11.1.18

Mangowe zdobycze - listopad/grudzień.

Vagabond
Zdaję sobie sprawę, że ostatni post był naprawdę dawno dawno temu, ale co by nie umknęło mojej uwadze, zanotowałam sobie swoje ostatnie zakupy. Dzięki temu nie musiałam w ogóle główkować, co tam nowego pojawiło się na mojej półce i mogę spokojnie napisać tego posta. 

O ile listopad to istna posucha dla mojego portfela, o tyle szczęśliwie na ten okres przypadają moje urodziny, więc zawsze coś mi się uda ugrać. W tym roku nikt mnie pytał o mangowe preferencje, stąd tytuł, którym zostałam obdarowana był całkowitą niespodzianką. I to jaką! 

Ci, co śledzą już jakiś czas moją blogową aktywność to wiedzą doskonale, że jestem fanką K-ON!, co tym bardziej mnie uszczęśliwiło. Zapewne wiele głosów się odzewie, że lepiej było poczekać na polskie wydanie, ale ja i tak jestem już w posiadaniu anglojęzycznego (bo nasi się spóźnili :c), więc w sumie tym lepiej dla mnie.


Mangi z powyższego zdjęcia są poniekąd kontynuacją głównego uniwersum. Pierwsza z nich przedstawia dalsze losu członkiń zespołu już po skończeniu liceum. Ogromnie się ucieszyłam, że mogę poczytać, co u moich ulubionych dziewczynek słychać i przekonać się, czy wciąż trzymają się razem, a co w zasadzie najważniejsze - czy wciąż razem grają. Wiele nie da się opowiedzieć, w końcu to wciąż ta sama forma mangi. 

Drugi tom (High School) jest dla tych, którzy czują się pokrzywdzeni brakiem Azusy w serii College. Skupia się właśnie wokół tej postaci, a dokładniej sytuacji, w której została pozostawiona po opuszczeniu przez resztę dziewcząt klubu muzycznego. Myślę, że nie zaskoczy to nikogo jeśli powiem, że fabuła opiera się na poszukiwaniu nowych członkiń, czyli tak na dobrą sprawę wracamy do korzeni - z tym, że mamy nowe postacie. 
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W grudniu sprawa przedstawia się zgoła inaczej. Miesiąc wydatków, wiecznie pustego portfela, bo wszystko zostało przepieprzone na prezenty. Egoistycznie także na "prezenty" dla siebie samego. Tego roku, zamiast obdarowywać się mangami, zrobiliśmy po prostu spore zamówienie.


Tysiąc razy sprawdzałam, który tom był ostatni w naszej kolekcji, ale i tak pomyliliśmy się o jeden. Muszę koniecznie sobie gdzieś zanotować, aby przy najbliżej okazji go dokupić. W każdym razie, jeśli chodzi o mnie to mam zaległości w Soul Eater na poziomie aż drugiego tomu, ponieważ początkowo zbierałam polskie wydanie, nie wiedząc, że El kupuje zagraniczne (swoją drogą to już jakaś myśl na posta porównującego wydania). To najwyższy moment na nadrobienie serii, bo aż wstyd! 


I kolejny fail z mojej strony. Powiedzcie mi, jak trzeba być nierozgarniętym, żeby pomylić mangę z light novelką? W taki oto sposób do mojej kolekcji dołączyła pierwsza LN z serii Vampire Knight, jak i pierwsza w ogóle. Przyznaję się bez bicia, że nie mam pojęcia o czym jest "Fleeting dreams", bo po otrzymaniu nawet nie zajrzałam do środka (jeszcze mi duma nie pozwoliła). Posiłkując się internetem, ta LN jest zbiorem krótkich historyjek, gdzie każda jest poświęcona innym postaciom. Poza głównym trio (Zero, Kaname, Yuuki) odnajdziemy też historię Rido oraz Sary. 

Następnie (już świadomie) zdecydowałam się na pierwszy tom Vampire Knight Memories i podobnie do K-ON! są to dalsze losy bohaterów znanych nam z głównej serii. Nie będę pisać nic o fabule, bo już pierwsza strona mangi to jeden ogromny spoiler.
Spoiler! :
Ale ile zaskoczeń na nas czeka! Od pierwszych stron wiemy, że po tym jak Yuuki poświęca się, oddając swoje serce Kaname - ten nie jest już dłużej wampirem. Aby było ciekawiej, historię z ciągu ostatnich 1000 lat (a więc snu Kurana) opowiadają nam dzieci głównych bohaterów. Taki finał może być satysfakcjonujący dla obu teamów YuukixKaname oraz YuukixZero (i zapewne taki był zamysł autorki). Muszę przyznać, że po tym tomie inaczej spojrzałam na samą postać Yuuki. O ile nie przepadałam za nią w głównej serii, tak tutaj zyskała w moich oczach. Wciąż ubolewam nad losem Zera, ale widać los cierpiętnika był mu pisany do samego końca :C.
Ostatecznie skusiłam się też na inną mangę od tej autorki.

Wraz z postępem cywilizacyjnym oraz zniesieniem systemu samurajów, wielu szanowanych wojowników zmuszonych jest do kontynuowania swoich prac w absolutnej tajemnicy.  Shuriken and Pleats opowiada losy młodej Mikage Kirio, która jest ninja. Co by było ciekawej, w wyniku pewnych wydarzeń będzie ona uczęszczała do szkoły jako zwykła uczennica. 

Jak na razie przeczytałam pierwszy tom i w zasadzie sama nie bardzo wiem, co mam myśleć o tym tytule. Na pewno nie będzie to seria zapadająca głęboko w pamięci, ale zawsze miło, gdy odkrywa się nową mangę doskonale znanej już autorki. Szczęśliwie ma to tylko dwa tomy, więc szczególnie nie nadszarpnie budżetu. Niestety spodziewam się, co może wydarzyć się w drugim tomie i myślę, że to własnie on rozwala potencjał całości. Szkoda. 


Wraz z końcem 2017 roku, udało się w końcu uzbierać wszystkie tomy Claymore. Ode mnie niczego się nie dowiecie, bo to nie ja rozpoczęłam kolekcję tej mangi. Niemniej jest to mój kolejny priorytetowy tytuł do przeczytania, więc trzymajmy kciuki, że mi się to uda, bo zabieram się od blisko dekady! 

I ostatnią już mangą, i to nie byle jaką, jest 12 tom Vagabonda. Za każdym razem zaskakuje mnie, jak wielki jest to... kloc. Dla tych, którzy może jeszcze nie wiedzą, wygląda to tak:


Porównanie zagranicznego wydania do (RIP) polskiego. Tak, ja też się zastanawiam jak idzie czytać takiego olbrzyma. Toć to można sobie muskulaturę wyrzeźbić (kto powiedział, że mangi nie są pożyteczne? :v).

slider