26.8.13

Miłość w świecie mody - Paradise Kiss.


Młody projektant, punkowiec, lolitka i transwestyta... Co może łączyć tę ekscentryczną czwórkę?


Yukari, posłuszna rodzicom uczennica renomowanego liceum. Pewnego dnia zaczepia ją chłopak z blond nastroszonymi włosami i mnóstwem kolczyków w twarzy. Biorąc go za zboczeńca pośpiesznie ucieka, trafiając na piękną, wysoką kobietę, która okazuje się być mężczyzną. Dzięki swojemu wzrostowi i urodzie, Yukari zostaje poproszona o zostanie dla nich modelką. Początkowo nie chętnie, ale zmienia swoje zdanie przy bliższym poznaniu młodych projektantów mody. 


Czego się spodziewać po autorce Ai Yazawie (NANA) ? Na pewno niekonwencjonalnej mangi, która ze zwykłego shoujo przechodzi w coś głębszego - niemalże w dramat psychologiczny. Tak jest i tutaj. ParaKiss to (nie)zwykła komedia romantyczna a dużo bardziej rozbudowany dramat. Początkowo byłam dość sceptycznie nastawiona do tego tytułu, nie ciągnęło mnie. Z jakieś cztery lata temu postanowiłam się przełamać i obejrzeć, bo w końcu było to tak zachwalane. Pamiętam, że odrzuciły mnie pierwsze sekundy odcinka i już byłam zgoła wyłączyć, ale pojawił się opening, który mnie wówczas mocno zauroczył. Zdecydowałam, że jednak obejrzę do końca, zawsze przecież mogłam porzucić serię (czego nie znoszę). 

Jakże był mój zachwyt nad postaciami, naprawdę mi się spodobały. Zaimponowało mi różnorodność charakterów. Nie było to zwalone tak na jedno kopyto. Pierwsza na plan - Hayasaki Yukari - licealista z zerowymi planami na przyszłość. W przeszłości oblała swój pierwszy egzamin do prywatnej szkoły, wywołując mocne rozczarowanie swojej matki. Nie chcąc być tzw. kulą u nogi, postanowiła zawzięcie się uczyć, aby w przyszłości dostać się do jednego z najlepszych liceów w kraju! Udaje się jej to, mimo iż nie należy do najbystrzejszych uczniów. Tam poznaje chłopca, Hiroyuki Tokumori'ego, w którym się skrycie podkochiwała. Wszystko by się dobrze ułożyło... do czasu poznania grupy młodych projektantów.

"Miłość Ci wszystko wybaczy..."

Yukari sprawia dobre wrażenie - ostra i zadziorna laska, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Niestety, w trakcie, to uczucie nieco zanika a postać robi się mdła i miejscami, mocno denerwująca. Sama zbytnio nie wie, czego chce, nie wie, czy dobrze robi... Mnie kojarzyła się od razu z takim popychadłem, co wszyscy mają się nad nią użalać. Owszem, dojrzewa i rozkwita, jednak w moich oczach sporo straciła. Trochę zyskała, gdy w końcu zdecydowała się na fach modelki i... życie na własny rachunek. Mówiąc o tej postaci, warto wspomnieć coś o jej rodzinie. Z anime dowiadujemy się, że wychowuje ją matka, gdyż ojciec stale pracuje. Panie nie mają ze sobą najlepszych relacji. Można śmiało rzec, że córka jest na wskroś podobna do swojej rodzicielki - oby dwie są kapryśne i przesadnie ambitne. Hayasaki ma młodszego brata, który musi patrzeć i dorastać w tejże rodzinie. Ich matka nie jest najlepszym przykładem do naśladowania. Kto o zdrowych myślach policzkuje swoje dzieci?! 

Nieco przeciwnym charakterem jest Koizumi George, młody geniusz, który potrafi z niczego stworzyć dzieło sztuki. Jest wyrachowany, często arogancki - może wzbudzić nieprzyjemne uczucia. Ciężko go zrozumieć, jest całkowitym outsiderem - żyje w swoim świecie. W dodatku to kobieciarz, dziewczyny zmienia jeszcze częściej niż swoje kapelusze - dość szybko zdobywa uczucie Yukari, do końca trzymając nas w nieświadomości czy ją kocha, czy może jednak tylko się bawi. Zarówno jak ona, George nie posiada udanych relacji z rodzicami. Jest owocem miłości swego bogatego ojca z, o wiele młodszą od siebie, kochanką. 

Idąc dalej napotykamy słodziutką lolitkę o różowych włosach. Sakurada Miwako, bo o niej teraz mowa jest kolejną przedstawicielką ASP a zarazem najlepszą przyjaciółką Yukari. Dziewczęta bardzo szybko łapią wspólny język. Miwako jest również ciekawą postacią. Dorastała w cieniu swojej starszej siostry - Mikako - główną projektantką firmy "Happy Berry". Jej partnerem życiowym jest Nagase Arashi, czyli owy punkowiec, którego poznajemy już w pierwszych minutach anime. Naszą piątkę domyka Yamamoto Daisuke, którego poznajemy w długich, fioletowych włosach, przedstawiającego się jako Isabella. 
ParaKiss jest genialną historią o młodych ludziach, wkraczających w dorosłość. Tak, motyw znany już z serii Nana i zaręczam, że równie dobry. Jednak to właśnie postacie mogą być głównym powodem dyskusji. Pytaniem jest, czy da się je polubić? Owszem, choć co do George'a można mieć jeszcze wiele do życzenia (ale ja akurat lubię takie 'czarne konie').

Jak to najczęściej bywa - anime na podstawie mangi - cóż, większość z Was pewnie jest świadoma czym to się kończy. Tak jest i tutaj. Po genialnym wydaniu mangi nikt nie spodziewał się cudów. Ci, co nie czytali pierwowzoru, mogą mieć anime za objawienie, zaś dla tych, co pierw zapoznali się z wersją papierową może okazać się pasmem rozczarowań. Szczególnie ostatni odcinek. Zakończenie byłoby dobre, ale twórcy za bardzo się pospieszyli i tak na przysłowiowego chama wszystko w niego wepchali. Zabrakło tego jednego odcinka aby wszystko ładnie zamknąć. Liczba odcinków wynosi 12 zaś liczba tomów - 5. Twórcy całe 4 tomy wepchali w 11 odcinków zaś na 5 tom przypada tylko jeden odcinek! Jeszcze jednym minusem jest spore okrojenie scen komediowych, przez co anime jest poważniejsze i stanowczo brakuje mu dobrej dawki oryginalnego humoru pani Yazawy. 

Przejdźmy dalej. Jaką piękną kreskę ma pani Yazawa nie trzeba wspominać, ale zarówno tu jak i w przypadku Nany, postacie są dość charakterystyczne - anorektyczna figura, nadnaturalne długie nogi. Strasznie podobają mi się tła, zazwyczaj to podrasowane zdjęcia Tokio, które prezentowały się nieziemsko (choć nie jestem pewna, co do tych stworków z początku każdego odcinka). Warto też wspomnieć, że postacie często zmieniają ubrania jak i fryzury. 

Najsłabszym punktem serii jest animacja, która miejscami błaga o pomstę do Nieba. Bardzo nierówna, zmienia swój poziom (a może jego brak) z odcinka na odcinek. Owszem, postacie są ładne, ale... gdy są pokazane z bliska. Widać wtedy dopracowane szczegóły. Czar pryska, gdy się je oddala. Denerwującym zabiegiem było również zatrzymanie planu tzn. ukazywanie na parę sekund jakiegoś przedmiotu (tak jakby chcieli zaoszczędzić animacji). Anime nie jest też wolne od formy super-deformed, które nie zawsze wychodzi śmiesznie. Szkoda, gdyż po genialnym openingu ma się ambicję na coś więcej. Tła tam prezentują się prześlicznie, wygląda to naprawdę na produkcję najwyższej klasy. 


A jeśli już jesteśmy przy openingu to czas wspomnieć coś o muzyce. Niestety mocno kuleje, praktycznie w ogóle jej nie ma, czym jestem zawiedziona. Do takiego tematu można by było dobrać naprawdę fajny soundtrack, np. w klimacie europejskiego glamour. Seiyuu też nie powala. Aktorzy mówią tak bez przekonania, zero świeżości, choć to debiutanci. Jednak to dzięki fenomenalnemu openingowi i endingowi, anime znowu zdobywa sobie mocne punkty. Pierwszy utwór to "Lonely in Gorgeous", czyli popowe brzmienia, które zmuszają do odtwarzania ich w koło. A wiedźcie, że zbytnią fanką j-popu nie jestem. Jednak to ending podbija serca niemalże każdego widza. "Do you want to" Franza Ferdinanda to dawka ogromnej, pozytywnej energii. Chwytliwa muzyka, prosty tekst, który się przyczepi jak wsza i będziesz dłuuugo, dłuuugo sobie nucić. Z tym utworem mam dodatkowo miłe wspomnienia m.in pamiętna lekcja informatyki, gdzie z zajęć zrobiłam dyskotekę (przedstawialiśmy nudne referaty i trzeba było dodać jakiś ciekawy podkład muzyczny) lub wakacje na Sycylii, gdzie Franz jest bardzo popularny, więc jego utwory można było usłyszeć wszędzie. 


Podsumowując. Anime to kawał dobrej roboty. Należy do gatunku josei, więc głównie adresowany jest do młodych kobiet i myślę, że właśnie one będą najbardziej zadowolone z serii. Oprócz tego, polecam również fanom Ai Yazawy oraz serii Nana (choć myślę, że nie obędzie się od ciągłych porównań). 
パラダイス・キス


7 komentarzy:

  1. Oglądałam anime i drame.
    Bardzo mi się podobało, chociaż bardziej przekonała mnie do siebie drama ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że drama się zamyka, a anime ma poniekąd otwarte zakończenie. No i drama będzie lepsza dla tych, którzy chcą zobaczyć wątek miłosny pełną parą :D

      Usuń
  2. Nie oglądałam, ale słyszałam wiele dobrego. Jakoś to nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Paradise Kiss oglądałam jakiś czas temu i muszę przyznać, że nie stałam się fanką tego tytułu, nie uważam tej produkcji za złą, słabą itp. po prostu jestem ciężkim przypadkiem jeśli chodzi o shoujo/josei i ta seria mimo, że mi się nie dłużyła nie spodobała mi się też jakoś specjalnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tego samego poziomu, co NANA. Również nie pałam wielką sympatią do ParaKiss, ale w porównaniu do innych serii z tego gatunku to ta wypada bardzo dobrze.

      Usuń
  4. Oglądałam dawno, więc muszę sobie przypomnieć ;) Uwielbiam "Nanę", "Paradise Kiss" też mi się podobało, jednak niewiele już pamiętam ;/ Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  5. Paradise Kiss to jedno z moich ulubionych anime i mang :) Oglądałam również film i również bardzo mi się podobało :) Trochę kreska anime nie zadowala, ale w tym przypadku liczy się treść anime, która jest na prawdę bardzo przekonująca ^^
    Uwielbiam Arashiego zarówno w anime, mangdze jak i w filmie pełnometrażowym :)

    OdpowiedzUsuń

slider