31.10.17

Japan Crate - halloweenowy box.

Mam to nieszczęście, że moje urodziny przypadają na okres halloweenowy. Z tego też powodu co roku dostaję prezenty od znajomych właśnie w tej tematyce (oczywiście nie mam nic przeciwko, bardzo lubię takie klimaty). 

Tegoroczny prezent mocno mnie zaskoczył, gdyż zostałam obdarowana między innymi tajemniczym boxem z japońskimi słodyczami. Jako iż jestem ogroomnym łakomczuchem, a dodatkowo mam bzika na punkcie japońskich przysmaków - ten prezent był strzałem prosto w dziesiątkę!

Bardzo lubię oglądać relację z otwierania boxów, ale jakoś nigdy nie zdecydowałam się na subskrypcję żadnego z nich. Tym bardziej byłam uradowana, że mogłam choć raz spełnić swoje małe marzenie. Dla tych, którzy może jeszcze nie wiedzą, Japan Crate to box, który zawiera od 5 do 15 (w zależności od wybrania) różnych, spakowanych całkowicie losowo przysmaków. To znaczy, że do samego końca nie wiemy, co dokładnie znajduje się w naszej paczce. Oczywiście możemy podejrzeć sobie listę wszystkich możliwych produktów, ale nie będzie już wtedy takiej zabawy. A ponieważ październik jest miesiącem spod znaku Halloween - stąd właśnie taka tematyka boxa. 


W tym miesiącu - na bogato. Wewnątrz pudełka skryło się aż 15 różnych produktów. Producenci także postanowili zabawić się słynnym hasłem: "cukierek albo psikus", więc możemy trafić albo "cukierka" (czyli napój herbaciany o smaku Creme Brulee), albo stać się ofiarą psikusa i znaleźć puszkę z.. miso! Nawet nie musicie zgadywać, co kryło moje pudełko. Na szczęście bardzo lubię zupę miso (。•̀ᴗ-)✧.


Zacznijmy od słonych przekąsek, bo tych jest najmniej. W środku pudełka znalazły się dwa opakowania czegoś w rodzaju chrupek. Pierwszy z nich (Halloween Bonchiage) to ryżowe snacki/ krakersy (tzw senbei) o smaku sosu sojowego. Są dosyć słone, bardzo chrupiące, a w smaku przypominają nieco nasz Przysmak Świętokrzyski, chociaż są zdecydowanie bardziej twarde. Jak nie jestem wielką fanką słonych przekąsek, tak te były baaardzo dobre.
Z kolei drugie (Halloween Ponsuke) bardzo ciężko opisać. Są słone i słodkie jednocześnie, ale bardziej w kierunku tego drugiego. Ani smaczne, ani niedobre. Jak ktoś lubi słodkie to +3 punkty. 

Halloween Bonchiage 9/10 
(zbyt wyczuwalna obecność tłuszczu, nie przepadam za tym)

Halloween Ponsuke 6/10
(przewaga słodkości nad słonością)


Mój zdecydowany hit i nowy ulubieniec! W całym swoim życiu nie jadłam czegoś podobnego. Byłam pewna, że będą przypominały płatki śniadaniowe nesquik albo zwykłe czekoladowe flipsy, więc raczej sceptycznie podchodziłam do tego produktu. Ale gdy już skosztowałam jednego... o matko, niebiosa się otworzyły. Owszem, są to chrupki kukurydziane, ale każdy pęcherzyk (nie wiem jak to ująć, te "dziurki" powietrza wewnątrz chrupka) był wypełniony czekoladą. Bardzo kremową i niesamowicie kakaową. Wyjątkowo chrupkie, ale i miękkie jednocześnie. Dodatkowo zawartość czekolady sprawia, że są "mokre", jeśli wiecie o co mi chodzi. 

Halloween shimi choco corn 10/10 !!!


Z tym produktem mam ciekawe doświadczenia. Pamiętam jak kupę lat temu przywiozłam sobie kilka opakowań z Londynu i mocno każdemu zachwalałam te ciasteczka. Parę lat później pojawiły się w Polsce z wedlowską czekoladą. Wszystkim wówczas mówiłam, że japońskie są lepsze, bo tak sobie zakodowałam w głowie. Ale gdy po takim czasie mogłam znów ich skosztować to było mi trochę wstyd przyznać przed samą sobą, że nasze są jednak zdecydowanie lepsze. Chodzi oczywiście o krem. W naszych ciasteczkach jest on bardziej słodki, kremowy i mocno kakaowy. W oryginalnych jest taki nijaki, prawie w ogóle niewyczuwalny. Taki wyrób czekoladopodobny.  

"Enjoy Halloween" Koala's March 5/10
(wedlowskiej dałabym nawet dziesiątkę)


Obstawiając w ciemno, co na pewno znajdzie się w paczce, byłam prawie pewna, że będą to słynne japońskie KitKaty. Miałam nieco zawód, bo bardzo liczyłam na jakiś bardziej egzotyczny smak, ale karmelowy pudding? Hej, to może być smaczne. Przede wszystkim batoniki są nieco innej konsystencji niż nasze europejskie (przynajmniej w moim mniemaniu). Japońska wersja jest bardziej delikatna i mniej zbita. Batonik jest miękki, a polewa wręcz rozpływa się w ustach. Wydaje też mi się, że proporcje wafelek : czekolada bardziej kierują się w stronę tej drugiej. Ale przede wszystkim smak - zdecydowanie smakuje jak karmel (bardzo mocny zapach) i ma delikatny, budyniowy posmak. Jest też bardzo słodki, nawet bym dodała, że aż za bardzo. Lekko mdlący, spokojnie zaspokoicie ochotę na "małe co nieco" po jednym (a w opakowaniu jest ich aż 13).

Kitkat mini: carmel pudding 7/10
(jednak za słodkie)


Pamiętacie może te kulki z Cheetos'a o smaku zielonej cebulki, które zawsze szybko znikały ze sklepowych półek na początku lat dwutysięcznych? To jest właśnie to! Identyczna struktura i bardzo zbliżony smak, pomimo tego, że z zieloną cebulką ma niewiele wspólnego. Jak głosi producent, chrupki te są o smaku zupy kukurydzianej (seeeerio?) i jakkolwiek by to zabrzmiało są po prostu bardzo smaczne. Choć ja dalej będę się upierać przy cheetosach ಠ‿↼. 
Zajrzałam sobie również na stronę producenta. Przysmaki te występują w wielu smakach, zarówno w wersji słodkiej jak i słonej oraz typowo japońskiej (natto, takoyaki itd) lub tradycyjnej (serowe, pizza itd). Fajnie byłoby móc skosztować również innych smaków. Chyba się zainteresuję, haha. 

Halloween Umaibou: Corn Potage 10/10


Teraz tak zwana drobnica (tudzież zapychacze), a w jego skład wchodzą: 

  • lizak o smaku zielonego jabłka,
  • lizak o smaku winogronowym,
  • dwie ciągutki o smaku winogronowym i jabłkowym. Generalnie nie przepadam za ciągutkami, bo mam swoją schizę, że wypadną mi po tym plomby/ zęby, no i też nie lubię, kiedy się do wszystkiego przyklejają. Ale winogronowy smak 10/10.
  • żelki/ galaretka pomarańczowa. To kolejny bardzo ciekawy produkt, bo nie przypominają nic, co dotychczas jadłam. Najszybciej porównałabym je do galaretek roślinnych ze względu na specyficzną konsystencję. Żałuję, że nie trafiłam w drugi smak (winogronowy ;^;), bo z reguły nie lubię cytrusowych słodyczy. Natomiast te smakowały taką świeżą pomarańczą, co również mnie zaskoczyło. Całość jest obsypana kwaśną posypką, więc połączenie jak najbardziej smakowite. 
  • batonik; długo się zastanawiałam, co o nim mam napisać. Smakuje jak rozgnieciony herbatnik z ciastkiem oreo, zlepione w jedną masę i oblane cienką warstwą niezbyt słodkiej czekolady. Bardzo smaczny słodycz, chętnie kupowałabym go w sklepach. 


Pure gummy assorted halloween 8/10
(minus za to, że nie trafiłam moje ukochane winogrono ;^;)

Black thunder hallowen bar 9/10


Z serii dziwnych rzeczy. Zestaw DIY do stworzenia.. smakowego gluta! Nie wiem zbytnio, co miał on na celu, może przypominać ektoplazmę czy jakiś inny radioaktywny śluz (może pomińmy tę kwestię). W opakowaniu znalazły się trzy saszetki z różnymi wersjami mazi: niebieski - soda, żółty - cytryna, czerwony - truskawka. Tak samo układa się stopień glutowatości, od najbardziej lejącej do najbardziej ciągnącej (serio, opisuję właśnie gluta...). Po zmieszaniu wszystkich powinniśmy dostać jeden smak, najprawdopodobniej winogronowy. Każdy z nich jest równie paskudny, słodko-kwaśny i jakby z posmakiem miodu (w ogóle w konsystencji przypomina miód). Poza frajdą z mieszania gluta, nie wiem po co ktokolwiek to produkuje :v. 

Produkt obok to frajda dla wszystkich Potterheads (czyli nie dla mnie, hehe). Cukierek ten to szybko rozpuszczająca się pastylka, która tworzy gęstą pianę. W smaku przypominać ma słynne kremowe piwo, a w rzeczywistości daje masłem. Tak, daje po mordzie chamskim masłem. Rzekomo ma w składzie syrop klonowy, ale kto by to wyczuł? 

Natomiast ta trzecia tajemnicza rzecz na górze to cztery pudrowe cukierki, które przy polizaniu zamieniają się w stempel. Można sobie pacnąć w czoło i wyglądać jak głupek, czemu nie! Każdy ma inny wzór: są dwa złowrogie duchy, wiedźma i szczerząca się dynia. Iście helołinowo :v. 

Nie oceniam, są po prostu głupawe ( ˘ ³˘). 

I na koniec mój psikus, czyli zupa miso w puszce. Początkowo czułam taki lekki zawód, bo właśnie trzymam w łapach zimną zupę, a mogłam mieć możliwą ambrozję. Jednakże wszyscy dookoła mi mówili, że woleliby w swoim boxie znaleźć właśnie ten produkt, niż wspomnianą na samym początku herbatkę. Lubię miso, ale w pełnej krasie, czyli z wodorostami, tofu i ewentualnie kawałkiem ryby. Natomiast sam czysty wywar, no nic powalającego. A zimny już w szczególności. Szczęśliwie po podgrzaniu był bardzo smaczny i w sumie nie byłoby głupim pomysłem kupować go jako bazę do zupy. 

Pokrótce na podsumowanie: jest to jeden z najfajniejszych prezentów urodzinowych jaki kiedykolwiek dostałam. Moim zdecydowanym ulubieńcem są czekoladowe chrupki, po prostu będę płakać jak mi się nie uda tego nigdzie dorwać. Poza tym sama subskrypcja  takiego boxa jest świetną sprawą, bo co miesiąc możemy wypróbować kolejne produkty, których szansa na zakup jest niemalże bliska zeru. Ale wchodzi tu oczywiście czynnik budżetowy, comiesięczna utrata stówki na rzecz kilku słodyczy jest ogromnym minusem. Nie czarujmy, sporo się przepłaca, więc sam zakup jest na pewno nieopłacalny. Natomiast jako prezent jest to bardzo dobry pomysł. 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak teraz odchodząc od tematu chciałam ogłosić, że w ubiegły piątek na reszcie udało mi się wywalczyć obronę pracy dyplomowej, więc taaaak, stało się! Na reszcie skończyłam ten etap edukacji. Dzień przed egzaminem bardzo się stresowałam, nie mogłam nic przełknąć, więc poszłam na głodniaka. Co prawda w dniu obrony nerwy mi całkiem puściły i byłam wyluzowana (jak na mnie). Miałam dosyć surową komisję, ale chyba byli w świetnym nastroju, bo nigdy przenigdy nie widziałam ich tak wesołych i uśmiechniętych (w szczególności swojego promotora o.O). Nie dostałam żadnego pytania z pracy, ale jedno zagadnienie było stricte z nią związane. Od początku gdy dostałam listę z pytaniami wiedziałam, że zdam egzamin z palcem w tyłku :D. Ku pamięci: dostałam pytanie o prawdopodobieństwo warunkowe, całkowite i twierdzenie bayesa (z rozmachu walnęłam im zadankami, haha), grupy wraz z przykładami oraz ekstrema lokalne funkcji wielu zmiennych. Trochę się pośmiali z mojej nadpobudliwości (postawiłam sobie zasadę, że nie po to tyle się uczyłam, żeby czegoś nie powiedzieć), ale chyba się opłaciła, bo dostałam 5! A w tym roku nie szastali piątkami, w swojej grupie byłam jedyna ( ˘ ³˘)♥.


Korzystając z tego posta życzę wszystkim wesołego Halloween! Ja idę obżerać się cukierkami, bo w tym roku żadne gówniaki mnie nie odwiedziły :(. 

slider