29.8.13

Pan, pani i jej wampirzy rycerz - Vampire Knight.



Vampire Knight

Zima. Sprzed kłów wygłodniałego wampira ratuje małą dziewczynkę pewien młodzieniec. Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby ów chłopiec nie okazał się przedstawicielem tego samego gatunku, co niedoszły oprawca. Młody wampir Kaname oddaje dziewczynkę pod opiekę dyrektora nietypowej szkoły Cross (w oryginale Kurosu), aby ten wychował ją jak własną córkę. Po pewnym czasie pod piecze mężczyzny trafia kolejna osóbka, która stała się ofiarą krwawej rzezi wampirów. Tym razem jest to chłopiec imieniem Zero, który wraz z podopieczną dyrektora Yuuki zostają prefektami wyjątkowej szkoły. Wyjątkowość ta polega na podziale uczniów, którzy przydzieleni są do Dziennej Klasy, gdzie nauczają się zwykli zjadacze chleba oraz do Nocnej Klasy pod przewodnictwem wampira Kaname. Jest to jedyne miejsce, gdzie granica między ludźmi, a wampirami jest naprawdę niewielka. 

"Następnej nocy też pokażę Ci słodki sen"

Anime powstało w bardzo odpowiednim czasie i z góry było nastawione na sukces. Rok 2008 był przesiąknięty wampiryzmem, który był wówczas na topie. To w tym czasie pojawiła się saga Zmierzch, za którą posypało się całe mnóstwo historii o wampirze i jego pięknej ludzkiej kochance. Do tej pory nie wiem w czym tkwi sukces tych serii, które powoli acz skutecznie wytrąciły samego hrabiego Drakulę ze swojego wampirzego tronu. Aż strach się bać, a całkiem podobnie jest w przypadku Vampire Knight.


Główna bohaterka, Yuuki Kurosu, nie pamięta kompletnie nic ze swojego dzieciństwa. Jej wspomnienia zaczynają się na poznaniu Kaname Kurana i praktycznie kończą na tym samym. Jest wdzięczna swojemu wybawicielowi, traktuje go z ogromnym szacunkiem i gołym okiem widać, że żywi coś do niego o wiele więcej niż sam respekt. Również sam zainteresowany nie odpycha dziewczyny, a jedynie trzyma na krótkim dystansie emocjonalnym. Yuuki jest przykładem typowej podręcznikowej i sztandarowej bohaterki shoujo - żwawa, energiczna, praktycznie zawsze uśmiechnięta i gotowa do pomocy. Początkowo bierna obserwatorka, a z czasem przejmująca inicjatywę realistka. Sprawia wrażenie niewiniątka, by już za chwilę pokazać swój charakterek. Niekiedy popada w spore tarapaty w wyniku swojej naiwności, ale zawsze może liczyć na ratunek ze strony mrocznego księcia wampirów. 
Kaname Kuran to jedna z najbardziej enigmatycznych postaci w anime. Szanowany i najważniejszy przedstawiciel wśród swojej rasy zostaje często ukazany w mrocznej aurze rozgwieżdżonej nocy, trzymający dorodną czerwoną różę w ręku. Bish jak się patrzy! Ten melancholijny wampir wzbudza respekt nie tylko swoich pobratymców. Jest raczej małomówny, tajemniczy, do końca nie wiadomo co nim kieruje, jakie są jego motywy. Co z kolei bardzo odróżnia go od Zera Kiryuu. O ile w przypadku pierwszego pana możemy tylko spekulować, o tyle nasz białowłosy przystojniak ma wypisane wszystko na czole - che tylko chronić Yuuki przed wszelakim złem. 

Jak już zapewne się domyślacie mamy tu do czynienia z trójkątem miłosnym. Zero nienawidzi wampirów i chce za wszelką cenę chronić przed nimi dziewczynę. Ta z kolei jest mocno zaintrygowana swoim wybawcą, ale z drugiej strony czuje też coś do Zera. Poplątane i skomplikowane. Ach te baby..

To, co może zaskakiwać to fakt, że anime zamiast skupić się na tajemniczej historii przeszłości naszej głównej bohaterki, stawia Zera jako oś całej historii i to on jest obiektem, na którym skupia się fabuła. Drugoplanowy wygryzł (dosłownie) gwiazdę ekranu! I to ta część anime, która jest najbardziej przesiąknięta dramatyzmem.
Pozostałe postacie są raczej bezbarwne, zazwyczaj podpierają tylko ściany lub są obiektem scen komediowych. Są, ale ich nie ma. Nie zostaje im zbytnio poświęcony czas, mało co o nich wiemy i raczej nie zwraca się na nich uwagi. Nocna Klasa jako tako otrzymała swoje pięć minut, które jednak nie wpływają szczególnie na całość serii, a ich motywacje są płytkie i łatwe do przejrzenia.
Generalnie to wszystkie postacie są bardzo dramatycznie i nieszczęśliwe. Tutaj 'depresja depresje depresją dogania" i wcale nie jest to dobre powiedzenie. Oglądając Vampire Knight odnosi się wrażenie, że producenci nie znają granicy między groteską, dramatem, a komedią. Wszystko się gryzie i prawie nic nie jest spójne. Granica między tymi sferami jest bardzo cienka i niemalże zawsze zostaje ona mocno naruszona, a czasem i przekroczona. Sprawia to, że anime ogląda się bardzo ciężko, dostaje się niestrawności i pojawiają się sprzeczne odczucia - czy to w ogóle jest fajne, czy kuje w oczy? - tak najlepiej można to podsumować. 

Matsuri Hino starała się stworzyć swój własny świat. Jej wampiry przypominają raczej zwykłych ludzi, którzy chodzą pod słońcem, jedzą posiłki, mogą mieć dzieci i nawet mają swoją własną hierarchię! I tak kolejno wampiry klasyfikuje się do poziomu od A do E, przy czym A to wampiry czysto krwiste, a innymi słowy - szlachetnej krwi. W Vampire Knight jest nim Kaname Kuran, który należy do mniejszości i jest najmłodszym przedstawicielem tejże klasy. Najniższy poziom E to ludzie zamienieni w wampiry, którzy pod koniec swojego bytu zamieniają się w bezmyślne kreatury gotowe tylko do zaspokajania swoich żądz i głodu. 

Pewnie zastanawiacie się jak to jest, że uczniowie Klasy Nocnej nie polują na tych z Klasy Dziennej. Aby uchronić szkołę przed krwawymi incydentami wymyślono specjalne tabletki, które po rozpuszczeniu w wodzie zamieniają się w krew, jednakże nie zawsze one zaspokoją ogromny głód i pojawiają się tacy, którzy chcą to załatwić w tradycyjny sposób. 
Grafika jest śmieszna. Poważnie. Wszystko zależy od humoru producentów, co jest bardzo widoczne w efekcie pracy. Sama kreska nie odbiega od tej pierwotnej w mandze, mamy pokaźną grupkę przystojnych panów, którzy zadowolą niejedno dziewczęce oko. A skoro mowa o oczach to te zaserwowane Yuuki wyglądają jak statki UFO. Zajmują jej z pół twarzy! Tła niczym szczególnym się nie wyróżniają, są zwyczajne, brak im dopracowania i szczegółów, ale nie przeszkadzają. A w towarzystwie przygaszonych barw i ciemnych kolorów dodatkowo stwarza pożądaną atmosferę oraz klimat. akcja odgrywa się głównie w murach szkolnych, więc zwykle jest to ponure zamczysko, tudzież skromne komnaty lub mroczny dziedziniec szkolny. Natomiast to, co po prostu rąbie po oczach i jest nie do zniesienia to animacja. Po prostu straszna! Postacie poruszają się w zabawny sposób, jakby kuleli lub mieli poważne problemy z tą czynnością. Wszystko jest niezręczne, przedstawione wręcz w dziwaczny sposób i wynaturzone. 

Na ogromny szacunek zasługuje oprawa muzyczna. Chyba najlepszy soundtrack jaki do tej pory słyszałam! Odpowiada za nią niejaki Takefumi Haketa, który po mistrzowsku odwalił kawał bardzo bardzo bardzo dobrej roboty. OST to uczta dla ucha, w dodatku niezwykle przyjemna. Każdy, kto ceni sobie różnorodne, ale subtelne utwory powinien koniecznie sobie go przyswoić. Ścieżka stworzona niczym do kasowego dramatu, który w 100% oddaje klimat serii. Głównie to kompozycje na instrumentach klasycznych, jak skrzypce, fortepian, flet, wiolonczela, ale także harfa, gitara i coś, co nazywa się klawikordem. Instrument ten odpowiada za najbardziej gotyckie partie, które kojarzą się z mistycznymi obrzędami. Dodatkowo niektóre utwory zawierają męski wokal, po którego usłyszeniu przenosimy się w tajemnicze zakony. 
Kolejna mocna strona to ending i opening. Ten pierwszy Still Doll w wykonaniu Kanon Wakeshimy sprawia upiorną wręcz atmosferę, nie niszcząc subtelności i delikatności. Futatsu no Kodou to Akai Tsumi to piosenka otwierająca serię i zarazem kolejny klimatyczny utwór w wykonaniu bliźniaków z On/Off



Vampire Knight byłby dobry, gdyby nie ilość dramatyzmu, który w pewnym momencie przemienia się w tragikomiczną historyjkę o pogrążonych w depresji wampirkach. Z dzisiejszego punktu widzenia przypomina mi tani melodramat, który nieraz serwują nam w postaci argentyńskich telenoweli.  To, co wyraźnie wyróżnia tę serię spośród innych to stworzony klimat mroku w postaci genialnej ścieżki dźwiękowej. Nie jest to udana pozycja, niemniej można się o nią pokusić, bo zawsze jest to trochę coś innego. Ale trzeba mień na uwadze  że to tylko drobny wstęp to prawdziwie zawiłej historii, którą można odnaleźć w mandze. Widzowie, którzy lubią nadmierny patos i są miłośnikami podobnych historii będą zadowoleni. Pozostali powinni unikać tego tytułu. 


"Słodki sen jeszcze się nie skończył"





20 komentarzy:

  1. Dla mnie jedna wielka pomyłka, coś strasznego D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla większości (;
      Zmarnowany pomysł, tyle.

      Usuń
  2. Masz absolutną rację, kompletne niewykorzystanie pomysłu, czy raczej stworzenie okropnych, szablonowych postaci pierwszoplanowych. Ale nie zgodzę się z tym, że postacie drugoplanowe podpierają tylko ściany, wprawdzie nie pamiętam jak to bywało z nimi w anime, ale w mandze są całkiem sympatyczni. Ogólnie kupuję ten tytuł tylko i wyłącznie dla postaci drugoplanowych, a dokładniej Aido, Shikiego i Rimy, bo dramy głównego trójkącika nie znoszę. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w sumie to Aido polubiłam w anime i dla niego tę serię oglądałam bo Fukuyama~ *pogwizduje*

      Usuń
    2. Tak, z tym się zgodzę, ale recenzowałam anime, nie mangę, a tam postacie drugoplanowe były całkowicie bezbarwne.

      Ja mangę kupuję i odkładam na półkę :D Serio, ciężko mi się zabrać. Mam 18tomów z czego może przeczytałam 8 :D

      Usuń
    3. No właśnie wiem, że recenzowałaś anime, dlatego wspomniałam, że nie za bardzo pamiętam jak to z tymi drugoplanowymi postaciami było w serii TV. xD hah W takim razie odwołuję zarzut. ^^

      Ja w ogóle miałam olbrzymie luki w VK, zawsze kupowałam to jak już naprawdę nie miałam czego, ale o dziwo jak już zaczęłam nadrabiać i np. za jednym zamachem zaopatrzyłam się w 4 tomy to przeczytałam je bardzo szybko, bo mam wrażenie, że manga ma strasznie mało tekstu i jak już się człowiek przełamie i sięgnie po ten tomik to jakoś idzie. xD

      Usuń
    4. Bo anime sie oglądało podczas premiery :D A to już 5 lat!

      Manga i tak jest dużo lepsza od anime - to nie ulega wątpliwości. Ale i tak fabularnie jest ciężka. I to w tym znaczeniu, że zbyt zawiła, za długa i ten dramatyzm obciąża całość. Jednym słowem: przesadzona.

      Usuń
    5. Masz absolutną rację, manga jest lepsza, ale dramat głównych bohaterów zostaje i irytują tak samo jak w anime. W ogóle ja jestem typem, który lubi takie ciotowate, cierpiące postacie, ale w VK nikt z głównej trójki nie zyskał mojej sympatii, nie lubię ich do tego stopnia, że przez cały czas miałam nadzieję, że na końcu wszyscy zdechną. Szczególnie irytował mnie Zero... *żali się*

      Usuń
    6. *pociesza* mimo wszystko na mnie najgorzej działała Yuuki. Okropnie mnie drażniło jej zachowanie i to niezdecydowanie. Grrrr... ;__;

      Usuń
  3. Na ogół nie lubię tematów o wampirach. Wampiry są wszędzie i zawładnęły całą literaturą, filmami i nawet anime. Vampire Knight to... rzeczywiście anime wyciągnięte rodem z melodramatu. Główna bohaterka maksymalnie mnie wnerwia, ale... openingi (z obydwóch serii) i pierwszy ending (bo drugiego nie pamiętam) są jednymi z najlepszych! Wielbię, kocham i nie powiem co jeszcze! Zmarnowali potencjał muzyki :C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ending z II serii chyba nawet lepszy. "Suna no oshiro" Kanon Wakeshimy (: Zresztą ma wiele ciekawych utworów - polecam przesłuchać (:

      Usuń
  4. Jakoś nie przepadam za takimi tematami w anime. Ale muszę przyznać, że ost jest nieziemski! Przy drugiej piosence, aż mnie ciarki przeszły trochę. ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poza tym ... "How you remind me" xD I wszystko w temacie. Teraz to sobie "Photograph" słucham xD

      Usuń
    2. A bo sobie to tak umieściłam, podczas pisania mi z tym lepiej :D

      OST to jedyna warta uwagi rzecz w Vampire Knight (: Mam cały na swoim starym sprzęcie muzycznym (:

      Usuń
  5. Soundtrack jest świetny, zgadzam się z tym całkowicie! Z resztą recenzji w sumie też. Za pierwszym razem, gdy to obejrzałam, byłam zachwycona, potem to już się głównie z tego śmiałam. Ale jakiś tam sentymencik pozostał, przez wzgląd na opowiadanie. Aa, no i w VK pojawia się kilku seiyuu, których bardzo lubię i cenię :) Ogólnie rzecz biorąc potencjał serii jest niewykorzystany. Można było z tego zrobić coś zdecydowanie lepszego. No i anime mogło zostać lepiej wykonane... Ale cóż, bywa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za pierwszym razem też byłam zadowolona, ale miałam 13 lat więc wszystko było przede mną. Dopiero dziś dostrzega się jaka to bzdurna opowiastka. I chyba też wiekowo do lat 14 (:

      Usuń
  6. Dobra, ja oglądałam dla Juna Fukuyamy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czy ja wiem, ja mam po drugim obejrzeniu na potrzeby recenzji o wiele inne zdanie od Twojego ;/ No, ale o gustach się nie dyskutuje ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  8. Oglądałam Vampire knight, nawet mnie wciągnęło. Kaname strasznie mnie wkurzał, całym sercem byłam z Zero xD.
    A gdy już skończyłam oglądać anime... Cóż, jedyne, co mi się w nim podobało to Zero i opening :D.

    OdpowiedzUsuń
  9. Oglądałam, powiem, że nie najgorszy, zdecydowanie wolę inne anime, które tam są wampiry. Oglądałam z powodu Zero i ten gościu, który miał piękne niebieskie oczy. ( nie pamiętam jak miał na imię xD )

    OdpowiedzUsuń

slider