27.8.13

death metal vs szwedzki pop - Detroit Metal City.


Negishi Souichi jest wielkim fanem szwedzkiego popu. Z tego otóż powodu, choć to dla niego trudne, postanowił wyjechać do Tokio, aby tam zdobyć sławę jako popularny muzyk 'na czasie'. Dzieląc czas pomiędzy studiami a swoją największą pasją, poszukuje zespołu, do którego mógłby dołączyć i grać ukochaną, lekką muzykę. Udało mu się, ale... Zespół, do którego trafia jest wprawdzie modny i uwielbiany, jednak gra death metal!

GO TO DMC
デトロイト・メタル・シティ

O tym, jakie ciężkie życie musi wieść muzyk przekonaliśmy się już w takich seriach jak Gravitation, NANA czy BECK, czyli odpowiednio od popu, przez rock aż po punkrocka. Teraz przyszedł czas na mocne granie! Tak moi kochani, Souichi, który zamiast grać lekkich piosenek dla tłumu piszczących fanek, pod sceną miota się tysiące satanistycznych fanów dzikiego metalu. Zamiast śpiewać słodkich piosenek o miłości, wydziera mordę do mikrofonu, charcząc bliżej nieokreślone słowa (lub raczej onomatopeje), że zabił przyjaciół i zgwałcił swoich rodziców (!). Jako lider zespołu Detroit Metal City, Krauser jest nieokrzesany, rządny mordu i gwałtu (stąd słynna scena z gwałceniem latarni ulicznej). Lecz jako Souichi to jedna, zwykła tzw. 'zimna dupa'. Jest strachliwy, wrażliwy i bardzo, ale to bardzo niemęski. Tak, anime to przedstawia losy mistrza death metalu, który ukradkiem podkochuje się w zespołach a'la backstreet boys... Ironia? Owszem. Zmarnowany pomysł? Niekoniecznie...Negishi, wielce utalentowany gitarzysta, nie może jednak odnaleźć się w swojej nowej roli. Pomalowaną bielą i czernią twarz ani trochę się z nim nie utożsamia. Chłopak usiłuje oddzielić swoje prawdziwe pasje od zespołu, jednakże z biegiem czasu staje się to być coraz trudniejsze i niemożliwe do realizacji. Kto by pomyślał, że rola Krausera zacznie się w nim tak głęboko zakorzeniać!

Jak już zauważyliście, po odjęciu openingu i endingu, seria licząca dwanaście odcinków, trwa tylko dziesięć minut! Dlatego fabuła leci z szybkością japońskiego pociągu. I właśnie dlatego też, wyciągając jakiś odcinek z kontekstu, możecie nie wiedzieć o co chodzi. Wszystko jest jakby odrębną historyjką, rzadko, które odcinki łączą się ze sobą w spójną całość. W dodatku twórcy często stosują zabieg z przeskakiwaniem czasu. Jednak mimo tego, chronologia nie zostaje zachwiana. Wprawdzie ja bym wolała, aby historia została ukazana jak np. w NANIE, czyli wszystko od początku do końca, ale w przypadku DMC nie jest to aż tak bardzo rażące i jak to się mówi "ujdzie w tłoku".


Niektórzy doszukują się tu głębokiego przekazu. Lecz moim zdaniem anime to jest niezłą parodią, przedstawiającą w szczególności utarte stereotypy na temat życia metalowców i ich otoczenia. Ich wygląd ma na celu wyobrażenia sobie wysłannika samego szatana, odprawiającego czarne msze na cmentarzu i pożerającego równie czarne koty jak ich dusze... W dodatku ich menadżerka zrobi wszystko, aby taki ich image utrzymał się jak najdłużej. Tu warto też wspomnieć, że w jednym z odcinków nabijano się z NANY, bowiem był zespół punkowy, którego wokalistka miała na imię Nina.Jednakże najbardziej oberwało się właśnie fanom metalu, którzy zostali przedstawieni jako ślepo zapatrzone w swoich idoli bezmózgi. 

Wadą w DMC są niestety postacie, ale z drugiej strony czemu się dziwić, bo co można umieścić w ciągu dziesięciu minut. Ale twórcy wybrnęli z bagna dzięki Negishiemu oraz ich diabelnej menadżerki. Jest to typowa 'kobieta z jajami', która trzyma wszystko w swojej żelaznej dłoni i nie pozwoli aby cokolwiek się nie udało. Czy coś jest dobre czy też nie, ocenia mówiąc, że ma "kisiel w majtkach", co odpowiednio dobrze oddaje jej charakterek. Reszta postaci jest raczej bezbarwna, a szkoda, bo mogłyby się okazać bardzo ciekawym materiałem. 

"One, two, three... fuck!"

Czas pisnąć słówko o muzyce. W samym anime wyróżnia się opening "Satsugai", który robi porządną sieczkę z mózgu, szczególnie swoim tekstem. Co jak co, ale po doświadczeniach z powyżej wymienionymi seriami, muzyka to tak naprawdę przeróbka tychże gatunków na japoński rock (przykład Blast - rzekomo grali punk). Chociaż w przypadku DMC możemy jeszcze podciągnąć piosenki do metalu. Szkoda tylko, że nie wykorzystali utworów, które w późniejszym czasie możemy usłyszeć w dramie ( o czym kiedy indziej ), bo to kawał solidnie wykonanej roboty. Ending to jedna z najznamienitszych wykonów, jakie miałam zaszczyt kiedykolwiek usłyszeć w życiu. Brawa, bardziej kretyńskiego utworu nie mogli już chyba wynaleźć "Amai koibito" to infantylna i ckliwa muzyczka o miłości, która, co najgorsze, po kilku minutach zaczyna degradować nam umysł swoją obecnością.W anime spotka nas jeszcze jeden utwór, a mianowicie "Fuckingham palace", czyli minutowe rżnięcie gitar z wkoło powtarzanym 'fuck'... Cudo....


Grafika cudna nie jest, ale też nie kuje w oczy. Jest po prostu taka sobie. Postacie nie grzeszą urodą, ale ich wygląd pasuje do klimatu serii. Animacja też nie jest zbytnio udana, ale (stanowczo nadużywam tego wyrazu)... przeboleje się to. Dużo zleży też od tego, z którą akurat osobą mamy do czynienia. Jeśli jest to Negishi, wokół otaczają nas kolorowe plenery lub różnorodne odcienie radosnego różu. Zaś kiedy do akcji wkracza Krauser, twórcy nie szczędzili z mroczną aurą śmierci oraz rozlewu krwi... Na plus jest fakt, iż postacie często zmieniają swoje ubrania. 

Detroit Metal City to ciekawa pozycja wśród anime, choć oczywiście są osoby, które będą ją mieć za wielką miernotę. W każdym razie są też i ci, którym z całą pewnością będzie się podobać. Ja się bardzo dobrze bawiłam, chociaż w pewnym momencie trochę nudził mnie wyrównany poziom odcinków. Jest to pozycja przeznaczona dla specjalnego grona odbiorców, ponieważ nie każdy zrozumie humoru tej serii. No i anime ma tylko dwanaście odcinków, więc... zaryzykujcie :]

10 komentarzy:

  1. Ej, ej, spodobało mi się! Dzisiaj zacznę c:

    OdpowiedzUsuń
  2. Obejrzałam to anime już dawno temu, moi koledzy są wielkimi fanami ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. METAAAAAAAL! *_________* Już dawno chciałam to obejrzeć (tak, tak wiele anime do oglądnięcia, tak mało czasu) i wiesz? Chyba jak wrócę do domu, to od razu się za to zabiorę. Twoja recenzja mnie zachęciła, jak prawie każda, bo kocham twoje recenzje <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobają (:

      Tak, metal :D To był główny powód do obejrzenia :D

      Usuń
  4. Szkoda, że mam coraz mniej czasu, a Ty tyle fajnych recenzji anime zamieszczasz :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilkuletnie nagromadzenie anime :D Dawniej byłam maszyną do oglądania, teraz stanowczo stonowałam. Nawet do jednej serii na parę miesięcy.

      Usuń
  5. Przymierzam się do tego już od jakiegoś roku, ale lista z planowanymi jest coraz dłuższa, a jakoś czasu na oglądanie nie przybywa.
    W każdym bądź razie zobaczę na pewno. Po obejrzeniu zwiastuna, wnioskuję, że to jest totalnie postrzelone, a ja lubię takie anime.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym miała to kiedyś obejrzeć, musiałabym być aż za bardzo znudzona, lub aż za bardzo chora xD Pozdrawiam
    Akane

    OdpowiedzUsuń
  7. Po Twojej recenzji zaczęłam oglądać i... zaiskrzyło ;) bardzo specyficzne i mocne poczucie humoru, które naprawdę lubię. Jako parodia świetnie spełnia swoją rolę :D

    OdpowiedzUsuń

slider