym wyglądem, czyli niedbałe uczesanie, aparat na szyi, ale również sposobem wypowiedzi, gestami. Jest szczerze zakochany w dużo starszej od siebie mężatce Kiriko i jak się okazuje, ze wzajemnością. Jest też również wesołym człowiekiem o pogodnym nastawieniu do ludzi. Uśmiech prawie wcale nie schodzi z jego ust. Jednak swoje uczucia skrywa w sobie. Po pewnym czasie dopuszcza do swojego emocjonalnego świata Haru, która zaczyna być mu bardzo bliska. Tak, tak.. w tym momencie można zacząć mówić o początkach romansu, chociaż nie jest on typowy jak dla innych tytułów.

Zostawmy ich jednak na chwilę. Na ten moment warto coś wspomnieć o pozostałych bohaterach. "Doktor" wraz z młodszą siostrą przybywa do Japonii z Korei. Początkowo oszukuje resztę, nie jest z nimi do końca szczery. Mimo to, każdy darzy go ogromną sympatią, nie wiedząc jeszcze, jaka ciągnie się za nim przeszłość. I czy przypadkiem nie zaczyna coś czuć do Haru?
Najbardziej tragiczną postacią okazuje się jednak Linda, choć nikt by się tego nie spodziewał. Dobrze płatna praca, przystojny, własne mieszkanie... Niestety, problemy zaczynają się już w pracy. Aby się utrzymać, musiał zostać kochankiem swojej szefowej, która, delikatnie mówiąc, jest nieco obleśna. Jednakże to nie jest jego największy problem. Jeśli jesteście ciekawi, co posunie go do największego aktu desperacji - musicie obejrzeć sami! Zaś piątą bohaterką jest przyjaciółka Haru - Peach. Jako jedyna nie 'twittowała', ale na prośbę Haru zjawiła się w Euforii. Ta również zmaga się z ogromnymi problemami, z którymi zaczyna sobie nie radzić. Posuwa się do samookaleczenia.

Jak sami widzicie "Sunao ni narenakute", mimo swojego głównego wątku, jest głównie historią o grupie młodych ludzi, którzy wkroczywszy w dorosłe życie, nie do końca potrafią w nim funkcjonować. To historia o ludziach, o problemach społecznych, nałogach - tak więc nie tylko o przyjaźni. Gra aktorska jest naprawdę bardzo dobra, co rzadko przytrafia się przy tego typu japońskich produkcjach.


Według mnie, oprawa muzyczna jest naprawdę bardzo dobra! O dziwo przypadła mi do gustu, mimo że nie gustuję w takim rodzaju. Piosenka przewodnia, WEAVER - Hard to say I love you ~Ii Dasenakute~ ma przyjemną dla ucha sekwencję muzyczną, ale również wokal jest na przyzwoitym poziomie (: Zresztą posłuchajcie sami, może przypadnie wam do gustu i może zachęci do obejrzenia dramy (:

Kolejnym naprawdę dobrym utworem jest The Ting Tings - Great DJ może nawet lepsza od powyższego?



Ale na prawdziwe brawa zasługuje ending Sayuri Sugawara - Sunao ni Narenakute po prostu genialny! Nie będę wam tu zbędnie o nim opisywać, po prostu przesłuchajcie (:


Podsumowując. Sunao na narenakute to jedna z najfajniejszych dram, którą miała okazję do tej pory obejrzeć. Szczerze polecam ją każdemu, zawsze można przestać oglądać, chociaż mam nadzieję, że tak się nie stanie :D Na koniec dodam, że drama otrzymała nagrodę 14th Nikkan Sports Drama Grand Prix za najlepszą dramę.


reżyser: Michio Mitsuno
scenarzysta: Eriko Kitagawa
rok produkcji: 2010
czas trwania: 11x47min

10 komentarzy:

  1. Absolutnie się zgadzam! Pamietam, że nie chciałam tego oglądać, ale któregoś dnia miałam jazdę na Eitę, więc brałam co leci i tak trafiłam na Sunao. świetni bohaterowie, ogółem byłam zszokowana ich przeżyciami, a w szczególności historią Lindy. Naprawdę dobrze nakreślone dramaty, a tego jak na wagę złota bo i Japończycy i Koreańczycy lubią popadać w skrajności. Trochę bardziej liczyłam na ten romans między głównymi bohaterami, no ale cóż ... Dla mnie był jakby go nie było.

    Jaka byłam szczęśliwa kiedy postać Eity dostała możliwość robienia zdjęć, idąc w ślady ojca, na wojnie. Jedna z najlepiej dopracowanych postaci. szkoda tylko, że w tej historii jedna osoba odpadła ...

    A utwór Sunao ni narenakute jest rzeczywiście niesamowity, do tej pory trzyma się na mojej play liście na telefonie, tablecie i laptopie. Nawet na stacjonarnym go mam xD

    Polecam, bardzo dobra japońska produkcja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzadko kiedy coś tak wciąga, ale temat jaknajbardziej na czasie i w ogóle.
      Ja się kompletnie nie spodziewałam takiej historii Lindy. Wprawdzie później troszkę się domyślałam, ale końcówka mnie zszokowała!

      Również liczyłam na wątek miłosny, ale teraz się zastanawiam czy nie byłoby to zanadto przesadzone?

      Utwór bardzo dobry, taki nastrojowy (:

      Usuń
  2. Nie oglądałam jeszcze tej dramy, w ogóle z dramami to ja jestem w tyle tak, że HEJ xD
    I....muszę Ci coś powiedzieć bo nie wytrzymam haha xd Kocham BUDYŃ xD Szczególnie waniliowy xD :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha xD Budyń nie obraź się, ale ja nie znoszę ani budyniu, ani galaretki ani kisielu ^^ Ale lubię Twoje recenzję (jakoś trzeba się podlizać) ;]

      Usuń
    2. To ja Wam zdradzę, że nie lubię budyniu :D:D:D Za to wielbię galaretkę!
      Dawniej jadłam budyń dzień w dzień, a teraz pozostał mi już tylko nick :D

      Usuń
  3. Jak zazwyczaj nie oglądam dram, bo słaba gra aktorska, bo fabuła nie dla mnie, tak ten tytuł po Twojej recenzji naprawdę mnie zainteresował. *O* Lubię tego typu tematy, na pewno obejrzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią poznam wtedy Twoje zdanie (:

      Z dramami to tak jest, albo trafi się dobra, albo średnia, albo totalna szmira, którą głównie pogłębia "gra" aktorska. Ale Sunao ni narenakute to bardzo dobra drama, która praktycznie niczym nie odstrasza (:

      Usuń
  4. Nawet nigdy nie słyszałam o tej dramie, ale wydaje się, że tytuł ciekawy. Skoro to o znajomościach z internetu, to temat rzeczywiście twardo większości z nas dotyka. Kurdę, ale zastanawiam się, jak to jest się poznać na twitterze XD nie wyobrażam sobie tego. Ach, i w pewnym sensie wydaje mi się to być... tragiczna drama. Każdy tu ma trudno w zyciu O___o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniej więcej tak samo jak na blogspocie czy fb :D
      Bo jest tragiczna, ale zarazem bardzo prawdziwa. Szczerze polecam, bo jest warta uwagi (:

      Usuń
  5. Podoba mi się muzyka, choć fabuła nie wciągnęła mnie jakoś wybitnie... Mimo to dla muzyki pewnie i tak obejrzę ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń

slider