16.8.13

Oko w oko z leśnym duchem - Mój sąsiad Totoro.

Lata 50/60 XX wieku. Kusakabe, wykładowca archeologii, przeprowadza się wraz ze swoją dziewięcioletnią córką Satsuki oraz czteroletnią Mei na odległą i bardzo spokojną wieś, by by bliżej swojej chorej na gruźlicę żony. Kobieta po wyjściu ze szpitala ma otrzymać najlepsze miejsce, by wrócić do sił, a takowe ma zapewnić jej owa wioska, która zdaje się być zapomniana przez samego boga. Dziewczęta całe dnie spędzają na zabawie, poznawaniu każdego zakamarka w starym domu oraz leśnych grach. Już z samego początku rodzinka ma okazję zaobserwować dziwne, niekształtne i smoliste stworki. Pewnego dnia trafiają na ogromne legowisko Totoro - jednego z duchów leśnych. Szybko zaprzyjaźniają się z nim oraz dwoma innymi totorzątkami. W tym samym czasie do rodzinki przychodzi wiadomość o problemach z powrotem matki dziewcząt, więc młodsza Mei postanawia do niej wyruszyć na własną rękę. 

Mój sąsiad Totoro początkowo miał być opowieścią dosyć mroczną, gdzie bóg śmierci porywa całą rodzinę, pozostawiając jedynie ojca. Pomysł został odrzucony, gdyż w tym samym czasie powstawał przerażający Grobowiec Świetlików, Isao Takahaty i Miyazaki poprzestał na spokojnej i ciepłej opowieści o dwóch dziewczynkach. I trzeba przyznać, iż zrobił tym samym furorę wśród widowni, nie tylko tej najmłodszej, ale (chyba przede wszystkim) dorosłej. Na czym polega fenomen ogromnego, włochatego stwora, który niespodziewanie stał się sztandarową produkcją Ghibli, ale także znakiem rozpoznawczym studia, którego logo szybko przyozdobił wizerunek Totoro? Czy aby na pewno to zwykła bajka dla dzieci? Ha, akurat!

Sztuką jest nakręcić film bez fabuły, koncentrującym się na jednej rodzince, ze znikomą muzyką oraz kameralnym nastrojem, a do tego sprawić, by zyskał ogromną, światową popularność. W tym przypadku Hayao musiał przyłożyć jakąś boską rękę! Jest coś, co przyciąga do tej historii, coś tak frasobliwego i uroczego, czemu wręcz nie można się oprzeć. W tym anime jest to spokojna wiejska kraina, w której zdaje się nie płynąć czas, a wszystko jest spokojne i leniwe. Zdecydowaną zaletą jest wszędobylski naturalizm. Tu dzieciaki zachowują się tak, jak powinny inne w swoim wieku. Dostajemy chociażby obraz Mei, która wspina się po schodach na czworakach, bo tak jest łatwiej. Zdaje się, że świat należy tylko do nich, wszystko przedstawione jest z punktu widzenia dziewczynek. Tu problemy wydają się być wyolbrzymione, dla nas błahe, ale dla nich ważne i potraktowane z należytą im uwagą.

Na próżno tutaj szukać czarnych bohaterów, nagłych zwrotów akcji czy pouczającego, lecz banalnego przesłania. Tu każdy jest sobą, nikt nikogo nie udaje. Nie zostajemy zmanipulowani (niczym disnejowska bajka o Dorze), nie poznajemy wszystkich szczegółowych z życia bohaterów. To co miało być powiedziane to zostało, bez zbędnego przesadyzmu. Ze współczesnego punktu widzenia można zauważyć, że Mój sąsiad Totoro naśmiewa się z próżnych disnejowskich historii, które zawsze budowane są na tych samych, przewidywalnych schematach. Innymi słowy anime to ma gdzieś, czy dostanie dużą, czy też małą publikę, bo ono zawsze dotrze do docelowej części widzów. 
Oglądając film nachodzi nas ogromna fala sentymentalizmu, która z miejsca przenosi nas do dziecięcych marzeń i tych chwil, w których to wszystko było możliwe, bez ingerencji dorosłych. Oni nie wiedzą, czym jest wyobraźnia i fantazja, nie mają pojęcia kim jest Totoro - nie widzą go. Skupieni na pracy, obowiązkach i zamartwianiu się, co wsadzić do gara, nie mają czasu, by choć na odrobinę przybliżyć się do świata magii. Nie trzeba być dzieckiem, aby przekonać się o wartości filmu. Trzeba poczuć mentalność dziecka, a wtedy przenieś się na chwilę do świata, w którym przewodzi przesympatyczny Totoro.

Grafika jest charakterystyczna dla studia Ghibli. Niesamowicie dopracowane i bardzo dokładne tła, które urzekają swoją realnością. Szczególnie piękne są leśne widoczki. Ciepłe, delikatne kolory akwareli idealnie wpasowują się w klimat oraz nastrój filmu. Nie jest to oczywiście górnolotna oprawa audiowizualna, ale trzeba mieć na uwadze, że film jest z 1988 roku! Muzyka to przede wszystkim nastrojowe akordy instrumentów klasycznych. Wybija się oczywiście piosenka przewodnia - Tonari no Totoro - która jest znana (a przynajmniej powinna) przez każdego otaku.


Mój sąsiad Totoro ma specyficzny klimat. Nie musi być uwielbiany, wystarczy, że ma swoją grupkę wielbicieli. Bezpretensjonalny film nie tylko dla dzieci, pełen ciepła i uroku, przodujący w swoim gatunku. Klasyka wielkiego kina na każdym domowym ekranie, które wypadałoby znać (:


(I cały dzień śpiewania "Totoro Totoroo" :D)

8 komentarzy:

  1. Tak jak piszesz, Totora stwarza tak sympatyczny klimat, że po prostu nie da się oprzeć temu filmowi. Jest cudowny w swojej prostocie i to właśnie w tym chyba tkwi magia tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Totoro to świetny film ^____^ jeden z niewielu, który mogę oglądać i oglądać.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam ten film na dysku i planuje by w końcu obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Magiczny film, bardzo bardzo lubię!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie oglądałam, aż sama się sobie dziwię, ale na pewno zajmę się tym tytułem w najbliższej przyszłości ;) Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedna z kilku produkcji Ghibli, które oglądałam :D. Oczywiście masz rację, film świetny, a jednak jakoś bardziej lubię Mononoke xD.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedna z moich ulubionych pozycji studia ghibli. Oglądałam już wiele razy, i jeszcze wiele razy wrócę do totoro ^_^

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie raz obejrzę to anime ;) Nadal je uwielbiam, jedno z pierwszych, jakie widziałam~~ Świetny blog, będę na bieżąco :D Zapraszam też do mnie: http://mirella-view.blogspot.com/2016/02/z-mojej-perspektywy-10-walkin-butterfly.html

    OdpowiedzUsuń

slider