24.8.13

Dojrzewanie, samodoskonalenie się i stara Japonia - Chihayafuru.

Chihayafuru
ちはやふる

Ayase Chihaya, niedoceniana przez rodziców żyje w cieniu swojej starszej siostry - owocującej modelki. Zafascynowana karierą siostry marzy tylko o tym, aby ta odniosła jak największy sukces w tejże branży. Wszystko się zmienia, gdy na swojej drodze spotyka Watayę Aratę, który wciąga ją w tajemniczy świat starej japońskiej gry karcianej. Dziewczyna oczarowana umiejętnościami chłopca postanawia spróbować szczęścia z kartami i po niedługim czasie zakochuje się w kyougi karucie. Odtąd ma swoje własne marzenie - chce doskonalić się, by pewnego dnia otrzymać tytuł Królowej, nadawany najlepszej zawodniczce. Wszystko wydaje się być na właściwej drodze do czasu, gdy Arata wyjeżdża z Tokio, pozostawiając dziewczynę z ich przyjacielem - Mashimą Taichim. Lata mijają, nasi bohaterowie mają już po szesnaście lat i wkraczają w swoje licealne życie. Chihaya namawia Taichi'ego do stworzenia szkolnego klubu, który złowi innych miłośników karuty. To w tym momencie rozpoczyna się właściwa akcja anime.

"Spoglądając na księżyc o północy..."


Chihaya jest jedną z najciekawszych głównych bohaterek jaką miałam okazję poznać. Bardzo energiczna, zdeterminowana, cechująca się sprytem, lecz z niewielką wiedzą w głownie. Absolutnie w niczym to nie przeszkadza, widząc jak całkowicie poświęca się karucie. Sama mówi o sobie 'zachłanna', dobrze wie czego pragnie i nic jej nie przeszkodzi w drodze do celu, nawet bolesne porażki, które w rzeczywistości tylko ją wzmacniają. Chihaya nie jest głupiutką bohaterką shoujo, która sama nie wie czego oczekiwać od życia. Wprawdzie zatrzymała się na etapie szkolnej przyjaźni, przez co nie wykazuje najmniejszej gotowości do jakiegokolwiek wątku romantycznego, czy to z Aratą, czy też z Taichim, co dla mnie jest kolejnym plusiorem (: Jest też postacią skrajnie kontrowersyjną, co oznacza, że niekoniecznie można ją polubić. Owszem, jest piękna, utalentowana, ale zdaje się być również 'upośledzona społecznie' i z tego powodu otrzymuje miano 'głupiej piękności' od swoich szkolnych kolegów. Natomiast dla niej istnieje tylko i wyłącznie karuta, podziwia każdego kto współodczuwa tę pasję, stąd niewielka ilość ludzi wokół niej. 
Ayase przechodzi przemianę. W pewnym momencie zaczyna dostrzegać cokolwiek spod swej (maniakalnej wręcz) miłości do gry. Dociera do niej, że życie nie polega tylko na pojedynkach i wygranej. Gdyby nie to oraz postać Taichi'ego, seria stała by się irytująca, a sama bohaterka nie zdobyła by mojej sympatii.

Taichi to inteligentny i mocno pewny siebie młodzieniec. Wprowadza wiele uroku do anime. Wciąż szuka swojej filozofii życiowej, podąża za wyznaczonymi celami, ale niestety ma ogromnego pecha. Nie jest on nieudacznikiem, po prostu los zawsze płata mu figla i aż żal się robi człowiekowi, widząc wszystkie jego niepowodzenia. Taichi bez najmniejszego wątpienia zyskuje najbardziej w oczach, przechodząc ogromną przemianę, która triumfuje w II serii Chihayafuru. Poznajemy go jako rozpieszczonego bogacza, który za wszelką cenę usiłuje zatrzymać przy sobie Chihayę, gdy ta zaczyna spędzać coraz więcej czasu z nowym kolegą. Początkowo sprawia bardzo negatywne wrażenie, ale wkrótce wyłamuje się z tego, stając się jednym z najbardziej ulubionych postaci.
Wreszcie Arata. Ten dziwnie przypominający Harrego Pottera chłopak jest odpowiedzialny za uzależnienie Chihayi do karuty. Jego dziadkiem jest wielokrotny mistrz tejże gry, który to natomiast odpowiada za pasję Araty. Jest jedną z najbardziej tajemniczych postaci. Pojawia się w dziecięcych wspominaniach Chihayi, by zniknąć na większość odcinków. Nie pełni więc on praktycznie żadnej istotnej roli i pozostaje zepchnięty  na ostatni plan. Jednocześnie cały czas się o nim mówi, choć nie poznajemy go jako postaci fizycznej, ale bez wątpienia - jest ważną postacią fabularną. 

Trójkącik, który powinien być, a którego nie ma. ale czy na pewno nie ma? Tu wchodzimy właśnie w gatunek josei, ponieważ nic nie jest wypowiedziane wprost, a skonstruowane na bardzo dojrzałym uczuciu. Lecz nie byłoby żadnej frajdy, gdybym teraz tu wszystko napisała. Ten wątek jest tak ciekawy, że nie chcę odbierać (chętnym poznania tej serii) wielkiej radości z odgadywania myśli bohaterów i jej osobistej analizie (:
Drugoplanowymi postaciami są członkowie klubu karuty z Mizusawy i oni także przechodzą swoje metamorfozy. Każdy z nich wprowadza swoją własną historię, swój własny sposób na grę i filozofię. 


"Czas, gdy kwitną kwiaty..."


Karuta to japońska gra karciana, polegająca na wyrzuceniu odpowiedniej karty w czasie odczytania jej przez lektora. Gra się kartami, które zawierają fragmenty stu poematów z Ogura, czyli największego dorobku starej literatury japońskiej. Przed wylosowaniem właściwej karty następuje odczytanie fragmentu nienależącego do poematów. W karutę grają dwie osoby pięćdziesięcioma kartami, przy czym dla każdego przeznaczonych jest po dwadzieścia pięć. Według osobistej strategii uczestnicy układają je przed sobą, a następnie mają piętnaście minut na zapamiętanie ułożenia kart swoich i przeciwnika. Następnie lektor losowo odczytuje poematy, a zadaniem zawodnika jest jak najszybsze rozpoznanie karty z drugą częścią wiersza. Istnieją też tzw. 'puste karty', czyli z te fragmenty, które nie należą do poematów. Wygrywa ten, który szybciej zbije (a tym samym uzbiera) wszystkie karty. Gra ta jest niesamowicie trudna, która polega głównie na mocno wyczulonych zmysłach, doskonałym słuchu, szybkim refleksie, ale także na odpowiedniej strategii.

Nigdy bym nie pomyślała, że może mnie - jako widza - tak wciągnąć owa gra! Napięcie podczas turniejów jest zbudowane w rewelacyjny sposób, aż ma się ochotę wejść w ekran i siedzieć tam wraz z uczestnikami. Przeżycia są ogromne, co bardzo bardzo bardzo mnie zdziwiło, gdyż podeszłam do anime raczej z rezerwą, nie wiedząc zbytnio o czym jest ta seria i czego się mogę spodziewać. Ogromnie mnie zaskoczyła, ale w bardzo pozytywny sposób. Po pierwszym odcinku raczej nie spodziewałam się większej rewelacji, nawet nie śpieszyło mi się z obejrzeniem dalszych odcinków. Ale wkrótce nastąpił zwrot, po którym chłonęłam Chihayafuru i już z wielką ekscytacją zabrałam się za drugą serię.

Pojedynki są wciągające dzięki szczegółowemu dopracowaniu prac graficznych ( o czym później ), ale również przez to, że możemy 'wejść' w głowę nie tylko głównym czy drugoplanowym bohaterom, ale także trzecio- oraz epizodycznym postaciom, co rzadko zdarza się w jakiejkolwiek serii anime. Każda, nawet z pozoru ta mniej ważna postać jest tu niezwykle cenna, dodając duszy całości, zyskując na realności serii. Wspaniałe jest również to, że postacie nie mają zwycięstwa podanego na srebrnej tacy, a muszą solidnie o nie walczyć. Tym samym nie zawsze się udaje - bywają lepsze jak i te gorsze dni. Czasem karuta zdaje się być o wiele bardziej ekstremalnym sportem niż piłka nożna, czy inne wysiłkowe dyscypliny, bo gra może przeciągnąć się do kilku godzin, podczas których gracz powinien być niezwykle skupiony i skoncentrowany. A by było ciekawej musi odegrać kilka takich meczy i za każdym razem pamiętać, i zapominać poszczególne ułożenia kart. Skrajne wyczerpanie to nieodłączny towarzysz każdego karuciarza.


"Kwiaty śliwy pachną tak samo..."


Audio wizualizacja anime powala na kolana. Przy produkcjach shoujo zazwyczaj natrafiamy na postacie bardzo do siebie podobne, tymczasem w Chihayafuru każda jest zupełnie inna. Projekty głównych bohaterów są bardzo udane i dopracowane. Praktycznie nic by nie można było zarzucić za wyjątkiem kilku szczególików w postaciach drugoplanowych. Mam tu na uwadze dwóch członków klubu, którzy wydają się być żartem w ich przedstawieniu. Zamiast oczu mamy dwie kreski, podobnie zresztą z ustami. Nie wiem jaki był cel tego zabiegu, ale skoro reszta postaci została dopracowana, to czemu u licha pozostawić dwie postacie, które wyglądają jakby wyszły spod ręki przedszkolaka? Na szczęście nie ujmują im braków umysłowych. Warto zwrócić uwagę na stroje bohaterów, szczególnie piękne kimona pań, zdobione w oszałamiające floralne wzory. Również dominujące jesienne barwy dobrze wpływają na odbiór tej serii. Dzięki temu jest ciepła i bardzo sympatyczna.
Animacja jest bardzo dynamiczna, co robi wrażenie na widzu i daje kolejnego kopniaka do wciągnięcia się w fabułę. Ruchy karuciarzy są szybkie i płynne, pełne energii. Bardzo podobnie prezentuje się ścieżka dźwiękowa, która mimo braków, wpasowuje się prawie idealnie. Na uwagę zasługuje opening, który szybko przykuwa słuchacza i wprawia go w muzyczny trans. Nieco gorzej wypada ending śpiewany przez seiyuu Chihayi - Asami Seto, która ma nieco braków muzycznych. I po raz kolejny można pogratulować wspaniałemu Miyano Mamoru, który to po raz kolejny pokazał mistrzowską grę, wcielając się w Taichi'ego!

Seria jest zdecydowanie warta uwagi. Nieco inna, z pewnością odróżniająca się od typowych serii sportowych. Oprócz tego Chihayafuru należy do gatunku josei, czyli przeznaczonego do nieco starszej widowni, co jest całkowicie zrozumiałe, gdyż poza karutą można tu dostrzec dużo głębszy sens i przekaz psychologiczny. Nie jest to też typowy romans, z pewnością nie ma tu żadnych miłosnych trójkącików, co mogło by się wydawać po opisie fabuły. Jest to bardzo przyzwoita seria o spełnianiu swoich marzeń, samodoskonalenia się i pokonaniu swoich słabości. I miejcie na uwagę, że manga wciąż wychodzi, więc to tylko wstęp do całości historii. A mnie pozostaje tylko wyczekiwać III serii (:




13 komentarzy:

  1. Uwielbiam to anime, a teraz tylko czekam na przetłumaczenie ostatnich odcinków drugiej serii (bo z tego co wiem nie zrobiono jeszcze tego) ;) Jednak z całym szacunkiem nie umiem się z Tb zgodzić w sprawie Taichi'ego. Mimo iż pierwszy sezon oglądałam już dość dawno, to nie przypominam sobie by owy bohater był rozpuszczonym bogaczem >,< Wg mnie był i jest taki sam jak wcześniej, no może z kilkoma szczegółami inny w drugim sezonie. No chyba, że chodziło Ci o tego Taichiego z dzieciństwa... wtedy mogę nawet przyznać Ci rację :) Niedługo bd oglądać serię jeszcze raz, więc jeśli się myliłam w tym co wyżej napisałam to na pewno przeproszę. No i ja osobiście z niecierpliwością czekam na rozwinięcie wątku między Taichim i Chihayą ;) Kreska, muzyka są świetne, a w karutę sama mam ochotę zagrać! Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taichi z dzieciństwa oczywiście (: Wybrzydzał chociażby przez to Aratę, że jest biedy itp.
      Ja obejrzałam od 21odcinku po angielsku, bo nie mogłam tyle czekać na tłumaczenie :D Teraz zabieram się za mangę. Słyszałam pogłoski o III serii, więc mam nadzieję, że kiedyś stanie się to faktem (:

      Usuń
    2. No mi się jednak nie chce czytać po angielsku, bo tłumaczenie polskie jest całkiem dobre, więc przeczekam trochę ;) Od 21 odcinka? Na jakiej stronie oglądałaś polska wersję, bo u mnie jest tylko do 17 przetłumaczone >,< Pozdrawiam
      Akane

      Usuń
    3. Ale polskie tłumaczenie jest z angielskiego, które jest bardzo bardzo dobre! W ogóle anime jest w 100% zgodne z mangą i szczerze powiedziawszy to pierwsze tomy można sobie spokojnie podarować!

      Na kreskoweczki.pl

      Usuń
    4. Tak tak wiem, że z angielskiego, ale i tak wolę obejrzeć po polsku skoro już zaczęłam ;)

      Usuń
  2. Już dawno chciałam to oglądnąć i jeszcze bardziej mnie do tego zachęciłaś *_____*

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię różnego rodzaju serie sportowe właśnie za ten niepowtarzalny klimat i napięcie jakie potrafią zbudować. Nad obejrzeniem tej serii zastanawiam się już od jakiegoś czasu jednakże mam obawy, czy czasem wątki romantyczne i inne pierdoły nie przyćmią samych sportowych emocji. Kobiece główne postacie zawsze sprawiają, że czuję się niepewnie zaczynając daną serię, ale pewnie kiedyś się skusze. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, albo stety nie ma tu wątku romantycznego. Na prawdę nie masz się czego obawiać, czy 'inne pierdoły' coś przyćmią, bo anime jest w całości poświęcone grze (:

      Usuń
  4. Skojarzyło mi się z jednym z oneshotów Kyousuke Motomi, tam też bohaterowie grali w taką grę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się bardzo opening tego anime, przyjaciółka jest tą serią oczarowana więc jak znajdę chwilę czasu muszę to obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej, mam niemalże identyczne odczucia!
    Ach, i ten Mamoru, uwielbiam go :)
    Ja również nie mogę się doczekać III serii ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. jedno z moich ulubionych anime... czekam na 3 sezon...

    OdpowiedzUsuń

slider