23.8.13

Przepraszam, że przepraszam.. - Kimi ni Todoke.

Kimi ni Todoke
君に届け

"Dziękuję Ci - dzięki tobie potrafię rozdawać
coś tak ważnego jak miłość..."


Kuronuma Sawako, szerzej znana jako Sadako, to dziewczyna, o której można stwierdzić, że zadarła z Matką Naturą, która splatała jej niezłego figla. Swoim niecodziennym wyglądem odstrasza każdego potencjalnego zjadacza chleba - dzięki temu, a może raczej prze to otrzymuje miano "Sadako", czyli głównej bohaterki kultowego horroru "the Ring". Swoją drogą, rodziciele naszej bohaterki musieli mieć fantastyczne humory nadając jej imię Sawako, co w bliższym tłumaczeniu oznacza "orzeźwiające dziecko" (rzekłabym orzeźwiająca jak cholera ). Problem w tym, że Sawako nie ma nic wspólnego z osobą, za którą ją wszyscy pojmują - wręcz przeciwnie! Jest bardzo miła, uczynna i posiada naprawdę gorące serducho. Złośliwi koledzy 'przyczepiają' jej etykietkę 'straszna', przez co jest uznawana za dziwoląga posiadający nadprzyrodzone moce i spiskujący z samym szatanem. Tak, tak, tak... wiele czasu nie było trzeba, aby w szkole powstała legenda, że: "kto spojrzy w jej oczy na dłużej niż trzy minuty, tego w ciągu tygodnia dotknie nieszczęście". Dziewczyna stara się wyjaśnić, że nie posiada żadnych mocy, ale nikt nawet nie chce jej wysłuchać. Jest osamotniona, nie ma żadnych znajomych, całe dnie spędza z rodzicami. Nie przeszkadza jej takie życie, bo przecież nie ma czego żałować skoro nie zna świata. Dziewczyna nawet nie jest świadoma tego, co kryje w sobie tzw. 'true life'. Do czasu...

... aż pewnego dnia spotyka kogoś, kto wkrótce odmienia cały jej świat. Kazehaya Shouta, praktycznie totalne przeciwieństwo naszej Sawako. Ludzie sami lgną do niego, jak muchy do... podarujmy sobie ten fragment. Kuronuma odnajduje w nim swój ideał, podziwia go z każdej strony, od tej chwili staje się dla niej niedoścignionym wzorem do naśladowania. Organizując szkolny test na odwagę, chłopak zaprasza wszystkich, w tym Sawako, co dziwi pozostałą część klasy. Dzięki tej imprezie, dziewczyna poznaje dwie koleżanki, które po niedługim czasie i kilku incydentach stają się najlepszymi przyjaciółkami. Mowa tu o stanowczej, pozornie nieco aroganckiej i zadufanej w sobie Ayase Yano i energicznej Chizuru Yoshida. Dziewczyny same nie zauważyły momentu, w którym to Sawako stała się dla nich tak ważna i cenna.

" Stanę się niebem pełnym papierowych samolocików"


Sawako wielokrotnie powtarza, że wszystko zawdzięcza Kazehayi, gdyż to on zasiał w niej ziarenko nadziei, które z każdym dniem rozkwita coraz bardziej. Jednakże owoce wydane przez owe ziarenko zaczynają smakować nieco inaczej. Kuronuma zaczyna czuć coś większego, nie tylko respekt. Pragnie coraz częściej przebywać z Kazeyahą, słuchać jego głosu, jak się śmieje, jak się irytuje... A żeby było ciekawiej, Shouta nie jest bezinteresowną istotką i zarówno jak Sawako, nie wystarcza mu już zwykła przyjaźń. I w zasadzie od tego momentu seria zaczyna mnie naprawdę irytować a jednocześnie intrygować. To jak bohaterzy miotają się ze swoimi uczuciami i niepewnościami w pewnym momencie zaczyna mocno człowieka wkurzać! A już miano najbardziej wkurzającej istotki zdobywa właśnie Sawako. Podczas seansu powiedziałam sobie, że jak usłyszę jeszcze jedno 'przepraszam' to zaraz mnie coś trafi i, niespodziewanie, po jakichś trzech minutach słyszę 'gomenasai'. Chyba możecie sobie wyobrazić wówczas moją minę tudzież reakcję... Sawako jest naprawdę bardzo beznadziejnym przypadkiem, winę za to ponoszą w dużej mierze jej rodzice, w szczególności nadopiekuńczy tatuś. Z ręką na sercu, w pewnym momencie miałam wrażenie, że główna bohaterka jest umysłowo chora! Te dobre w niej cechy, jak optymizm czy dopatrywanie się dobrych stron w każdej sytuacji w końcu zaczynają tracić w oczach i stają się najbardziej irytującą rzeczą na świecie. Sawako wszystko bierze na swoją winę. Ja, jako szary zwykły widz miałam ochotę wejść w ekran i mocno nią potrząsnąć, krzycząc: "weź się w garść dziewczyno!'. Nie urażając tu fanów, Sawako z Kazehayą tworzą zgrany duet, nie wiem który z nich wygrywa ze swoją głupotą. Z początku strasznie mi się podobał, wrażliwy, romantyczny a jednocześnie silny i rycerski. Niestety, stał się tak samo denerwujący jak dziewczyna. Szkoda, bo seria zapowiadała się na naprawdę ciepły i miły romans a skończyło się na tanim, fabularnym gniocie.

Fabuła, a może raczej główni bohaterowie to najsłabsze punkty w tej serii. Rzadko kiedy tak się zdarza, ale to drugorzędne postacie trzymały mnie do końca. Chizu, Yano i później Kurumi to najciekawsze charaktery w 'Kimi ni Todoke'. Szczególnie ta ostatnia zaskakuje. Mogę być pewna, że jej nie polubiliście ( zresztą kto byłby do tego zdolny ), ale w moich oczach zyskała wiele. Ach, zapomniałabym o cudownym wychowawcy, Pinie (Kazuichi Arai). To on jest sprawcą komediowych scen w tej serii. W dużym skrócie: totalny idiota, który kradnie wszystkim widzom serducha:)

Dużo osób porównuje Sawako z Nakaharą Sunako z Yamato Nadeshiko (poprzednia recenzja). W rzeczywistości, oprócz wyglądu, nic te postaci nie łączy ze sobą. Sunako z własnej woli wyrzeka się świata i zanurza się w ciemności. Jednak, gdy wymaga tego sytuacja, potrafi pokazać pazurki. Natomiast Sawako sprawia pozytywniejsze wrażenie, przynajmniej z początku, bo tak naprawdę to jedna wielka z niej płacząca klucha.

"Dni, które spędziliśmy na radosnym śmiechu, mam nadzieję, że kiedyś będziemy je wspominać z miłością..."


Skoro bohaterów już obgadałam czas przejść do spraw technicznych. Grafika jest naprawdę udana, postacie wykreowane są nieco inaczej niż zazwyczaj, ale dzięki temu są jeszcze bardziej ciekawe. Tła i użyte w nich kolory są po prostu śliczne! Później jest nieco gorzej, chociaż dalej trzyma klasę. Najgorszym przewinieniem jest tu, znany również z serii Bokura ga Ita, częsty brak jednego oka, natomiast największą zbrodnią to kolorowe kwiatuszki i bąbelki, które, za przeproszeniem, wpieprzają się w każdym możliwym momencie, niszcząc przy tym całą audio wizualizację. 

Druga sprawa to muzyka. Nie jest zła, ale mogłaby być lepsza. Opening, o wdzięcznym tytule Kimi ni Todoke, wykonywany przez Tomofumiego wybija się wśród serii shoujo. Może też dlatego, że śpiewa go mężczyzna a nie jak zawsze kobitka ( a już w szczególności Lia ). Ending Katamoi śpiewany przez Charę jest dość koszmarny. Szkoda, bo teledysk jest cudowny, przewijające się pastelkowe obrazki robią ogromnie pozytywne wrażenie. 
Seiyuu to bardzo znane nam wszystkim głosy, są to m.in Aya Hirano, Daisuke Naminawa czy Mamiko Noto.

I co z tym anime? Więc tak, na pewno warto obejrzeć je dla drugoplanowych bohaterów, którzy są naprawdę świetni., przymrużając oczy na tych głównych. Chociaż i tak wiem, że będą takie osóbki, które będą wniebowzięte tą parką ^^ . Ogólnie rzecz biorąc, Kimi ni Todoke, jest całkiem niezłą serią, pomimo tych wielu wad. Z całą pewnością mogę je polecić fanom serii shoujo oraz romansów, szczególnie tych, które toczą się naprawdę powoli. Będziecie wówczas mocno zadowoleni.



11 komentarzy:

  1. O nareszcie jakieś anime, które znam. ja znowu jak nienawidzę romansów, niezdecydowanych dziewczyn i ogólnie mało co mi się z shoujo podoba tak Kimi ni Todoke absolutnie uwielbiam, co w dużej mierze jest sprawką Daisuke Namikawy. <3 Sama Sadako i jej optymizm zauroczyły mnie od pierwszego odcinka, wiele panienek w innych seriach użala się nad sobą z tak banalnych powodów, że to aż śmieszne tymczasem Sawako zawsze stara się szukać plusów w danej sytuacji i nie uważa się za największą ofiarę. Przy czym zgadzam się, że w drugiej serii twórcy troszkę przesadzili z tym dramatem i zawirowaniami naszej głównej pary, niemniej jednak anime to jest moim ulubionym romansem z tych jakie dotychczas widziałam a główna dwójka jedną z ulubionych par hetero. ^^ Zdaję sobie jednak sprawę, że wiele osób było zirytowanych zachowaniem Kazehayi i Sawako, nie dziwi mnie to aczkolwiek ja sama ich uwielbiam. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie wszystko to, co wymieniłaś zaczęło bardzo drażnić - punktem wyjścia była II seria, którą obejrzałam tylko dlatego, że I była niezła. II seria to koszmar, bardzo się namęczyłam i całkowicie zniechęciłam do postaci pierwszoplanowych..

      Usuń
  2. Nie miałam okazji oglądać anime, ale oglądalam film i wywarł na mnie naprawdę dobre wrażenie. Była to taka miła odprężająca historia, a główni bohaterowie byli naprawdę dobrze wykreowani. Z ust Sawako rzadko padało "przepraszam" i nie denerwowała mnie tak jak można by było się tego spodziewać. Zaś Kazehaya, grany przez Miurę był do pozazdroszczenia. Taki zloty chłopak. Również wykonanie techniczne filmu było naprawdę piękne. Na moim blogu napisałam kiedyś recenzję filmowego Kimi ni Todoke. Warto przeczytać, może powrócisz do tej historii, oglądając zekranizowaną wersję. Naprawdę polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film również widziałam, była to po prostu spłycona wersja anime. Średnio mi się podobało, aktorzy dla mnie tacy sobie. I nie było moich ulubionych akcji z mangi :<

      Usuń
  3. Kimi ni Todoke oglądałam dosyć dawno, ale pamiętam tyle, że główni bohaterowie są rzeczywiście... "przesadni". To ciągłe gomenasaiowanie Sadako, tfu Sawako i jej obwinianie. Tak samo jak ty miałam w pewnym momencie ochotę wleźć w ekran i potrząsnąć nią. Nie rozumiałam, jak można być tak głupim i niedomyślnym. Kazehaya też jest trochę przesadzony. Taki... niby ideał bez wad. Mimo wszystko kochałam tą parkę <333 muzyczka tez była fajna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, że mimo tych wszystkich negatywów, które widać na pierwszy rzut, parka ma coś w sobie. Niestety mnie to zbytnio nie przekonało :D

      Usuń
  4. Obejrzałam dwa odcinki Kimi ni todoke i nie mam siły na więcej. Z ciekawością przeczytałam Twoją recenzję, żeby się dowiedzieć, czy warto skończyć... i na razie sobie daruję. Chociaż bardzo lubię shoujo i wszelakie romansidła, to Kimi ni Todoke denerwowało mnie od pierwszej sekundy. Hm, może trochę przesadzam - kiedyś na pewno dokończę anime i wtedy się okaże. Ale najpierw poświęcę czas kilku lepszym tytułom, które mam zamiar obejrzeć :>.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co się zmuszać :D O ile I seria trzyma jako-tako poziom, II jest ucieleśnieniem tego, co w shoujo najgorsze :S

      Usuń
  5. Oglądałam film pełnometrażowy tylko, ale był super *_*

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam! U mnie na blogu też jest recenzja ;) Niedługo zabiorę się za film. Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  7. Oglądałam tylko film, podobał mi się ^-^ Możliwe, że w niedalekiej przyszłości zabiorę się za anime :) Główna bohaterka już po Twojej recenzji zdobyła moją sympatię :D

    OdpowiedzUsuń

slider